Zapraszam do czytania

TRON: Dziedzictwo

Prolog: Bohater.

Dla małej Samanthy Flynn był to wyjątkowy dzień. Dziś były jej siódme urodziny, a jej tata obiecał jej najwspanialszy prezent urodzinowy jaki mogła sobie wyobrazić. Obiecał zabrać ją do Sieci.

Dla dziewczynki Sieć była cudownym i niezwykłym miejscem z opowieści na dobranoc opowiadanych jej co wieczór przez ojca, a właśnie tego wieczoru miała po raz pierwszy się tam znaleźć.

Wczesnym wieczorem Kevin Flynn wszedł do pokoju swojej córki.

-Jesteś gotowa, mała?- Zapytał z uśmiechem na twarzy.

-Tak!- Dziewczynka wręcz podskoczyła z ekscytacji.

Mężczyzna zaśmiał się krótko, po czym poczochrał córkę po głowie.

-Będziesz grzeczna?- Zadał kolejne pytanie.

-Ja zawsze jestem grzeczna.- Odpowiedziała rzeczowo.

Flynn zaśmiał się po raz kolejny.

-Tak? A wtedy gdy musiałem przyjechać do szkoły bo...

-Ten wstrętny chłopak chciał mi zabrać moją figurkę!- Przerwała mu i jednocześnie podeszła do stolika stojącego przy jej łóżku, wzięła do rączki małą, czarną figurkę przedstawiającą największego bohatera Sieci, Trona, poczym przycisnęła ją do piersi.

-Chodź mała, widzę że nie możesz się doczekać spotkania z Tronem.-Wyciągnął dłoń do córki.

Dziewczynka wzięła ojca z rękę i ruszyła wraz z nim ku swojej wielkiej przygodzie.


W pierwszej chwili Sam myślała że się nie udało, że nadal byli w biurze jej taty. Dopiero po chwili zaczęły docierać do niej drobne różnice pomieszczenia w którym się znajdowali. Ściany były teraz gładkie i idealnie czarne, zniknęła stara, rozlatująca się kanapa, po tablicy korkowej z mają notatek niebyło nawet śladu, a jej tato miał na sobie jakieś dziwne ubranie i świecące kółko na plecach.

-Jesteśmy w Sieci?- Zapytała cicho Sam.

-Tak mała, jesteśmy w Sieci.

-A co to za kółko na twoich plecach?

Flynn uśmiechną się szeroko, po czym zdjął fascynujący jego córkę przedmiot z pleców.

-To dysk tożsamości, mała, każdy w Sieci ma taki.- Wyjaśnił jej.

-Coś jak twardy dysk w komputerze?

-Mądra dziewczynka.- Pochwalił ją wkładają swój dysk na miejsce.

Wtedy Sam sięgnęła ręką do swoich pleców w poszukiwaniu swojego dysku i ku jej przerażeniu nie znalazła go tam.

-Tato ja nie mam dysku...

-Spokojnie, jesteś w Sieci pierwszy raz. To normalne że nie masz dysku. Zaraz pójdziemy do zbrojowni i zdobędziemy jeden dla ciebie. A teraz daj rękę i idziemy.

Gdy wyszli z budynku Sam zaparło dech z wrażenia. Otaczały ją czarne, eleganckie budynki po których biegły białe linie światła, a w oddali można było zauważyć ogromne wieżowce. Po ulicach jeździły światłocykle i wiele innych pojazdów których dziewczynka niebyła nawet w stanie nazwać.

-Tu jest pięknie...-Wyszeptała i mocno ścisnęła figurkę w swojej dłoni.

-Tak mała, tu jest pięknie.- Przytaknął jej ojciec.- A teraz chodzimy po dysk dla ciebie.

Szli powoli przez ulice miasta pozdrawiani co chwila przez mijające ich programy. Po kilku chwilach takiego spaceru weszli do dużego, piętrowego budynku.

-Witaj Kevinie Flynn.- Powitała ich ubrana na biało kobieta.- W czym mogę ci pomóc?

-Potrzebny im dysk tożsamości.- Położył dłoń na ramieniu córki.

-Nie widziałam jeszcze tak małego programu.- Powiedziała kobieta w bieli.

-To nie program, to moja córka.- Odparł mężczyzna.

-Oh... Jak się nazywasz maleńka?- Kobieta zwróciła się do dziewczynki.

-Sammy Flynn.- Odpowiedziała cicho.

-Ja nazywam się Fon i zajmuje się zakładaniem dysków na programy które ich jeszcze nie mają.

-Ja też jeszcze nie mam dysku.

-Zaraz temu zaradzimy.- Fon uśmiechnęła się delikatnie.

Kilka minut później dwoje użytkowników wyszło z budynku.

-Gdzie teraz?- Zapytała dziewczynka.

-Do Wieży Głównej. Mam kilka ważnych spraw do omówienia z CLU.

Nagłe usłyszeli za sobą warkot zatrzymującego się pojazdu. Kevin obrócił się błyskawicznie w stronę maszyny z której wysiadł program na którego widok mała użytkowniczka schowała się za ojca.

-Flynn, nareszcie cię znalazłem.- Powiedział program odchodząc do nich.- Prosiłem cię byś zostawał w swoim biurze po powrocie i czekał na mnie.

-Tron, przyjacielu, daj spokój, nie jestem dzieckiem. Potrafię o siebie zadbać.- Zaśmiał się Flynn.

-Czasem twoje podejście do niektórych spraw utwierdza mnie w zupełnie innym przekonaniu.- Odparł spokojnie Tron, gdy dostrzegł dziewczynkę schowaną za mężczyzną.- Kto jest z tobą?- Zapytał marszcząc brwi.

-To moja Sammy. Chodź mała, nie wstydź się.- Wręcz wypchnął dziewczynkę zza siebie.

Sam spojrzała niepewnie na program stojący przednią. Walcząc ze wstydem ledwie słyszalnie wyszeptała:

-Cześć...

-Witaj Sammy.- Tron uśmiechnął się przyjaźnie, po czym ukucnął przed użytkowniczką by ich oczy znalazły się na tym samym poziomie.- Kevin wiele mi o tobie opowiadał i bardzo się cieszę że mogę cię poznać

Siedmiolatka zarumieniła się i mocno ścisnęła figurkę w swojej dłoni. Była zakłopotana. Właśnie spotkała swojego bohatera i nie wiedziała co powiedzieć.

-Jedźmy do Wieży Głównej, CLU na pewno się niecierpliwi.- Powiedział starszy użytkownik, tym samym ratują swoją córkę od śmierci ze wstydu.

Program ochronny kiwnął twierdząco głową, po czym cała trójka weszła do pojazdu i ruszyła w drogę.

Mała użytkowniczka siedziała pomiędzy mężczyznami i co jakiś czas ukradkiem starała przyjrzeć się Tronowi. Pierwsze co zwróciło jej uwagę była liczba obwodów na ciele programu. Inne programy które mijała z ojcem w drodze do zbrojowni miały kilka układów na ramionach i na ciele, a jej bohater miał ich o wiele więcej. Drugą rzeczą była litera T na piersi programu zbudowana z czterech świecących kwadracików. Trzecią i chyba najważniejszą rzeczą była jego twarz, która wyglądała prawie jak twarz jej wujka. To właśnie jej przyglądała się najdłużej, aż nie zwróciło to uwagi Trona. Program spojrzał na nią pytająco.

-Czy coś nie tak z moją twarzą?- Zapytał.

-Nie... po prostu przypominasz wujka Alana.- Odpowiedziała i po raz kolejny się zarumieniła.

-Alan Bradley mnie stworzył.- Powiedział dumnie program.

-Czyli programy przybierają wygląd swoich twórców... to dlatego CLU wygląda jak tata.

-Dokładnie tak, mała.- Przytaknął jej Kevin- O, już dojeżdżamy.

Po chwili pojazd się zatrzymał. Wysiedli, a Sam po raz kolejny zabrakło tchu. Stali przed ogromną wieżą której wierzchołek zakrywały chmury.

-Wieża Główna to jedno z najważniejszych miejsc w Sieci.- Powiedział starzy użytkownik.

-Dlaczego?- Zapytała.

Kevin popatrzył niepewnie na córkę.

-Bo wiesz... ta wieża...- Zaczął się plątać.

Tron tylko uśmiechnął się na widok roztargnienia swojego przyjaciela. Kevin Flynn był genialny, ale często zapominał o niektórych rzeczach.

-W Wieży Głównej zbierają się wszystkie informacje z całej Sieci.- Wyjaśnił program ochronny.

-Dlatego jest taka duża?

-Właśnie dlatego.- Przytaknął program.- A teraz chodźmy, CLU nie lubi czekać.

Weszli do białego holu wieży, a następnie wsiedli do szklanej windy. Kilka chwil później byli już na szczycie. Wyszli z windy.

-Witajcie przyjaciele.- Powitał ich program bliźniaczo podobny do Kevina.- Nareszcie jesteście...-Zamilkł na widok Sam-A to musi być mała Samantha Flynn.- Uśmiechnął się delikatnie.-Miło cię w końcu widzieć w Sieci.

-Ty musisz być CLU...

-Tak, to ja, teraz pozwól że zabiorę twojego tatę, muszę omówić z nim kilka ważnych spraw.

-CLU, obiecałem Sammy wycieczkę po Sieci, czy to nie może poczekać?

-Przykro mi, to sprawy nie cierpiące zwłoki.

Flynn spojrzał ze smutkiem na swoją córkę.

-Sammy, kochanie naprawdę chciałbym...

-Ja ją zabiorę na wycieczkę po Sieci.- Przerwał mu Tron.- Z nikim nie będzie tak bezpieczna jak ze mną.

-Co ty na to Sammy?- Zapytał użytkownik, chodź wiedział jaka będzie reakcja córki.

-Tak!- Zawołała radośnie.

-No to załatwione, a teraz zmykajcie i nie pakujcie się w kłopoty. Ach, Sammy, pamiętaj, masz słuchać się Trona i nie oddalać się od niego.

-Dobrze tato.- Uśmiechnęła się szeroko.

Program i użytkowniczka zjechali windą z powrotem do holu.

-Chciałabyś pojechać światłocyklem?- Zapytał mężczyzna.

-Tak!- Zaśmiała się dziewczynka. Ten dzień zaczynał się jej coraz bardziej podobać

Tron uśmiechnął się do niej delikatnie. Wyszli na ulice, po czym program wyją za swojej płyty dyskowej cienką pałkę. Zgiął ją na pół, a po sekundzie w tym samym miejscu zmaterializował się światlocykl.

-Wow...-Sapnęła użytkowniczka

-Robi wrażenie, prawda?- Zapytał program i spojrzał na zaciśniętą dłoń Sam. Dziewczynka zauważyła to i wyciągnęła rękę w stronę programu.

-To moja figurka.-Powiedziała.

Mężczyzna delikatnie wziął figurkę do ręki. Przyjrzał się jej i oniemiał.

-Czy to ja?- Zapytał.

-Tak, tata mi ją dał. Mam też figurkę CLU, ale twoją wole bardziej.

-Jestem... zaszczycony.- Powiedział niepewnie oglądając figurkę.

-Jeśli chcesz, możesz ją zatrzymać.- Powiedziała Sam.

-Naprawdę chcesz mi ją dać?

-Tak.- Uśmiechneła się.

-Dziękuje.- Odpowiedział Tron po czym schował figurkę w małej skrytce w płycie dyskowej.

Program wsiadł wraz z użytkowniczką na pojazd, upewnił się że mocno się go trzyma i ruszył przez ulice miasta. Na początku jechał bez celu po, jego zdaniem, najładniejszych ulicach miast. Następnie zaczął się zastanawiać dokąd ją zabrać. W Sieci było wiele ciekawych miejsc takich jak liczne kluby lub Koloseum, ale z tego co Kevin Flynn opowiadał mu o świecie użytkowników żadne z tych miejsc nie było odpowiednie dla dziecka. W końcu mężczyzna zadecydował że wieża ISO będzie najodpowiedniejszym miejscem dla Sam.

Jak pomyślał, tak zrobił. Kilkanaście minut później byli pod wierzą ISO. Zsiedli z światłocykla, a ten po sekundzie znów stał się cienką pałeczką.

-Gdzie jesteśmy?- Zapytała dziewczynka.

-To wieża ISO. Mieszkają tu niezwykłe programy.- Wyciągnął do niej ręke.- Tu łatwo się zgubić, więc trzymaj się blisko mnie.

Sam posłusznie wzięła go za rękę i oboje poszli do wieży.

Główne pomieszczenie wieży było świetlisto białe i ogromne. W pomieszczeniu było kilkanaście skupisk foteli i kanap na których siedział programy zajęte czytanie, rozmowami ze sobą lub wieloma innym czynnościami.

-Och, to Tron!- Zawołał jakiś rzęski program.

W kilka sekund otoczył ich tłumek ciekawskich ISO

-Cześć. Nazywam się Sammy .- Powiedziała.

-Jaki słodki malutki program!- Zachwyciła się jedna z ISO, a jej koleżanki przytaknęły i posłał Sam przyjazne uśmiechy.

-Nie jestem programem.-Odpowiedziała.

-To córka Flynna!- Zawołał najbliżej stojący ich ISO o niebieskich, krótkich włosach.

W ISO wybuchła nagła radość na wieść że odwiedziła ich córka stwórcy. Każdy chciał ją zobaczyć, dotkną i zamienić kilka słów. Gdy minął pierwszy wybuch radości programy zaprosiły użytkowniczkę do wspólnej zabawy. Dziewczynka grała z programami ISO w różne gry, a jej beztroskiej zabawie z boku, z lekkim uśmiechem na ustach, przyglądał się Tron.

Tron obserwował ją uważnie i cieszył się z radości swojej podopiecznej, ale czół również ukucie zazdrości o jej uwagę. Ale trudno było się dziwić. Mała użytkowniczka była bardzo podobna do ISO. Była tak samo ufna i ciekawa.

Nagle rozmyślania programu przerwał widok potykającej się dziewczynki. Mężczyzna błyskawicznie zrobił salto, wylądował przy swojej podopiecznej i złapał ją w ostatniej chwili przed zderzeniem z podłogą.

-Nic ci nie jest Sammy?- Zapytał z troską w głosie.

-Nie... tylko się wystraszyłam...- Powiedziała z ledwie wyczuwalną płaczliwą nutą w głosie.

Mężczyzna przycisnął ją mocno do siebie. Jego oprogramowanie wyło na alarm. W jego głowie rozbrzmiewał słowa "Chronić użytkowników, chronić Sammy". Puścił ją dopiero po chwili, ale jego oprogramowanie nadal się nie uspokoiło.

-Robi się już późno, a chce cię jeszcze zabrać w jedno miejsce, wiec...

-Tylko się pożegnam.- Przerwała mu.

Po kilku minutach wyszli z wieży i ruszyli dalej. Jechali jakiś kwadrans aż zbliżyli się do granicy miasta.

-Teraz może trochę trząść.-Uprzedził ją Tron.- Trzymaj się mocno.

-Dobrze.- Odpowiedziała i po chwili wjechali na teren rubieży.

Miejsce do którego zabierał ją program ochrony było jego ulubionym miejscem w Sieci, a to że jego światłocykl był jednym z niewielu pojazdów mogących poruszać się poza miastem miejsce to było odwiedzane tylko i wyłącznie przez niego. Po kilku minutach jazdy dotarli do małej zatoczki nad Morzem Symulacji otoczonej wysokimi skałami chroniącymi przed wiatrem.

Sam zgrabnie ześlizgnęła się z światło cyklu i podbiegła do linii wody. Tron podążył za nią.

-Lubię tu czasem przyjechać żeby pomyśleć.- Powiedział stając przy użytkowniczce.

Sam spojrzała na niego.- Każdy bohater potrzebuje miejsca tylko dla siebie.

-Nie jestem bohaterem, jestem programem ochronnym.

-Dla mnie jesteś bohaterem.- Uśmiechnęła się szeroko.


Tron wiózł małą użytkowniczkę do stacji transportującej na spotkanie z jej ojcem. Mimo że wiedział że została niewiele czasu do zamknięcia portalu program ochrony starał się jechać jak najwolniej. Niechciał się jeszcze rozstawać ze swoją podopieczną. W końcu dojechali do stacji. Gdy zsiedli ze światłocykla natychmiast podbiegł do nich Flynn.

-Zaczynałem się o was martwić.- Powiedział poważnie.

-Przecież byłam z Tronem, nic nie mogło mi się stać.- Odpowiedziała Sam tłumiąc ziewnięcie.

-Oczywiście mała, oczywiście.- Zaśmiał się Kevim.- Chodźmy, z półgodziny portal się zamknie i tu utkniemy.- Dodał i zaczął iść wraz z córką w kierunku transportera.

-Odprowadzę was do portalu.- Powiedział nagle Tron, po czym podbiegł do użytkowników wchodzących od transportera.

Kilka sekund po tym jak usiedli pojazd ruszył. Jechali przez teren rubieży w ciszy gdy nagle głowa Sam oparła się o ramię jej taty. Flynn przyjrzał się dziewczynce, po czym zachichotał.

-Zasnęła, musiałeś nieźle ją wymęczyć.- Powiedział cicho do swojego przyjaciela.

-Tak, to była długa wycieczka.- Potwierdził program i westchnął cicho.

-Czy coś się stało?

-Nie, po prostu... zazdroszczę ci Flynn... zazdroszczę ci jej.- Odpowiedział.

Użytkownik spojrzał uważnie na swojego przyjaciela.

-Sammy nie przypomina żadnego znanego mi programu, jest taka inna... jak promień światła.

-To dlatego że jest dzieckiem. Niestety za kilka lat dorośnie.

Program uniósł pytająco brwi.- Jak to "dorośnie"?

-Chyba nie myślałeś że zawsze będzie taka mała.-Uśmiechnął się ponuro.- Dzieci zawsze za szybko dorastają.- Pogłaskał śpiącą dziewczynkę po włosach.

-Chciałbyś żeby zawsze była taka jak teraz?- Zapytał.

-Tak.

-Dlaczego?

-Jakby ci to...Już wiem. Masz odruch chronienia jej, prawda?

-Tak.

-Ja jako jej ojciec mam podobny odruch. Najchętniej broniłbym jej przed całym światem żeby zawsze pozostała niewinna jak teraz, ale nie mogę chronić jej zawsze, bo kiedyś mnie zabraknie i wtedy sama sobie nie poradzi.

-Jeśli będzie w Sieci, to ja będę ją chronił.- Obiecał Tron

Słysząc to użytkownik uśmiechnął się szeroko.

-W takim razie mogę ją czasem ze sobą zabierać.- Odpowiedział

Kąciki ust programu uniosły się nieznacznie.


Sam przeciągnęła się i przetarła pięściami swoje oczy. Rozejrzała się po pomieszczeniu w którym się znajdowała. Po kilku sekundach dotarło do niej że była w swoim pokoju.

-Sammy śniadanie!- Usłyszała wołanie swojej babci dobiegające z dołu.

Dziewczynka szybko wyszła z łóżka i zbiegła do kuchni by zjeść śniadanie ze swoimi dziadkami.

-Cześć kochanie, dobrze bawiłaś się z tatą?- Zapytał dziadek.

-Tak!- Usiadła na krzesełku.- Byliśmy w Sieci!- Pochwaliła się.

-Musiało ci się przyśnić kochanie. Sieć to tylko bajka którą opowiada ci tata.- Powiedziała spokojnie babcia.

-Ale ja tam byłam.- Zaprotestowała.

-Twój tata mówił że byliście całą noc w jego biurze.

-Ale...

-Wiesz co Sammy...- Zaczął dziadek- Poczekamy aż tata wróci z pracy i wtedy go zapytamy.

Sam kiwnęła twierdząco głową, po czym zaczęła jeść swoje płatki. Była pewna że za kilka godzin gdy jej tata wróci udowodni dziatkom że Sieć istnieje i że tam była.

Lecz godziny zamieniły się w dni, dni w tygodnie, tygodnie w miesiące, a Kevin Flynn wciąż nie wracał. A jego córka wciąż wpatrywała się w okno oczekując jego powrotu.

Linda Flynn patrzyła ze smutkiem na swoją wnuczkę wpatrującą się w podjazd ich domu. Od czasu zagniecie jej syna kilka miesięcy temu z jej małej dziewczynki został tylko cień dziecka jakim była. Już się nie śmiała, nie bawiła się z innymi dziećmi, a na każdą próbę dotyku reagowała wrogością. Prawie nie jadła i nie spała, a jeśli spała budziła się z płaczem. Jej skóra straciła swój naturalnie zdrowy kolor zastępując go chorobliwą mleczną szarością.

W końcu kobieta niepewnie podeszła do swojej wnuczki.

-On by mnie nie zostawił.- Powiedziała cicho Sam.

Lindzie prawie pękło serce z żalu.

-Powinnaś coś zjeść.- Powiedziała i dotknęła ramienia swojej wnuczki.

-Zostaw mnie!- Krzykneła dziewczynka wyskakując z krzesła i wybiegając na podwórko.

-Sammy!- Zawołała biegnąc za nią.

Gdy Linda staneła w drzwiach wyjściowych zobaczyła jej wnuczkę odjeżdżającą gdzieś przed siebie na rowerze.

-Sammy wracaj!- Zawołała.

Dziewczynka nawet się nie odwróciła.

Wtedy kobieta coś zrozumiała. Wraz z zniknięciem ojca w jej wnuczce coś umarło. Jej mała Sammy umarła.