Nikt mnie nie widzi.

Jestem tutaj, ale nikt mnie nie zauważa.

Nikt nie dba o to, czy wciąż tu jestem.

I myślę, że to lubię.

Tyle tylko, że on też mnie nie widzi.

I nie wiem dlaczego, aż tak mnie to denerwuje.

Jestem przyzwyczajony do bycia niezauważalnym.

Zwykle mi to nie przeszkadza.

Ale pragnę jego uwagi.

Chcę, żeby mnie zauważył.

Nienawidzę, kiedy robi sobie ze mnie żarty.

Ale kiedy śmieje się ze mnie, przynajmniej na mnie patrzy.

Wie, że tam jestem.

Więc może to nie jest takie złe.

Oglądam go.

Próbowałem przestać, ale nie mogę nic na to poradzić.

Tylko ten ogień, który płonie we mnie.

Coś, czego nie można zignorować.

Patrzę, kiedy rozbiera się w samotności.

Zdejmuje koszulę i przez chwilę widzę jego piękne, smukłe ciało.

Chcę go dotknąć.

I to mnie przeraża.

Patrzę jak późno w nocy, wyciąga śpiwór.

Gdy gasi światło i powoli zasypia.

Tylko ja i on.

Patrzę jak wierci się, mamrocząc we śnie.

Robi się późno.

Powinienem wyjść.

Ale zanim wstaję, słyszę jak mówi,

Miękkim szeptem:

- Simon.

Uśmiecham się.

Może jednak powinienem zostać na chwilę.