Rozdział 31

Oboje spotkali się na zewnątrz, gdzie w świetle Polifema, Nana spała w ramionach w swej matki. Jako, że Neytiri nie mogła jej zostawić samej, musiała zabrać ją z sobą. Szła obejmowana w talii przez Jake'a przez ten niesamowicie piękny krajobraz lasu mieniącego się dziesiątkami kolorów i jego odcieni. Wszystko było takie intensywne i fantastyczne, kiedy sycili oczy spektaklem jakim się przed nimi rozgrywał. Zewsząd dochodziły naturalne dźwięki przyrody, zarówno od małych stworzeń pełzających po drzewach, jak i tych latających.

Dla Jake'a był to niemalże bajkowy klimat, tym bardziej że obok niego szła jego księżniczka. Blask błękitnej poświaty odbijał się od jej długich czarnych i rozpuszczonych włosów. Była niczym elf, pomijając kolor skóry, ale w sumie niebieskie paski pasowały do jej smukłej sylwetki. Po niedawnej ciąży nie było nawet śladu i teraz wyglądała tak jak kiedyś. Chociaż nawet z brzuszkiem w ogóle nie ucierpiała w oczach Jake'a, to cieszyła się że ma ten okres już za sobą. Teraz po bolesnym porodzie chciała zaznać trochę przyjemności.

Razem we trójkę zmierzali na szczyt wodospadu, żeby tam nie tylko zaznać intymnej chwili, ale też jako rodzina móc wspólnie spędzić czas. Nana z racji późnej pory spała w nosidełku Neytiri i raczej nie powinna sprawiać kłopotów, chociaż i z tym musieli się liczyć. Lecz to niewielka cena dla ich obojga, gdyż dziecko było dla nich wszystkim. Zostawiali je pod opieką innych osób tylko wtedy jeśli było to konieczne lub zbyt niebezpieczne dla niego.

Idąc pod górę, wyraźnie słyszeli szum spadającej z wysoka wody. Dotarcie na szczyt wodospady było warte czasu, gdyż z góry roztaczał się niezwykły krajobraz na cały las. Tutaj w pobliżu brzegu rosło kilka drzew, gdzie delikatny wiatr smagał ich koronami. Neytiri chcąc mieć córkę zawsze na widoku, ale jednocześnie żeby im nie przeszkadzała, zdjęła z siebie nosidełko i wraz z dzieckiem zawiesiła je na solidnej gałęzi. Wtedy też delikatny wiatr zaczął łagodnie kołysać dzieckiem, które w ten sposób myślało że jest nosze przez matkę.

Jak tylko Neytiri odstawiła Nanę, udała się do Jake'a, który stał nad brzegiem wodospadu, patrząc w dal. Zaszła go od tyłu, chwytając na chwilę końcówkę jego ogona, która śmigała niezdecydowanie na wszystkie strony. Gdy już ją ominęła, stanęła przed nim.

-Mawey ma Jake. Wszystko będzie dobrze. -powiedziała do niego uspokajająco, czarując go swym uwodzicielskim wzrokiem.

-Nie boję się. -odpowiedział z małym uśmiechem.

-Ja widzę to inaczej mój Jake'u. -podeszła bliżej, opierając swe dłonie na jego klatce piersiowej.

Wtedy też Neytiri jako pierwsza nachyliła się do pocałunku, który był szczery i z nutką agresywności. Chyba już oboje zapomnieli czym było wspólne obcowanie z sobą, gdyż sprawy potoczyły się nieco szybciej niż zwykle. Od razu połączyli swe warkocze, których końcówki ochoczą się ze sobą splotły. Między nimi powstała niesamowita więź namiętności wypełnionej wspólnymi dotykami dłoni w najbardziej wrażliwych miejscach. Mieli ochotę na nowo odkrywać dobrze sobie znane miejsca, żeby poczuć ten dreszcz emocji jaki się wtedy wyzwala.

Jake z chęcią zanurzył swą twarz w jej długie, pachnące dzikim lasem włosy, które nieprzeniknione w swej gęstości zakrywały jej ramiona. Jednocześnie też całował jej szyję, trafiając na małą przeszkodę w postaci jej naszyjnika. Mając zajęte dłonie obejmowaniem jej szczupłej talli, postanowił pozbyć się go przez rozwiązanie jego końcówki swymi zębami. I gdzieś po około minucie skromny wisiorek wylądował na ziemi, gdzie spadając na nogi Neytiri został przez nią odsunięty, od tak byle jak odrzucony do boku.

Teraz, gdy górnej części nic nie chroniło i nie zasłaniało, miało się obydwie piersi na wierzchu. Chociaż niewielkie, to były dobrze zarysowane, gdzie wyczuwało się ich kontur od ciała oraz ich lekko szpiczaste wrażliwe końcówki. Taki dotyk Jake'a dłoni działał na tę część Neytiri bardzo stymulująco i już po chwili czuł na sobie ich twardość, kiedy to jeszcze bardziej do niego przylgnęła. Słyszał jej ciężki oddech, a w myślach błagała o więcej, na co on z uśmiechem usłużnie wykonał.

Po jakimś czasie jego dłonie zawędrowały niżej, do jej jedwabnej przepaski zakrywającej prawdziwy skarb. Było to coś, co tylko jemu było godne dostąpić oglądać i nikomu innemu. Jednocześnie jak zawsze zachwycał się jej pięknem i fakturą skóry wokół jej brzucha. Świetlisty wzór otaczał jej pępek i prowadząc tam swoją dłoń czuł pod palcami jego głębie. W czasie, gdy naciskał na jej wąską talię, nie zauważył jak ona z całym swym sprytem myśliwego i swą delikatnością pracowała nad jego ochronną tkaniną. Ona była również ciekawa, tym bardziej że kochała oglądać ten niezwykły wzór świecących kropek wzdłuż całej jego długości.

Uśmiechnęła się to widząc, ale jako że same patrzenie nic nie da, zaproponowała wygodniejsze miejsce na ziemi, gdzie leżąc na miękkim mchu, od słów przejdą do czynów. Zawsze wolała znajdować się na ziemistym podłożu, czując jego zapach i delikatny chłód na plecach, kiedy wewnętrznie wrzała pierwotnym pragnieniem. Lecz musiała jeszcze poczekać, gdyż Jake zdecydował się przedłużyć grę wstępną o coraz bardziej wyrafinowane pieszczoty jej boskiego ciała.

Całował jej szyje wysklepioną apetycznie w miejscu, gdzie znajduje się jabłko Adama. Faktycznie jakby znajdował się w biblijnym raju, gdzie był kuszony przez kobietę oferującą mu samą siebie jako nieczysty owoc. Ale czy zamierzał odmówić? Raczej nie, zważywszy na to że było to warte grzechu czuć tą miękką skórę na swym języku. A schodząc wzdłuż linii pasków, dotarł do jej piersi, które były doskonale widoczne w błękitnym świetle Polifema. Gdy tylko na chwilę podniósł głowę, żeby spojrzeć na swoją wybrankę, spotkał się z jej głębokim bursztynowym wzrokiem. Jej żółte żywe oczy ukryte pod długimi rzęsa patrzyły na niego z miłością, co łatwo wyczuł przez łączącą ich więź. Dzięki takiemu połączeniu był absolutnie pewny co do jej uczuć względem jego i odwrotnie.

-Jake! -dyszała Neytiri.

-Uhm... -odparł między pocałunkami.

-Si ke si oe pey! -powiedziała w zdecydowany i sugestywny sposób.

-Tengkrr. -odpowiedział z ironią w głosie.

-Jake! -syknęła w złości na swe niezaspokojone potrzeby.

Tym razem ukazała kły i nieco cofnęła uszy, co trochę rozbawiło Jake'a, ale wiedział że jeśli trochę poczeka, może to obrócić się przeciw niemu. Jeszcze chwile pieścił Neytiri swą dłonią po udach i kolanach, ciesząc się długością i aksamitem jej nóg, żeby w końcu przejść do właściwej pozycji względem jej ciała. Dopiero teraz zaczęła się prawdziwa rozkosz, która w sposób praktycznie jednakowy była odczuwana przez ich oboje, dzieląc się dodatkowo własnymi wrażeniami przez Tsaheylu. Dzięki niemu wiedzieli jakie tempo sobie narzucić, żeby kochać się w zależności od odczuwanego przez nich nastroju. Czy powoli i niespiesznie, ciesząc się jak najdłużej tą chwilą. Czy bardziej drapieżnie i żywiej, żeby tylko po prostu ugasić swe dzikie żądze, co kiedyś zdarzało im się dość często.

Jake mieszkając w dziczy od dłuższego czasu, mógł na własnej skórze się przekonać jak brak cywilizacji oddziałuje na umysł człowieka. Coraz częściej ujawniała się w nim natura dzikiego i nieokrzesanego zwierzęcia, ale tylko wtedy gdy był do tego zmuszony, jednocześnie nadal zachowywał resztki człowieczeństwa. Jego Neytiri która się tu wychowała, potrafiła w jednej chwili zmienić się ze spokojnej i czułej matki, w agresywną i zaciętą kotkę, która za wszelką cenę będzie bronić swych najbliższych. I przez to Jake był wdzięczny, że została jego partnerką tak oddana zarówno jemu, jak i dziecku które urodziła.

Wspólnie darzyli się miłością nawet wtedy, kiedy podczas ich wspólnych kojarzeń zdarzały się siniaki od zębów i różnego rodzaju małe zadrapania w różnych miejscach ciała. Tak jak teraz, kiedy to Neytiri mocno trzymając Jake'a za plecy, wbijała i lekko drapała je swymi paznokciami. Od razu przeprosiła za swe zachowanie, oferując w zamian chwilę odpoczynku na jej piersiach, a w tym czasie głaskała jego głowę. Gdy oddech trochę spowolnił, wspólnie postanowili dokończyć to co zaczęli.

Ponowne gorące pocałunki ust oraz ich obustronne pieszczoty ciała swymi dłońmi, rozgrzały ich na nowo. I to tak, że Neytiri postanowiła być na górze, żeby narzucić własne tempo tej miłosnej gry. W tym czasie Jake miał co podziwiać, kiedy to jej ogon i ciało kołysało się nad nim. Mógł skupić się na obejmowaniu jej jędrnych pośladków, ciesząc swe dłonie ich ciepłem oraz delikatnością paskowanej skóry. Wtedy też patrząc na siebie, wymienili się głupimi uśmieszkami, a po nich długim i prawdziwie szczerym pocałunkiem w którym się rozsmakowywali słodkością swych ust.

Uzupełniali się doskonale, kiedy to razem przeżywali niezapomniane chwile na łonie natury. Znajdowali się na tyle daleko od tego całego zamętu, że mogli nie zważając na nic ponieść się finezji własnej fantazji. Z czasem doszli do takiej wprawy w wymyślnych zabawach, że jedyne co ich powstrzymywało to obecność ich dziecka. Przez to musieli swe głosy zachowywać nisko, żeby przypadkiem go nie zbudzić. Zwłaszcza teraz, kiedy to Jake coraz mocniej obejmował talie Neytiri, gdy coraz głośniej dysząc i poruszając się, miał okazję przekazać jej dowody swej miłości. A, że kochał ją więcej niż bardzo, miał całkiem sporo tych argumentów.

Neytiri leżąc na Jake'u próbowała złapać oddech, kiedy to już wiedziała jak ją wielbił. Zresztą oboje z trudem łapali powietrze, gdyż po ekstazie jaką przeżyli, ledwo się poruszali. Jake obejmując jej ciało pokryte lepkim potem, czuł na sobie jej coraz spokojniejsze bicie serca, które wcześniej o mało nie wyrwało się z piersi. Jej ogon leniwie spoczywał na ziemi, zawinięty w delikatne półkole i tylko jego puszysta końcówka od czasu do czasu unosiła się do góry i opadała na ziemię, rozświetlając mchowate podłoże które reagowało na najmniejszy nawet dotyk.

Ten stan spokoju nie trwał jednak zbyt długo, gdyż dziecko które kołysało się na drzewie, zaczęło cicho popłakiwać. Neytiri od razu otworzyła oczy i mimo niechęci rozstania się z Jake'm, wstała i szybko się ubrała, a następnie udała się do niego. Zdejmując Nane z drzewa, wzięła ją wraz z nosidełkiem i przewlekła je przez swoje ciało. Malec domagał się karmienia, toteż po chwili otrzymał to czego się domagał. Następnie Neytiri udała się do Jake'a, żeby leżąc koło niego i jednocześnie mając Nane przy sobie, zasnąć w wspólnych objęciach, dzieląc przy tym ciepło swych ciał. Kojący sen przyszedł dość łatwo, zwłaszcza że pomagał w tym szum wody, która płynąc i spadając w dół, rozbijała się o tafle wody, pieniąc ją i mieniąc odcieniami błękitu blasku Polifema.