Można by usłyszeć spadającą szpilkę. Można by usłyszeć przelatującą ćmę. Jej miękkie skrzydełka furczałyby wściekle.
Innymi słowy – w pokoju zapanowała absolutna cisza.

John gapił się na objętą parę. Kilka razy otworzył i zamknął usta, bezskutecznie próbując wydobyć z siebie głos. Oczywiście podejrzewał wcześniej, na co się zanosi – ale co innego podejrzewać, a co innego ujrzeć na własne oczy, i to w najmniej spodziewanym momencie.

Sherlock i Alex patrzyli na niego równie zaskoczeni, chociaż Sherlock pomyślał z irytacją, że powinien był się tego spodziewać, skoro niespełna pół godziny wcześniej sam wysłał Johnowi smsa.

Ocknęli się dopiero na dźwięk szybkich kroków, które rozległy się na schodach. Sherlock zerknął ponad ramieniem Johna, gdzie w drzwiach wejściowych pojawiła się Sarah.

– John, nie mogłeś zaczekać, aż zapłacę taksówkarzowi?... Och! – Umilkła, patrząc z zaskoczeniem na siedzącą na kanapie parę.

Przez kilka sekund wyglądało na to, że cała czwórka bierze udział w zaimprowizowanym konkursie gapienia się, po czym Sarah przerwała milczenie, zwracając się do Johna z zaskakującą bezpośredniością.

– Nie mówiłeś przypadkiem, że on jest gejem?

Oczy Johna jakimś cudem rozszerzyły się jeszcze bardziej.

– Co?! – zwrócił gwałtownie głowę w stronę Sarah. – Nic takiego nie mówiłem!

Sarah posłała mu pełne politowania spojrzenie.

– Nic takiego nie powiedziałem – powtórzył John, tym razem w stronę Sherlocka. – Naprawdę! – Przerwał, uświadamiając sobie, że mówi coraz bardziej nerwowym głosem. Odkaszlnął i spróbował wziąć się w garść.

– Przysięgam, że niczego takiego nie mówiłem – zapewnił Sherlocka już spokojniej. – Mogłem co najwyżej powiedzieć... – przerwał, widząc lekki uśmieszek i kpiący błysk w oczach Holmesa.

Drań najwyraźniej doskonale się bawił, uświadomił sobie z irytacją John. Machnął ręką, by zakończyć całą tę krępującą rozmowę.

– Och, pieprzyć – prychnął, po czym przeszedł do rzeczy. – Twój tajemniczy sms mówił, że potrzebujesz lekarza. – Wskazał na siebie i na Sarah. – No to proszę, masz nawet dwoje. Co się stało?

Sherlock odsunął od siebie Alexandrę.

– Prawie potrącił ją samochód – wyjaśnił, wskazując na dziewczynę. – Uderzyła się w głowę. Jest zdezorientowana, słabo skoordynowana ruchowo i wymiotuje, co jednoznacznie sugeruje wstrząśnienie mózgu.

John przeniósł wzrok na Alex, zaskoczony, że nie zauważył wcześniej zadrapań na jej twarzy ani guza na czole.

No ale cóż – zwracał uwagę na co innego.

– Obejrzyjcie ją, nie będę przeszkadzał – powiedział Sherlock, podnosząc się raptownie. – Zostawię was samych.

Skinął głową mniej więcej w kierunku Sarah i sztywnym krokiem ruszył do swojego pokoju.

– No dobra... Okej. – John odprowadził go wzrokiem, po czym zwrócił się do Alex.

– Alex, jest to Sarah.

– Miło mi poznać – dziewczyna uśmiechnęła się blado, wciąż skrępowana przyłapaniem w niezręcznej sytuacji. Wydawało jej się, że jest tylko ona jeszcze nie otrząsnęła się z szoku. Nie wstawała z kanapy i pozwoliła im podejść do siebie, nadal niepewna czy dałaby radę utrzymać się na nogach.

– Zaczęłam się już zastanawiać, czy naprawdę istniejesz – powiedziała, gdy Sarah usiadła na zwolnionym przez Sherlocka miejscu.

– A jednak. Sarah, we własnej osobie – odpowiedziała lekarka nieco zbyt pogodnie, ujmując podbródek Alex.

Przyjrzała się z bliska jej twarzy, krzywiąc się lekko na widok paskudnego guza na głowie.

Alex pozwoliła jej badać obrażenia, kątem oka obserwując z ciekawością Johna. Nie rozumiała, czemu chciał aby zbadała ją ta kobieta, całkiem jakby nie mógł zrobić tego sam.

– Auć!

– Przepraszam – mruknęła Sarah, cofając rękę od guza. – Spróbuj nie spuszczać wzroku z mojego palca – poleciła, przesuwając nim przed twarzą Alex.

Dziewczyna chciała wypełnić polecenie lekarki, lecz oczy po prostu jej nie słuchały. Za każdym razem, gdy próbowała skupić wzrok na palcu Sarah, czuła eksplodujący ból głowy i musiała zamykać powieki.

– W porządku – powiedziała łagodnie Sarah. – Co właściwie się stało?

– Przechodziłam przez ulicę – wyjaśniła Alex, siadając tak, by móc znowu widzieć Johna. – Nie rozglądałam się. Sherlock mówi, że mnie złapał i odciągnął od samochodu, ale tak naprawdę to tego nie pamiętam.

– To nie jest dobry znak – John zmarszczył brwi, z troską przyglądając się dziewczynie.

Alex była prawie pewna, że Watson przede wszystkim chciałby zapytać, co właściwie robiła na ulicy z Sherlockiem, jednak coś go powstrzymywało. Zastanowiła się, czy to nie obecność Sary skłaniała go do dyskrecji. Może nie wtajemniczył jej w to, co się dzieje? Nie, to niemożliwe. Nawet mimo nieco zamroczonego umysłu Aleks rozumiała, że John naprawdę miałby kłopoty, gdyby nie wytłumaczył swojej dziewczynie, czemu w jego pokoju śpi obca kobieta. A może...

– Co wzięłaś?

Alex powróciła do rzeczywistości i spróbowała skupić na kobiecie obok.

– Co?

– Wzięłaś jakieś tabletki. Zakładam, że przeciwbólowe. Pytam, co to było.

Spojrzenie Alex powędrowało do buteleczki na stole. John złapał flakonik.

– Miałam je przepisane – rzuciła Alex odruchowo obronnym tonem.

John przysunął buteleczkę do oczu.

– Oksykodon – przeczytał i wymienił znaczące spojrzenie z Sarah.– Ile ich połknęłaś?

Alex westchnęła i przetarła oczy, walcząc z coraz większą sennością. Wiedziała, że kłamstwo tym razem nie ma sensu, nie kiedy własne ciało ją zdradza.

– Pięć.

– Okej – stwierdziła lakonicznie Sarah, a Alex spojrzała na nią ze zdumieniem. Spodziewała się raczej połajanki.

– Musimy położyć cię do łóżka, zanim organizm ci się zbuntuje.

Pomogli dziewczynie wstać i wdrapać się po schodach do pokoju Johna. Sarah zaskoczyła ich ponownie, żartując, że Alex pewnie wolałaby spać w łóżku Sherlocka. Dziewczyna, mimo otępiającego wyczerpania, poczuła jak na jej policzki wpełza palący rumieniec.

Opadła na łóżko w ubraniu i prawie natychmiast zaczęła przysypiać.

Chwilę przed tym, jak odpłynęła na dobre, usłyszała jeszcze cichy głos Johna szepczącego do Sary.

– I tak gwoli ścisłości – powiedziałem tylko, że z tego co mi wiadomo, może być również gejem.

– Cóż – uśmiechnęła się Sarah, siadając na krześle przy biurku. – Teraz już przynajmniej masz odpowiedź. – Umilkła na chwilę, udając zastanowienie. – Niewykluczone jednak, że po prostu cieszy go towarzystwo zarówno kobiet, jak i mężczyzn...

– Przestań! Po prostu... Przestań.

Po paru minutach John zszedł po schodach, tylko po to, żeby znaleźć Sherlocka siedzącego w kuchni. Holmes spojrzał na niego wyczekująco.

– Ma lekkie wstrząśnienie mózgu. Nic jej nie będzie – wyjaśnił lekarz, odpowiadając na niezadane pytanie. – Teraz śpi.

Sherlock spojrzał na niego z powątpiewaniem.

– Przy wstrząśnieniu mózgu nie powinna przypadkiem zostać przytomna?

John machnął uspokajająco ręką i zajął się parzeniem herbaty.

– Dlatego właśnie została z nią Sarah – wyjaśnił. Napełnił czajnik wodą i postawił go na ogniu, przez cały czas czując wzrok Sherlocka wwiercający mu się w plecy. Detektyw najwyraźniej czekał na więcej informacji. John odwrócił się do niego dopiero, kiedy herbata była przygotowana i pozostało tylko poczekać, aż zagotuje się woda.

– Na wszelki wypadek będziemy ją budzić co godzinę, ale uważamy, że wszystko będzie w porządku. Przy takiej ilości tabletek, jaką wzięła i tak nie moglibyśmy jej powstrzymać przed zaśnięciem.

Zapadła cisza. John patrzył, jak Sherlock splata ramiona na piersi i opiera się na krześle, jakby przygotowując się na nieuchronną serię pytań.

Przełknął ślinę i usiadł za stołem naprzeciw detektywa.

– W czym właściwie wam przeszkodziłem?

Sherlock milczał przez kilka sekund.

– Zostałem napadnięty – stwierdził wreszcie.

– Naprawdę? – uśmiechnął się lekko John. – Bo nie wyglądało, żebyś się jakoś mocno bronił. – Przerwał i znów spoważniał, skrępowany. Mimo ciekawości nigdy wcześniej nie poruszał tego tematu i nie był pewien, jak Sherlock zareaguje na tak osobiste pytania.

– Kim ona dla ciebie była, Sherlock?

Sherlock jeszcze mocniej przycisnął ramiona do piersi.

– Wiesz.

– Wolałbym to usłyszeć od ciebie.

Sherlock westchnął i potarł nasadę nosa. Rozluźnił lekko ramiona i na kilka sekund zamknął oczy. Gdy otworzył je ponownie, widniało w nich wyczerpanie i przygnębienie, jakich John jeszcze nie widział.

Widok zwykle opanowanego współlokatora w takim stanie był dość niepokojący. John już otwierał usta, by poprosić Sherlocka, aby zapomniał o tym pytaniu, jednak Sherlock go uprzedził.

– Była pierwsza.

Sherlock przewrócił oczami widząc zdumienie na twarzy Johna.

– Nie w tym sensie „pierwsza", ty durniu. Miałem dwadzieścia dwa lata, kiedy ją poznałem, i tyle.

Sherlock umilkł, a jego wyraz twarzy odrobinę złagodniał.

– Zdaję sobie sprawę z tego, że nie mam najłatwiejszego charakteru. Że jestem... inny od większości ludzi. Alexandra była pierwszą osobą, która nigdy nie próbowała mnie zmienić ani poprawić.

Sherlock otworzył szeroko oczy, jakby następna myśl zaskoczyła nawet jego.

– Myślę, że ją kochałem. I kiedy uciekła, długo byłem na nią zły, ale przede wszystkim po prostu mi jej brakowało. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się za nikim tęsknić.

John zamrugał. Nie było mu trudno uwierzyć, że Sherlock kogoś kochał; wbrew powszechnej opinii, był tylko człowiekiem. John wiedział na przykład, że sam był dla Sherlocka kimś ważnym, nawet jeśli po części wynikało to z faktu, że jako jedna z niewielu osób był w stanie znosić jego dziwactwa . Zdumiało go jednak, że Sherlock powiedział to wszystko głośno.

Czajnik zagwizdał i John poderwał się z krzesła, wdzięczny za pretekst do zmiany tematu. Zajął się parzeniem herbaty, jednocześnie próbując uporządkować myśli. Przede wszystkim nie dawała mu spokoju jedna kwestia, więc gdy skończył krzątać się przy herbacie, usiadł i spojrzał na Sherlocka z determinacją.

– Więc dlaczego cały czas wyglądasz, jakbyś był na nią wściekły? Jeśli mówisz prawdę, to chyba powinieneś być szczęśliwy, że znowu pojawiła się w twoim życiu.

John ostrożnie wziął łyk gorącej herbaty, czekając na odpowiedź. Dopiero po długiej chwili, gdy zaczął już wątpić, że w ogóle jakakolwiek nadejdzie, Sherlock wreszcie się odezwał.

Kochałem – powtórzył. – Czas przeszły. Nie jestem już tym samym człowiekiem. Poza tym – dodał – nawet wtedy wiedziałem, że nie można jej ufać.

– A jednak mówisz, że ją kochałeś?

– Byłem smarkaczem – odpowiedział po prostu Sherlock. John potrząsnął głową zdezorientowany.

– Czekaj, chwila... dlaczego nie można jej ufać? Bo cię zostawiła?

– Nie. Nie ufałem jej od samego początku.

– Ale dlaczego? Co takiego zrobiła?

Sherlock odetchnął powoli, pochmurniejąc. W kilka sekund John ujrzał, jak ten nowy, bardziej skłonny do zwierzeń Sherlock znika, a na jego miejsce pojawia się dobrze znany: przenikliwy, zdystansowany i zamknięty. Taki, który za nic nie odpowiadałby na tak osobiste pytania.

– Dobrze – westchnął John z rezygnacją. – Czy możesz mi przynajmniej powiedzieć, skąd u Alex wstrząśnienie mózgu?

Sherlock pokrótce opisał wydarzenia sprzed paru godzin – to, jak Alex opuściła mieszkanie w tajemnicy przed wszystkimi, a Sherlock od razu za nią podążył. Pominął fragment z pożyczonym płaszczem i z parasolem, nie wspomniał też o tym, jak prawie godzinę czekał w deszczu pod kawiarnią.

John wyprostował się, zaintrygowany informacją o tajemniczym człowieku, który pojawił się na ulicy.

– I co zrobiliście? – zapytał.

– To, co w danej chwili wydawało się najlepszą opcją – uciekliśmy.

– I wtedy prawie potrącił ją samochód?

– Co? – rzucił nieprzytomnie Sherlock.

– Samochód...

– Nie czuła się dobrze, była trochę oszołomiona... bardzo oszołomiona – przyznał Holmes. – To z samochodem stało się, kiedy już wracaliśmy. Przechodziła przez jezdnię.

John skinął głową. Resztę już znał. Odstawił herbatę i odchylił na krześle, zastanawiając się nad słowami Sherlocka.

– Jesteś pewien, że ten człowiek was śledził? – spytał w końcu.

– Powiedziałem Alexandrze, że nie jestem.

– To nie jest odpowiedź.

Sherlock prawie się uśmiechnął.

– Nie jest – przyznał. – Nie chciałem jej jeszcze bardziej straszyć. Ale tak, sądzę, że nas śledził. Jednak na razie nie mam pojęcia, czy to ten sam człowiek, który jest odpowiedzialny za podpalenia.

John pochylił się do przodu, opierając łokcie o blat stołu.

– Muszę przyznać, że jestem zaskoczony, że nie próbowałeś się z nim skonfrontować. Unikanie kłopotów jest trochę nie w twoim stylu. Już prędzej szukanie ich na siłę...

– On był uzbrojony, a ja nie byłem sam – burknął Sherlock, zamykając temat.

John nie kłopotał się nawet pytaniem, skąd Holmes wiedział, że napastnik miał broń. Sherlock nie takie rzeczy potrafił dostrzec.

Leżąca na stole komórka Sherlocka rozdzwoniła się i John wzdrygnął się lekko, czując przechodzące przez drewno wibracje.

Sherlock złapał ją szybko, nie zadając sobie nawet trudu, by zerknąć, kto dzwoni.

– Co? – warknął do słuchawki, prawie ze złością. John obserwował, jak w miarę wysłuchiwania rozmówcy detektyw lekko blednie.

– To niemożliwe... nie, to nie może... Mówię ci, że się mylisz ... w porządku, już jadę. – Schował telefon i zerwał się od stołu. John zawahał się tylko sekundę, po czym ruszył za nim do salonu.

– Kto to był?

Sherlock włożył płaszcz i pospieszył do drzwi.

– Lestrade – powiedział przez ramię. – Ktoś przyznał się do podpalenia domu Wellingtonów i squotu.

John zamarł zaskoczony. Sherlock odwrócił się do niego z oczami błyszczącymi znajomą ekscytacją.

– Idziesz ze mną, czy będziesz tu tak stał jak idiota? – rzucił, po czym nie czekając na odpowiedź pośpieszył do wyjścia.