EPILOG

Don Alejandro zajrzał do pokoju syna. Diego szybko wracał do zdrowia i od kilku dni przebywali już w hacjendzie, więc uznał, że jest to najwłaściwsza pora i miejsce, by odbyć tę rozmowę. Zwłaszcza, że Victoria właśnie przyjechała z wizytą.

Diego siedział przy stole, oparty o ramię Victorii, a Felipe chyba zdecydował, że będzie ich przyzwoitką, bo starannie czytał książkę. Przez chwilę don Alejandro stał i przyglądał się swojemu synowi. Rana i choroba zdawały się go odmienić, bo choć jeszcze był wyraźnie osłabiony, zniknęły gdzieś senność i roztargnienie, jakie do tej pory cechowały Diego. Teraz z ożywieniem rozmawiał z Victorią, pokazując jej coś w swoich zapiskach.

– Wybaczcie mi to wtargnięcie… – zaczął don Alejandro. – Wiem, że nie powinienem przeszkadzać narzeczonym, ale chciałem was o coś zapytać. A raczej coś powiedzieć, co jest zapewne ważne dla nas wszystkich. Zwlekałem z tym, bo chciałem rozmawiać z wami bez przeszkód.

– Ojcze…

– Chwileczkę, Diego. Zaraz mi powiesz, jak chciałeś mnie powiadomić o zaręczynach. I kiedy się oświadczyłeś.

– No cóż, ojcze…

– Jak powiedziałem, Diego, poczekaj chwileczkę. Chcę, byś najpierw coś wiedział. Gdy byłem w wieku Felipe, nie raz dochodziłem do wniosku, że zamiast tracić czas nad księgami, lepiej spędzę go w siodle, na wzgórzach. Wymykałem się więc z domu. Mój ojciec pewnie nie raz żałował, że pokazał mi sekretne przejście pradziadka. Tak, Diego, to przejście przez kominek.

Victoria zamarła, Felipe otworzył szeroko przerażone oczy, a Diego… Diego tylko przechylił lekko głowę i uśmiechnął się.

– Mogłem się tego spodziewać – oświadczył. Don Alejandro zauważył, że głos jego syna jest spokojny i zdecydowany, tak jak zwykle mówił Zorro. Lekki uśmieszek też raczej należał do zamaskowanego jeźdźca. – Od dawna wiesz?

– Zajrzałem tam niedługo po twoim powrocie – westchnął don Alejandro. – Miałem pewne podejrzenia od pierwszej chwili, gdy ujrzałem Zorro, a to, jak się zmieniłeś, nie dawało mi spokoju. Znam cię, synu, do szpiku kości. Jesteś dumny, odważny, prawy, czasami porywczy. Kochasz wiedzę, ale równie kochasz sprawiedliwość. Więc wiedziałem, że studia nie były w stanie tak cię odmienić, jak to się by mogło wydawać, ale mogło to uczynić coś innego. Coś, co było dla ciebie tak ważne, że zgadzałeś się na zaprzeczanie samemu sobie. Co, zauważ, nie zawsze ci wychodziło.

– Więc wiedziałeś i udawałeś – westchnął Diego.

– Właśnie tak. Gdybyś wiedział, ile razy drżałem, czy wrócisz, gdy widziałem jak Zorro ściga się z żołnierzami… Nie mogę sobie wybaczyć, że tym razem nie pojechałem zaraz sprawdzić, czy wróciłeś. Znalazłbym cię wcześniej.

– To nie miałoby takiego znaczenia, ojcze. Tak czy inaczej musielibyśmy ukryć fakt, że zostałam postrzelony – odparł Diego.– Uwierz mi, ojcze, że nie było aż tak źle.

– Nie było?

– Nie. Tak naprawdę, to wcześniej tylko raz znalazłem się w sytuacji, gdy sądziłem, że przegrałem i że to już mój koniec. Tyle że wtedy uratował mnie upór Felipe i Tornado.

– Kiedy? – zapytała Victoria.

– Pamiętasz mój pogrzeb? – spytał Zorro ze śmiechem. Słysząc jego słowa don Alejandro nie miał teraz wątpliwości, że to Zorro jest jego prawdziwym synem i nie tyle Diego przybiera maskę, co Zorro ukrywa się pod postacią Diego.

– Pamiętam! – poderwała się dziewczyna. – Ale przecież… Powiedziałeś, że spadłeś z konia! Śmiałam się z ciebie, że zleciałeś z tej starej, ospałej kobyły! Jak mogłeś!

– Przecież nie mogłem ci się wtedy przyznać, gdzie naprawdę spadłem – Zorro uspokajająco dotknął jej ręki. – A twoje drwiny z Diego dobrze mnie chroniły.

– A tym razem… – wtrącił się ojciec.

– A tym razem Victoria mnie uratowała. – Diego–Zorro uśmiechnął się z czułością. – Jednak, ojcze, cieszę się, że znasz już prawdę. Szczerze mówiąc, to od dawna chciałem ci o tym powiedzieć i wciąż się wahałem. A teraz jest mi lżej na sercu, że oboje już to wiecie, bo to, co miało być utarciem nosa alcalde i po trosze zabawą, już dawno wymknęło mi się spod kontroli i stało walką na śmierć i życie.

– Na śmierć i życie? Nie dramatyzujesz zbytnio, synu?

Diego rozśmiał się lekko.

– Możliwe, że tak, ojcze. Jednak kiedy jest się przekonanym, że to właśnie są ostatnie chwile życia, ma się ochotę trochę podramatyzować. Bałem się o was, o to, co się stanie, gdy alcalde domyśli się, że Diego de la Vega to Zorro.

– O nas, czyli Felipe już wie?

Felipe energicznie pokiwał głową.

– Wie od początku. Bez niego wiele rzeczy by mi się nie udało.

– Takich jak Zorro odjeżdżający z pueblo i jak ta strzała nad głową sierżanta?

– Dokładnie takich.

– Nie ryzykowaliście za bardzo? Skąd wiedział, kiedy strzelić? Na twój znak?

– Owszem.

Victoria spojrzała czujnie na Diego. Chciała powiedzieć o czymś, co sobie w tej chwili przypomniała, ale Zorro ścisnął lekko jej dłoń. Zrozumiała. Pewne tajemnice powinny pozostać tajemnicami. Nawet kiedy Zorro zrezygnował z części swoich. Don Alejandro pokiwał głową. Wiele rzeczy nabrało teraz sensu.

– Zostało mi więc jeszcze jedno pytanie.

– O oświadczyny? – spytała Victoria.

– Nie, o tym to porozmawiamy innym razem – odparł don Alejandro. – Ale chcę was zapytać o przyszłość. Co będzie teraz, gdy już wszyscy znamy twoją tajemnicę, Diego.

– Nie wiem – młody de la Vega sposępniał. – Nic nie sprawiło by mi większej radości, niż zdjęcie maski Zorro przed Victorią w ślubnej sukni, ale…

Alcalde – to słowo Victoria bardziej parsknęła niż wypowiedziała.

– Nie, z alcalde kiedyś Zorro sobie poradzi. I to prędzej, niż później – stal zabrzmiała w głosie Diego. – Ale powiedziałem ci, ojcze, że Zorro wymknął mi się już spod kontroli. Nie mogę odrzucić maski.

– On ma rację, don Alejandro – wtrąciła się Victoria. – Ludzie liczą, bardzo liczą na Zorro.

– Właśnie. Zorro może być potrzebny także później. I jeśli będzie wiadomo, że Diego to Zorro, każdy, kto będzie chciał uderzyć w Zorro, uderzy w moją rodzinę.

– A więc Zorro będzie musiał pozostać w masce…

– Tak – przytaknął Diego, już bez zwykłej wesołości, głosem w którym w miejsce rozbawienia brzmiała stal. – Zorro musi pozostać w masce.

THE END OF STORY

Wrocław,16- 20 marca 2011.