Tytuł: Innymi słowy

Autor: Satahe Shetani (Shet)

Beta: Chyba przestanę w końcu pisać tę rubrykę...

Ostrzeżenia: Kilka przekleństw, żarciki raczej takie... inne, AU, ale uzupełnienie książek o Snarry. Zero opisów.

Krótkie opowiadanie, zaledwie czterorozdziałowe, uzupełnienie tego, czego brakowało mi szczególnie na końcu "Insygniów...". Nie ma konkretniej fabuły, ponieważ głównie opiera się na tym, co wiemy z książki. To będą takie urywki z każdego miesiąca.


ROZDZIAŁ PIERWSZY


Maj, 1997

Harry wręcz skakał z radości, kiedy Severus powiedział mu, że załatwił od Dumbledore'a pozwolenie na wyjście do Hogsmeade tylko dla nich dwóch. Już groził mu, iż zaciągnie go do wszystkich sklepów i, jeśli będzie trzeba, przesiedzą tam całymi godzinami, włączając w to herbaciarnię pani Puddifoot. Harry nawet zakładał się z przyjaciółmi, ile minut wytrzyma ten mężczyzna w pomieszczeniu pełnym wszędobylskiego różu.

— Sev — mogę ci tak mówić? Nie mogę wymyślić innego zdrobnienia — a co, jeśli pójdziemy do Zonka? Kupię ci coś i będzie świetnie. Co ty na to, Sev? Albo pójdziemy do biblioteki i poszukamy… Ugh, to chyba była „Kamasutra"… Och, tak! Co ty na to, Sev? Potem posiedzimy u Puddifoot. Zajrzymy jeszcze do Rosmerty, okej? Co ty na to, Sev? — paplał Harry, kiedy szli ścieżką prowadzącą do bramy prowadzącej prosto do miasteczka.

Snape prychnął, ignorując całe to „Sevowanie". Ale uważał, że Harry miał zbyt ubogie słownictwo.

— Przestań „cotynatosevować", dobrze? Jest mnóstwo innych słów, które mógłbyś wykorzystywać zamiast tych.

— Hę? — mruknął Harry, nie do końca słuchając ukochanego.

— Innymi słowy: wzbogać swój język, młodzieńcze! — fuknął Severus, po czym przyspieszył kroku.

Harry szybko go dogonił, a potem złapał za ramię, żeby mężczyzna nie mógł mu więcej uciec — nie miał pojęcia, jak bardzo w duchu Snape żałował swojego pomysłu „wyjścia gdzieś razem". Miał wrażenie, że idzie z dziesięcioletnim dzieciakiem, który na wszystko pokazuje paluszkiem i woła: „Ja to cem!". A jednak Harry miał szesnaście lat, niedługo siedemnaście. Ciekawe więc dlaczego sprawiał takie wrażenie na Severusie.

— Gdzie najpierw?

— Wpadniemy do Trzech Mioteł — zaczął Snape, kierując się ku lokalowi. Harry posłusznie podążył za nim. — Napijemy się Kremowego, porozmawiamy. Później możesz ciągać mnie po Miodowym Królestwie czy Zonku.

— Tak! — krzyknął radośnie Harry, potem wbiegł do środka, od razu doskakując do baru. Rosmerta uśmiechnęła się do niego, po czym nad jego ramieniem posłała pełne zrozumienia spojrzenie Severusowi.

W tym czasie Snape zastanawiał się, jak można mieć tyle energii i nie marnować jej. Ten dzieciak był człowiekiem-bombą, a w łóżku… Potrząsnął głową. Nie, Trzy Miotły nie były odpowiednim miejscem na taki rodzaj myślenia. Skoro już o odpowiednim miejscu mowa, Harry właśnie kręcił się na stołku barowym niczym trzyletnie dziecko. Snape przyłożył dłoń do twarzy, ubolewając nad dziecinnością partnera.

— Harry, chodź tu! — syknął, wołając młodzieńca do stolika dla dwóch osób. Z radością do niego podbiegł, po czym usiadł na krześle naprzeciw. Severus nachylił się. — Zachowuj się! To miejsce publiczne!

— Gadasz, jakbyś był moją matką! — fuknął Harry, chociaż w myślach kolebała mu się myśl, że nie znał Lily, więc skąd mógł wiedzieć, co mówiłaby jego matka? Jednak zaraz przypomniała mu się pani Weasley. Tak, z pewnością rzekłaby coś takiego.

— Czasem mam wrażenie, iż nie jesteśmy partnerami, ale ojcem i bardzo, bardzo niesfornym dzieckiem — mruknął Snape. — Naprawdę, Harry, niektóre twoje zachowania są gorsze od zachowań trzyletniego dziecka, a to już jakiś poważny znak. Nie możesz się tak zachowywać. Przydałaby ci się lekcja odpowiedzialności. W końcu jeszcze trzy miesiące i będziesz dorosły, samodzielny.

Harry prychnął.

— Jestem! Tylko co z tego, że czasem chcę się trochę pobawić? Też byś trochę się zabawił, to nie zabija. I od razu byś mnie lepiej zrozumiał.

Snape pokręcił głową.

— Nie, Harry. Jeśli jesteś dorosły, tak się zachowuj.

— Jesteś bardzo sztywny, wiesz? — Harry przekrzywił głowę. — Pozwól sobie odpocząć, zrobić coś głupiego… — przybrał błagalny ton, aby jakoś podziałać na Severusa. Nie podziałał za wiele.

— Głupie rzeczy zwykle kończą się tragedią — uciął temat. Rosmerta podała im kufle. Uniósł swój. — Twoje zdrowie, Harry.

Młodzieniec uniósł kufel za ucho bez większego entuzjazmu.

— Ta, moje zdrowie — mruknął.


Czerwiec, 1997

— J-jak mogłeś… — Harry'emu drżała warga, a po policzkach płynęły łzy. Patrzył z przerażeniem na Severusa, który zbliżał się do niego powoli. Chłopak cofał się w miarę kolejnych kroków Snape'a. — JAK MOGŁEŚ? ON BYŁ… ON BYŁ DLA MNIE MENTOREM!

— Harry, wysłuchaj mnie, proszę… — zaczął Snape łagodnie, usiłując przemówić ukochanemu do rozumu. Bez skutku.

— NIE! To ty posłuchaj. Nie chcę cię znać. Zejdź mi z oczu. Zniknij z mojego życia, nie wracaj. Bo cię zabiję. — Młodzieniec patrzył mu twardo w oczy, choć z jego własnych wciąż wypływały nowe łzy. Prawą rękę zaciskał na różdżce; drżała, jakby chciał go już teraz zaatakować. Snape musiał znaleźć sposób na ułagodzenie chłopaka, inaczej ten stanie się zagrożeniem.

— Harry, to nie tak. Naprawdę. Daj mi wyjaśnić…

— WYJDŹ! I NIE WRACAJ!

— Potter! — warknął Severus, sięgając po ostatnią deskę ratunku, jaka przyszła mu na myśl. Jeśli to nie zadziała, nie miał więcej pomysłów.

Harry uśmiechnął się krzywo.

— Wypierdalaj, Snape. — I wyrzucił go zaklęciem za drzwi.


Lipiec, 1997

Harry patrzył na zegar i kalendarz niemal każdego dnia. Dursleyowie omijali go szerokim łukiem, jakby był skażony (oni pewnie byli o tym przekonani). Jednak nic go to nie obchodziło. Liczyło się to, że od ponad miesiąca nie widział się z Severusem.

Po części było mu źle, że go tak potraktował, nie wysłuchawszy. Ale ten drań zabił Dumbledore'a! Takim sposobem obie jego części — ta zaślepiona miłością oraz trzeźwo myśląca — biły się ze sobą dniami i nocami. Racjonalna część jego ego obstawała za wersją, iż nie warto go wysłuchać, cokolwiek miałby do powiedzenia. Tylko że ta druga sprzeciwiała się temu; twierdziła uparcie, że Severus zasługiwał na uważne słuchanie, ponieważ to, co miał do powiedzenia, było najprawdziwszą prawdą.

I kogo miał się niby słuchać?

W urodziny to Severus przyszedł do niego.

Pierw Harry spał, a następnie obudził się w ramionach Snape'a. Kiedy próbował się wyszarpnąć, Severus wszystko mu opowiedział. Na początku było niedowierzanie i gorączkowe oskarżanie o kłamstwa, jednak w miarę opowieści zmęczył się, zaprzestał walki, po czym zaczął słuchać z zaciekawieniem. Na koniec, wybierając głos serca, po prostu przytulił się do partnera, pozwalając mu zasnąć.

Może uwierzenie, że Dumbledore polecił mu się zabić, nie miało być takie złe?


KONIEC ROZDZIAŁU PIERWSZEGO