Ostrzegam, że nie wszystkie rozdziały zdążyły jeszcze przejść przez korektę. Te, które zaznały tego szczęścia są opisane ;)

Podziękowania dla mojej bety : Grim.

Był piękny, sierpniowy dzień. Słońce świeciło wysoko na niebie. Cicha uliczka Magnolia Lane na przedmieściach Watford wyglądała na wyludnioną, podczas gdy jej mieszkańcy wylegiwali się na ogródkach za swoimi domami. Spokój mógł się wydawać jednak pozorny, gdy zajrzało się na podwórze domu o numerze trzynaście. Ktoś nie zorientowany mógłby stwierdzić, że panuje tu błoga cisza, lecz ci, którzy znali lepiej siostry Evans wiedzieli, że to nieprawda. Lily i Petunia Evans leżały po przeciwległych stronach basenu, wzajemnie ignorując swoją obecność. Podczas gdy rudowłosa dziewczyna o śnieżnobiałej cerze chowała się z książką pod wielkim klonem, blondynka leżała w pełnym słońcu smażąc się jak frytka na patelni.

Lily starała się skupić nad Transmutacją dla zaawansowanych, ale ciągle zerkała znad przeciwsłonecznych okularów w stronę siostry. Zbliżał się jej ostatni rok w Hogwarcie, a ona dalej nie potrafiła się pogodzić z faktem, że ich stosunki są tak napięte. Od kiedy tylko Lily dowiedziała się, że jest czarownicą Petunia z zazdrości zaczęła ją nienawidzić. Jako małe dziewczynki były tak blisko, dzieliły się wszystkimi sekretami. Teraz ledwo potrafiły wysiedzieć razem przy jednym stole podczas kolacji i obie znosiły to tylko ze względu na swoich rodziców. Każde ich spotkanie kończyło się kłótnią, więc Lily starała się schodzić siostrze z drogi, gdy tylko mogła.

Rozmyślania Lily przerwał klonowy listek, który zwrócił jej uwagę. Zamiast łagodnie opadać na wietrze, zatrzymał się tuż przed nią, ukłonił i zaczął wirować wokół jej głowy. Po drugiej stronie basenu Petunia poruszyła się niespokojnie, patrząc na to z niepokojem.

- Lily! – syknęła. – Natychmiast przestań! Nie wszyscy muszą wiedzieć, jakim jesteś dziwadłem! Nie rób TEGO tutaj!

Zanim jednak Lily zdążyła odpowiedzieć, woda w basenie zabulgotała i wielka fala chlusnęła Petunię prosto w twarz. Gdy ta zerwała się na równe nogi z piskiem, drzewo, w którego cieniu wylegiwała się rudowłosa dziewczyna zaszeleściło i zaśmiało się. Ale przecież drzewa się nie śmieją, prawda?

- Snape, złaź! – Lily zatrzasnęła głośno książkę, przewracając oczami.

Jej gniew jednak szybko ustąpił miejsca szerokiemu uśmiechowi na widok czarnowłosego, chudego chłopaka o cerze jasnej jak pergamin, zanoszącego się śmiechem. Stali tak, nasłuchując cichnących przekleństw Petunii, która postanowiła schować się w domu, wykrzykując coś o potworach i pomyleńcach.

- Prosiłam cię tyle razy, żebyś jej nie dokuczał. I tak, delikatnie mówiąc, nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami…

Snape ziewnął, udając, że ta historia go nie obchodzi.

- Lily, ona właśnie nazwała cię dziwadłem. Nie rozumiem, dlaczego tak się przejmujesz tą…

Lily przerwała mu, grożąc palcem.

- Sev, to moja siostra! Muszę mieć nadzieję, że kiedyś się pogodzimy.

Czuła jednak, że jej przyjaciel nie rozumie tego, co właśnie powiedziała. Od tylu lat odbywali tą sama rozmowę, że Lily dziwiła się, dlaczego ciągle muszą wypowiadać te słowa na głos.

Snape obserwował ją niepewnie, zdając się zastanawiać nad tym, jak bardzo dziewczyna się na niego gniewa. Lily przyjrzała mu się uważnie. Schudł, od kiedy ostatni raz widzieli się w Hogwarcie, a pod jego bystrymi, czarnymi oczami widniały sińce. Niedopasowane i postrzępione mugolskie ubrania wisiały na nim jak na wieszaku.

- Jak tam w domu? – spytała, robiąc mu miejsce obok siebie na kocu.

Snape usiadł, unikając jej wzroku. Machnął ręka, jakby odganiając niewidzialną muchę.

- Bez zmian – mruknął. –Nie mówmy o tym! Zresztą teraz, kiedy mam już 17 lat, nie zamierzam z nim mieszkać ani dnia dłużej!

- Och, Sev, no przecież! – Lily poderwała się na równe nogi. – Nie odchodź, zaraz wracam!

Pobiegła w stronę domu, zostawiając go samego ze zdziwioną miną na twarzy. Gdyby nie rozmowa, którą przed chwilą odbyli, zaśmiałaby się z faktu, jak bardzo Severus Snape nie pasował do jej mugolskiego ogródka na przedmieściach. Wiedziała jednak, że każda rozmowa na temat jego sytuacji rodzinnej była dla niego cięższa, niż dawał to po sobie poznać. Od kiedy zmarła jego matka mieszkał ze swoim mugolskim ojcem, który gardził nie tylko swoim synem, ale także światem do którego należał. Powszechnie wiadomo było w okolicy, że Stary-Snape-Z-Bagien nie stroni od kieliszka. Severus nigdy by się do tego nie przyznał, nawet przed Lily, ale często miał siniaki i zadrapania po szarpaninach w domu. Gdy już coś wspominał na ten temat, najczęściej mówił o swoich planach ucieczki. Wyczekiwał tylko dnia, kiedy już będzie mógł legalnie używać magii. Ten dzień właśnie nadszedł i Lily prawie by o tym zapomniała.

Wbiegła szybko do swojego pokoju. Wyjęła różdżkę i szepnęła „accio ". Mała, srebrna waga do odliczania ilości składników do eliksirów poszybowała wprost w jej stronę. Złapała ją zgrabnie i szybko udała się z powrotem do ogródka, gdzie Severus siedział dokładnie tak, jak go zostawiła. Obserwował ją bez mrugnięcia okiem.

- Wszystkiego najlepszego! – Lily wyciągnęła zza pleców prezent, ściskając zaskoczonego przyjaciela.
Snape wpatrywał się w podarunek, najwidoczniej nie potrafiąc nic powiedzieć.

- Lily… ja nie….

- Cii, głuptasie! Mówi się „dziękuję" – mrugnęła do niego wesoło.

- Dziękuję – powiedział szybko, nie spuszczając wzroku z wagi. – Jest świetna! –Spojrzał w zielone oczy dziewczyny z wyraźnym uwielbieniem.

Lily czując, że się rumieni postanowiła zmienić temat, zanim zrobi się niezręcznie.

- Gdzie zamierzasz mieszkać? – spytała rzeczowo.

Wzruszył ramionami. Położył się z rękami pod głową, wpatrując w przebłyskujące między liśćmi promienie słońca.

- Jeszcze nie wiem. Może pobędę trochę na Pokątnej. Do szkoły zostało już tylko parę dni, jakoś to będzie.

Lily obserwowała go przez chwile w milczeniu, po czym powiedziała głosem nie znoszącym sprzeciwu:

- Zostaniesz tutaj. I nie waż się dyskutować! – dodała szybko, widząc jak Severus zaczyna się podnosić, otwierając usta. – Rodzice cię znają i jestem pewna, że nie będą mieli nic przeciwko.

Snape westchnął, po czym przytaknął, jakby godząc się ze swoim losem. Lily nie była przekonana czy tylko jej się przewidziało, że chłopak uśmiechnął się pod nosem.

- Napijesz się czegoś? – zapytała, wstając.

Bardzo chciała uniknąć zbytecznych podziękowań. Poza tym, Severus wyglądał naprawdę mizernie.

Zaśmiał się, machnął różdżką i po chwili trzymał w rękach dwie szklanki lemoniady z lodem.

- Lily, tyle lat, a ty wciąż walczysz z mugolskimi przyzwyczajeniami. – Wręczył jej szklankę, kręcąc głową z przesadzonym niedowierzaniem.

Lily przewróciła oczami.

- Rozumiem, że teraz, gdy możesz używać magii poza szkołą już niczego nie zrobisz własnoręcznie?

Wybuchli śmiechem.

Resztę popołudnia spędzili wylegując się w słońcu i snując plany, co do swojego życia po skończeniu szkoły. Podczas gdy Lily zastanawiała się nad pracą w św. Mungu, Snape opowiadał jej o swojej fascynacji czarną magią.

Dziewczyna od dawna wiedziała o jego skłonnościach i cichym podziwie dla rosnącej potęgi Lorda Voldemorta, ale starała się odsuwać od siebie poczucie niepokoju, jakie budził w niej ten temat. To właśnie z tego powodu najczęściej się kłócili. W szkole nie spędzali razem tyle czasu co podczas wakacji, a po tym, jak Severus nazwał ją w przypływie złości szlamą ich stosunki nadal były trochę napięte. Snape obracał się w towarzystwie podejrzanych Ślizgonów i Lily ciągle miała mu to za złe. Odnosiła to osobiście do siebie: wybrał towarzystwo Averego i Mulcibera, okrutników bez sumienia, zamiast niej. Ale dziś, gdy zobaczyła go w tak złym stanie nie miała serca mu tego wypominać. Patrząc na jego życie, które bynajmniej nie było usłane różami, ciężko jej było go oceniać. Przez lata obserwowała narastającą w nim złość, spowodowaną własną bezsilnością wobec ojca.

Lily dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że Snape milczy od jakiegoś czasu, obserwując ją z błyskiem w oku.

- O czym myślisz? – zapytał cicho.

- Ja? – zarumieniła się. – O… o szkole – powiedziała pierwszą rzecz, która przyszła jej na myśl.

Snape kiwnął głową, ale na jego ustach widać było lekki uśmiech. Znali się od tak dawna, że łatwo im było wykryć, gdy drugie kłamie. Nie powiedział jednak nic, najwidoczniej postanawiając to przemilczeć.

- Kiedy wrócą twoi rodzice? – spytał po chwili.

- Pojutrze, są w odwiedzinach u babci. Jestem sama… z Petunią – dodała z przekąsem.

- Na pewno ucieszy się z mojej obecności. – Snape uśmiechnął się złośliwie.

- Tylko nie chcę widzieć żadnych szczurów w jej pokoju, ani pająków we włosach. – Lily spojrzała na niego ostrzegawczo.

Przytaknął ugodowo, ale jego czarne oczy zabłyszczały groźnie.

- Chodź, zjemy coś. – Lily poklepała go po ramieniu, bo słońce zaczynało się już chylić

ku zachodowi.

Severus powoli ruszył za nią w stronę jasnej kuchni państwa Evans.

- Co on tu robi? – warknęła Petunia, podrywając się od stołu i wpatrując w niego z odrazą.

Chłopak nonszalancko oparł się o framugę drzwi z wyzywającym spojrzeniem.

- Severus zatrzyma się u nas do końca sierpnia – odpowiedziała chłodno Lily.

- Nie ma domu, czy co? Niech wraca na te swoje bagna do równie beznadziejnego ojca… - ale Petunia nie zdążyła dokończyć.

Nim Lily się zorientowała, Snape płynnym ruchem wyjął z kieszeni różdżkę i wycelował ją prosto w blond głowę stojącej naprzeciw niego dziewczyny.

- Sev, nie! – krzyknęła Lily, również sięgając do kieszeni, gotowa bronić siostry.

Wiedziała, że jej przyjaciel jest doskonały w pojedynkach i cieszy się złą sławą odnośnie zaklęć, które sam potrafił wymyślać. On jednak zdawał się nie słuchać, wpatrując się obecnie ze wściekłością w Petunię, która przerażona przylgnęła do ściany.

- Nie masz pojęcia, o czym mówisz, mugolu – zwrócił się do niej z pogardą, prawie szeptem, a każde jego słowo było nasączone nienawiścią. – Długo znosiłem to, jak odzywasz się do mnie i do Lily, ale tak się składa, że od dziś mogę używać magii poza szkołą. Na twoim miejscu uważałbym na to, co mówię.

- Opuść różdżkę – warknęła Lily, celując prosto w niego. – A ty zejdź nam z oczu – zwróciła się chłodno do siostry, która korzystając z okazji wybiegła z kuchni.

Severus wciąż wpatrywał się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała Petunia, po czym spojrzał na Lily spode łba.

- Jak ty to znosisz? – mruknął, trochę urażony.

- Na pewno nie szantażując ją magią! Co ty sobie myślałeś? Znasz ją, zawsze tak gada, ale oprócz tego jest całkowicie bezbronna… Jeśli masz tu zostać, musisz nad sobą panować. Nie pozwolę ci jej skrzywdzić. To tylko cztery dni. Wytrzymasz? Mogę ci zaufać? – spojrzała mu intensywnie w oczy.

Snape westchnął ciężko, po czym schował różdżkę.

- Niech ci będzie. Tylko nie złość się już na mnie. – Zrobił krok w jej stronę, a jego twarz wyraźnie złagodniała.

Lily pokiwała głową, zniechęcona. Severus i Petunia pod jednym dachem. To będą ciężkie dni. Z drugiej strony nie mogła pozwolić, żeby jej przyjaciel błąkał się samotnie bez dachu nad głową. Zwłaszcza teraz, gdy coraz częściej słyszy się o tajemniczych zaginięciach i atakach śmierciożerców.

Zrobiła naleśniki, które zjedli w ciszy. Severus wyglądał, jakby starał się powstrzymać przed łapczywością. Lily zastanawiała się po cichu kiedy ostatni raz jadł porządny posiłek. Chyba zauważył, że dziewczyna mu się przygląda, bo zmieszany zwolnił tempo, w jakim naleśniki znikały z jego talerza. Lily pomyślała, że bardzo chciałaby teraz móc czytać w jego myślach. Severus bywał czasem taki tajemniczy…

- Cieszę się, że zostajesz – powiedziała, obserwując go.

Na bladych, lekko zapadniętych policzkach chłopaka pojawił się cień rumieńca.

- Nie wyobrażam sobie, że miałbyś się gdzieś pałętać samotnie, zwłaszcza, że teraz jest tak niebezpiecznie…

Snape otworzył usta, najwidoczniej chcąc zaprzeczyć, ale widząc minę dziewczyny powstrzymał się.

- Tak szczerze, ja też wolę być tutaj z tobą – uśmiechnął się lekko. – Dziękuję, Lily.

- Po to są przyjaciele! – Uścisnęła krótko jego rękę.

- Tak, przyjaciele… - powtórzył cicho, zaciskając dłoń, która jeszcze przed chwilą trzymała Lily.

- Sev, wiesz gdzie są łazienki. Jeśli potrzebujesz czegokolwiek to wołaj. Ja pościelę ci na kanapie. – Lily podniosła się od stołu, przerywając niezręczną ciszę.

Snape przytaknął także wstając i bez słowa wyszedł z pokoju.

Lily odetchnęła cicho, wymachując różdżką w stronę szafy, z której wyleciały kołdra, poduszka i prześcieradło. Rzeczy ułożyły się same na kanapie, dając dziewczynie czas do namysłu. Ciągle miała przed oczami pełne złości spojrzenie Severusa, skierowane na Petunię. Fakt, potrafił być czasem przerażający, jednak Lily znała go na tyle lepiej, żeby nie skupiać się tak na jego zimnej i czasem odpychającej skorupie. Pamiętała jeszcze, gdy jako dzieci bawili się razem na pobliskich łąkach. Tak wiele zmieniło się od tego czasu. Severus był wtedy takim miłym chłopcem, trochę zarozumiałym, ale z drugiej strony nie tak bardzo, jak Potter… Tak, Potter to dopiero zadziera nosa. Gdyby tylko o to chodziło, chłopcy dogadaliby się doskonale. Lily sama zaśmiała się ze swoich myśli.

- Co cię tak bawi? – odezwał się Snape, który nagle pojawił się tuż za nią.

Lily aż podskoczyła ze strachu, ale nie potrafiła przestać się śmiać.

- Wyobraziłam sobie świat, w którym przyjaźnisz się z Potterem – odpowiedziała szczerze.

- Z Potterem? – Na twarzy chłopaka pojawiła się odraza. – Skąd ci przyszedł Potter do głowy? – wyraźnie się naburmuszył.

- Myślałam tylko o tym, jaki jest zarozumiały i arogancki.

Ale po cichu przyznała mu rację : skąd, u licha, w jej myślach pojawił się nagle Potter?

Jej odpowiedź jednak wyraźnie usatysfakcjonowała Severusa i poprawiła mu humor. Zaczął swoja zwykłą wyliczankę odnośnie nieskończonych wad Jamesa Pottera. Nie, żeby Lily nie zgadzała się z większością tego, co Snape o nim mówił, ale na koniec języka cisnęły jej się słowa, że to i tak lepsze towarzystwo, niż to które on wybrał. Mając dość kłótni jak na jeden dzień, zatrzymała tę uwagę dla siebie. Rozmawiali tak długo, że nawet nie zdali sobie sprawy, kiedy zasnęli na kanapie w salonie.