AN: Sasuke i inni bohaterowie występujący w opowiadaniu należą do autora mangi Naruto. Pomysł należy do mnie. Inspirację zawdzięczam Katy Perry, a dokładniej jej piosence o tym samym tytule, oraz niesamowitym opowiadaniom mechalice – polecam gorąco! A także brzmieniu zwrotu „dzień dobry" w języku holenderskim (w ustach znajomego Holendra brzmi to mniej więcej: hujemorhen ;))

Akcja rozgrywa się w akademiku (czyli jesteśmy w AU).

Ostrzegam, że Sasuke na kacu klnie jak szewc (między innymi za to i za inne rzeczy, które pojawią się później taki rating).. No i opowiadanie należy do kategorii „humor" więc, przynajmniej z założenia, ma być zabawne, toteż, biorąc pod uwagę dobór bohaterów, występuje OOCowość.

Co by wczuć się w klimat pierwszego chaptera polecam puścić sobie w tle „Circle of Life" (piosenka z „Króla Lwa" ;))

Komentarze (bardzo!) mile widziane :) będą także zachętą i paliwem do dalszego rozwoju akcji.


Część pierwsza – Syndrom dnia poprzedniego

Nants ingonyama bagithi baba
Sithi uhm ingonyama
Nants ingonyama bagithi baba
Sithi uhhmm ingonyama
Ingonyama…

Motyw przewodni z Króla Lwa rozbrzmiał w jego uszach jakości HD stereo dolby surround, tak, że miał wrażenie, że to jego własne młoteczki i kowadełka wygrywają tą melodię na trąbce słuchowej i błonach bębenkowych. Dodatkowo tupot tysięcy kopyt, racic i innych kończyn uderzających o stwardniałą, sawannianą ziemię rozlegał się gęstym echem, pomiędzy pędzącymi zwierzętami. Leżąc na równinie, tuż pod przebiegającymi stadami antylop i słoni, mógł wyraźnie dojrzeć, w 4D i bullet time'ie, wszystkie ziarenka piasku unoszące się nad powierzchnią gruntu. Jakoś żadne z pędzących zwierząt nie wpadło na to, żeby zmiażdżyć mu czaszkę jednym porządnym skokiem, i wcale go to nie dziwiło, kiedy sobie tak beztrosko leżał na tej ziemi. Południowe słońce prześlizgiwało się pomiędzy migającymi sylwetkami, by w końcu zapuścić swoje świecące macki wprost w głąb czarnych źrenic. Powieki miał zaciśnięte, ale skubana gwiazda i tak nie przestawała ranić mu oczu. Nic dziwnego, w końcu jest płci żeńskiej (nawet jeśli dla niepoznaki ma nijakie imię), więc normalne, że próbowała go olśnić. Te kobiety…

Sasuke naciągnął kołdrę zakrywając nią twarz. Pomogło na słońce, ale dudnienia w uszach nie dało się tym sposobem uciszyć. Wręcz przeciwnie, zdawało mu się, że nawet się nasiliło, tak jak inne bodźce, które zaczęły do niego docierać z coraz większą uporczywością. Zamknięty sam na sam ze swoim wczorajszym oddechem na zdecydowanie zbyt małej przestrzeni długo wytrzymać nie mógł, tym bardziej, że, również wczorajsza, treść pokarmowa cisnęła mu się do gardła, próbując się uwolnić.

Po kilku sekundach nierównej walki, Sasuke w końcu się poddał, pocieszając się faktem, że nikogo nie było w pokoju, więc nie będzie świadków tego, haniebnego dla Uchihy, czynu. Jednym mało zgrabnym ruchem zerwał z siebie kołdrę i usiadł na łóżku.

„Kurwa mać.." syknął natychmiast po wykonaniu tego niekorzystnego ruchu i opadł z powrotem na łóżko, tym razem na drugi bok. Przynajmniej był odwrócony tyłem do słońca.

Jednak ów tył właśnie odgrywał w tym momencie kluczową rolę. Nagły, przeszywający ból przebiegł go po kręgosłupie od kości ogonowej aż po sam jego drugi koniec, sprawiając, że łomot w czaszce stał się nie do zniesienia. Gdyby dalej leżał w trawie, to byłby ten moment w którym jakiś konkretny słoń niechcący stąpnął na jego głowę, powodując nagłe przeistoczenie się jej w mokrą plamę. Ale był już w łóżku, to znaczy był tam i wcześniej, tylko wtedy jakby nie do końca obecny, a teraz już bardziej niż wcze…śniej.. W każdym razie słoni w pobliżu nie było. Niemniej jednak, dłoń bruneta powędrowała tam gdzie tkwiły cebulki jego czarnych włosów (nie, nie tam, zbereźniki!), by sprawdzić czy aby na pewno jego głowa znajduje się jeszcze w jednym kawałku i na swoim miejscu. Na (nie)szczęście dla posiadacza, okazała się być.

Sasuke w końcu zwlekł się z łóżka, ostrożnie, unikając przejściowej pozycji siedzącej, gdyż w danej chwili opróżnienie żołądka, a w zasadzie już przełyku, było nie cierpiącą zwłoki sprawą nadrzędną. Szybkim, acz nieco kulejącym krokiem brunet skierował się w kierunku łazienki, rzucając, co chwila pod nosem wcale nie cichym przekleństwem.

Jego dzień zaczął się %&$%#... No, nie fajnie się zaczął. Może i dobrze, że w tym momencie nie wiedział, że to dopiero początek atrakcji…