Cześć wam.

Pomachała do was wysoka, szczupła, oraz przepiękna dziewczyna, o pomarańczowych od słonecznego światła włosach jak i o głęboko niebieskich oczach. Ubrana była w białą suknie, czyli w to co zwykły nosić zamożne kobiety w starożytnej Grecji, czyli nic nadzwyczajnego. Dziewczyna była cały czas uśmiechnięta i radosna.

Nazywam się Cora. Tak wiem, wyglądam strasznie młodo, wszystko dzięki temu że jestem Boginią. Ale właściwie nigdy bym się nią nie stała … - przerwała, gdyż uśmiechnęła się sama do siebie, rozmarzając się - … gdyby nie czyjaś pomoc i nie, nie mówię tu o kimś z rodziny.

Znów zmieniła wyraz twarzy, z radosnej na smutną.

Moi rodzice, nigdy mnie nie słuchali i nigdy nawet nie próbowali mnie zrozumieć. Chwila! Moment! Co ja wam tu o swoich sentymentach gadam i jeszcze wam spoileruje! Tak. Chciałam opowiedzieć wam swoją – zmieniła wyraz twarzy na znudzoną – niezwykle interesującą bla bla blaaa … historie. - Znów się ożywiła. - Chce wam opowiedzieć, jak ja, zawsze posłuszna mamusi córeczka i zbliżająca się do Boskiej Pełnoletności i Obowiązku Boskiej Profesji … Tak wiem, fascynujące … zmieniłam się w pewną siebie i swych sił królową Podziemnego Królestwa.

Przybliża się do was i patrzy wam w oczy

Bo chyba wiecie co nieco o mnie z mitologii. Zdradzę wam pewien sekret.

Rozgląda się, tak właściwie niepotrzebnie, bo ani u niej ani u was nie ma nikogo.

W mitologii wszystko jest pół prawdą, a pół kłamstwem. Również dlatego chce wam powiedzieć, jak naprawdę było. A zaczyna się … - łapie za czarną kurtynę, która za nią była i odsłania niezwykle piękną dolinę, otoczoną górami oraz lasem. Na samym jej środku, znajdowało się małe jezioro. W tle już tylko słychać było głos Cory – Kiedy było jeszcze dobre dwa miesiące, do mojej Boskiej ,,Osiemnastki". Wiedziałam kim chciałam zostać. Patronką Bohaterów. Mama zawsze kazała mi się bawić z Nimfami. - W tle, różne Nimfy bawiły się ze sobą, to między drzewami, to pluskały w wodzie bądź, jak jeszcze inne, robiły wianki z kwiatów i nakładały sobie na głowy. - Czy mnie to bawiło? No Ba … Ale jak miałam 10 lat. Wiele razy próbowałam delikatnie wyperswadować mamie, że tutaj nie wytrzymam i że chce iść poza Bezpieczny Krąg, by zobaczyć całą Grecję. - Nagle, wśród wszędzie obecnego szczęścia, znajdujemy Corę, która siedzi przy jeziorze i delikatnie ją muska myśląc. - Ooo to Ja. W tamtych dniach byłam całkowicie zmartwiona ponieważ, jako Patronka Bohaterów, musiałam wiedzieć jak walczyć. Nie mogłam powiedzieć tego mamie, gdyż ona od razu zaczęła by swoje wywody, że to niebezpieczne dla kogoś tak kruchego jak ja. - Spojrzała się w wielką górę Olimp, która nawet stamtąd była widoczna. - Ja wcale nie byłam krucha, a przynajmniej tak się nie czułam. Kiedy tak patrzyłam na Olimp, pamiętam, że dostałam olśnienia. - Nagle, ze smutnej twarzyczki Cory, pojawia się wielki uśmiech oraz nowa nadzieja. - Postanowiłam, że pod pretekstem wyjazdu do ojca, postaram się znaleźć odpowiedniego mentora, który by mnie wyszkolił na wspaniałą wojowniczkę. - Film się urywa i znów wchodzi Cora. - Od tego momentu pozwolę wam, by moja historia mówiła sama za siebie, więc bierzcie popcorn i czytajcie dalej. - Cora ucieka z wizji, a opowieść leci dalej.

Uradowana swoim planem Cora, szybko pobiegła do domu, w którym mieszkała wraz ze swoją matką Demeter. Był to skromny, kamienny domek, złożony z 3 pokoi. Dziewczyna od razu nie wbiegła do domu. Zanim weszła, wzięła trzy głębokie wdechy i jakby nigdy nic weszła do domu. W kuchni już czekała jej mama z podwieczorkiem, złożonym z placków pszennych oraz ambrozji. Powitała córkę, jak zawsze, promiennym uśmiechem.

Nie grzeszysz punktualnością kochanie. W samą porę na twoje ulubione placki.

Patrząc na swoje danie, Corę omal nie zemdliło. Całe swoje życie, o każdej porze roku, na podwieczorki jadła praktycznie do samo. Nie wybrzydzała jednak, ponieważ sprawiała matce tyle radości, że nie chciała jej zasmucać.

Dziękuję mamo.

Szybko zjadła, by nie czuć tego mdłego już dla mniej smaku. Jedynie Ambrozja była niesamowicie słodka i wynagradzała jej cały podwieczorek. Gdy skończyła, podeszła do mamy, by poprosić o pozwolenia wyjazdu na Olimp do ojca, by pobyć z nim przez miesiąc. Demeter zgodziła się. Oczywiście jak zawsze z pewnymi obawami. Ona sama bywała z córką raz od święta na Olimpie, gdyż zawsze miała dużo pracy dbaniem i opiekowaniem się urodzajów na ziemi. Lecz sam fakt, iż Zeus był jej ojcem, stawiał sprawę w zupełnie innym świetle.

Z samego rana Demeter wezwała Hermesa, by eskortował jej córkę na Olimp. Po niby długim pożegnaniu z matką, Cora, pełna nadziei, że jej marzenia wreszcie się spełnią, na chmurze pofrunęła wraz z Hermesem. Była to dla Cora bardzo długa podróż, choć tak naprawdę trwała godzinę, więc poprosiła Hermesa, by opowiedział jej co nowego na Olimpie.

No cóż. Dużo zmian u nas nie ma. Narcyz dalej grasuje poza waszą granicą. Posejdon podobno zakochał się w jakiejś jego kapłance. To na pewno nie wróży nic dobrego. Eros ciągle płata jakieś figle. Ciągle się zastanawiam, kto dał mu ten łuk. Nie masz pojęcia ile zamieszania robi ten mały szkodnik. Najdziwniejsze jest to, że mimo iż jest dalej dzieckiem, już dostał Boską Profecję od Zeusa, jako Boga Miłości.

Co począć Hermesie. - Odpowiedziała Cora. - Każdy z nas ma inaczej wytyczony los. Nikt nigdy nie mówił, że wszystko musi być tak samo.

Hermes popatrzył na nią, uśmiechnął się, by następnie znów przemówić.

Dziś raczej z Zeusem nie pogadasz. Zebrał dziś naradę. Jak co roku, każdy Bóg, oczywiście prócz Demeter, musi zdać raport, ze swoich Profesji, ale nie martw się. Afrodyta strasznie się ucieszy, że jesteś. Zawsze ceniła sobie twoje zdanie.

Haa, tylko dlatego, że się zawsze z nią zgadzałam.

Dla Cory, Hermes był jak straszy brat. Tylko przy nim, nie musiała grać miłej dziewczynki. Lubiła z nim rozmawiać. Często zwierzała mu się ze swoich uczuć, gdyż wiedziała, że Hermes w życiu by tego nikomu nie wydał. Jednak pozostawał pewien sekret, o którym nigdy, nikomu nie mówiła i nie miała zamiaru mówić.

Wreszcie, dodarli do Bram Olimpu. Otworzyły się szeroko, więc mogli lecieć dalej. Było to wręcz niewyobrażanie wspaniałe miejsce. Pałace wykonane z białego, ciosanego marmuru, które były zawieszone na chmurach. Schody umożliwiały poruszanie się w tym niebiańskim królestwie, wykonane z kości słoniowej. Pomiędzy pałacami, również w chmurach znajdowały się ogrody, a gdzieniegdzie fontanny.

Hermes wysadził Corę przed wspaniałym pałacem Zeusa i Hery, która niezbyt ją lubiła. Hera, jak zawsze zazdrosna o swojego małżonka, tolerowała Corę, co już i tak było wielkim zaszczytem. Na powitanie córki wyszedł Zeus, uradowany, że ją widzi. Cora uśmiechnęła się i pobiegła do ojca i z całej siły go przytuliła.

Zeus oczywiście najprzystojniejszy z wszystkich Bogów, mimo swego wieku. Miał siwą brodę oraz włosy, lecz zielone oczy dalej były pełne werwy i siły. Nosił jak zawsze białą szatę zapiętą symbolem Bogów. Piorunem, wystrzelającym z chmur. Był to Bóg rosły i krzepki, lecz zarazem miłościwy i dobry. Kochał swoje dzieci, najbardziej oczywiście Herkulesa, ale zaraz po nim, znajdowała się Cora. Odwzajemnił uścisk córki.

Dobrze cię znowu widzieć Coro.