To było chyba najbardziej huczne przyjęcie, jakie Północ widziała od wielu, wielu setek lat.

Bal odbył się w moim pałacu, przy asyście wszystkich mitycznych istot, jakie tylko dało się sprosić. Wszyscy świętowali pokonanie Mary, i przywrócenie porządku naturalnego na świecie.

Ja odzyskałam swój tron, i miałam nareszcie swojego „króla". Jack okazał się być nie tylko idealnym przyjacielem, ale także i partnerem. Razem objęliśmy władzę nad daleką Północą, pozostawiając tereny położone nieco bardziej na południe Scottowi i jego rodzinie. Sam Emmett tymczasem został moim oficjalnym zastępcą i prawą ręką, i w trójkę rządziliśmy krainą śniegu i lodu.

Bal był huczny, i trwał do samego rana. Scott i Carol oficjalnie przedstawili magicznemu światu swojego synka, a także poinformowali nas, że wkrótce na świecie pojawi się ich kolejne dziecko.

My tymczasem po prostu cieszyliśmy się, że udało nam się to przetrwać.

- Podobno szukają jakiegoś zastępstwa za Kupidyna. – powiedział do nas Emmett, gdy po kolejnym tańcu dosiadł się do nas do głównego stołu. – Matka Natura spytała się mnie, czy nie chciałbym do nich dołączyć, skoro ty oficjalnie również zostałaś członkinią Rady Mitycznych Istot.

- Cała nasza trójka w radzie…oj, mogłoby być ciekawie. – po tych słowach uśmiechnęłam się lekko do młodszego brata. – Co jeszcze ci zaproponowali?

- A, jakieś tam małe tereny na Alasce. Obejrzałem je co prawda, ale jakoś mnie nie zainteresowały. Wolę być bliżej rodziny. – i kolejna wymiana wesołych uśmiechów.

- Jak sądzisz, czy taka czarownica jak Mara może jeszcze się pojawić? – dobiegło nas nagle pytanie Carol. Spojrzałam się na nią uważnie, i zobaczyłam w jej oczach to, co i u mnie krzątało się po głowie: „byleby nie było po powtórki z rozrywki".

- Może tak, może nie…nigdy nie wiadomo. – odparłam zgodnie z prawdą. Jack machinalnie ujął moją dłoń, a rysy jego twarzy nieco się wyostrzyły. – Teraz jednak będziemy już przygotowani na wszelkie podstępy, jakie mogą nam zgotować czarownice. Raz udało się nas przechytrzyć, i spowodować zdradę jednego z naszych. Drugim razem jednak nie pójdzie im tak łatwo. – Carol uśmiechnęła się blado, słysząc to.

- Mam taką nadzieję. – odparła, a jej uśmiech nagle lekko się powiększył. – Nie chciałabym was już widzieć osobno. Widzę teraz, jaką idealną parę tworzycie. – i kolejne radosne uśmiechy. Słowo honoru, od lat nie uśmiechałam się tyle, co przez ostatnie pół miesiąca.

- Oj, nawet nie wiesz jak bardzo. – odpowiedziałam.

Bal trwał do późnych godzin rannych. Następnego dnia zaczęły się od nowa przygotowania do pożegnania zimy na większości kontynentów, i rozpoczęcia przygotowań do nadchodzących Świąt Wielkanocnych. Króliczek Wielkanocny mógł być znów w centrum zainteresowania, a Matka Natura, z drobną pomocą moją i Emmetta, rozpoczęła „usuwanie" zimy z planety, aby dać miejsce następnej porze roku – wiośnie. Teraz pozostało nam już tylko czekać tych kolejnych parę miesięcy, aż ponownie nadejdzie nasza kolej, i staniemy się najważniejszymi istotami na świecie przez te parę długich, mroźnych dla Ziemi miesięcy.

Wygraliśmy tą walkę, i byłam pewna, że w razie czego wygramy i następne. Teraz jednak mogliśmy się cieszyć swoim towarzystwem, i nie być już zmuszonymi do rozłąki.

Jak to ktoś mądrze powiedział: „W grupie siła". Teraz, po wiekach radzenia sobie sama, wreszcie to doceniłam. I nie zamierzałam tego zaprzepaścić. Nigdy.