Minęło dziesięć miesięcy. Dziesięć miesięcy, podczas których nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii.

Jack Frost cieszył się swoim nowym, wolnym od chłodu i zła życiem przez okrągłe dziesięć miesięcy. Podjął nawet pracę w zakładzie Świętego Mikołaja, aby zrekompensować mu problemy, jakich natworzył pod wpływem klątwy.

Wszystko jednak na nic.

Dwudziestego trzeciego października niespodziewanie u bram zakładu pojawiła się starsza, przemarznięta do szpiku kości kobieta – Mara, tak się przedstawiła. Szukała schronienia, i wiedziała doskonale, że nie jest to zwykła fabryka zabawek, tylko warsztat Mikołaja. Twierdziła jednak, że nie jest złą istotą, i nie zrobi nic złego.

Kłamała.

Mara okazała się być złą wiedźmą z dalekiej Północy, żyjącą na odludziu pośród dzikich zwierząt i mrocznych istot. Gdy tylko ujawniła swoją prawdziwą tożsamość, rzuciła zaklęcie na Jacka, w sobie tylko znanym języku, po którym na powrót zmienił się w srebrnookiego, białowłosego, pokrytego szronem i drobnymi sopelkami lodu „złym Jackiem Frostem".

Tym razem na nic zdały się uściski Lucy – ta magia już nie działała. Mara na odchodne zapowiedziała tylko jedno – że powróci tu dwudziestego trzeciego grudnia, w przeddzień Wigilii, aby odebrać to, co jej należne – Jacka Frosta. Na odczynienie uroku mają dwa miesiące. I dopóki do tego czasu Jack nie odnajdzie pod swoją zimną i niedostępną postacią kogoś, do kogo poczuje większą miłość niż do samego siebie, zostanie stracony na wieczność, i będzie musiał stać się mężem Mary.

Scott nie wiedział, do kogo zwrócić się do pomoc. Dopiero Matka Natura wyjaśniła mu, że w tym przypadku istnieje tylko jedna osoba, która może znać rozwiązanie na zdjęcie tej klątwy.

I nie miała to być to żadna osoba przyjazna osobie Świętego Mikołaja.