Kochacie to? Nienawidzicie? Proszę skomentujcie.


TRON: Dziedzictwo

Rozdział drugi: Mistrz areny

Pojazd mknął przez ciemność Sieci oświetlając sobie drogę swoim złowrogim, pomarańczowym blaskiem, a ja próbowałam sobie przypomnieć wszystko co wiedziałam o Sieci. Wiedziałam że jedyne co może mnie uratować to wiedza. Jeśli posiadałam wiedzę to zawsze byłam w stanie opracować jakiś plan. Niestety w tym wypadku jedynym źródłem informacji były bajki na dobranoc.

Spojrzałam na stojącego po mojej prawej spół więźnia. Jego twarz byłam młoda, bez wątpienia przystojna. Włosy miał czarne i lekko nastroszone, a oczy szare. Ubrany był w skórzana kurtkę, porwaną koszulkę i idealnie dopasowane spodnie. Cały jego strój był równie czarny co mój z tą różnicą że jego układy układy się zupełnie inaczej niż moje. Krótko mówiąc wyglądał na cwaniaka, a z doświadczenia wiedziałam że cwaniacy byli zawsze najlepiej poinformowani.

-Czy mówi ci coś imię Kevin Flynn?- Zapytałam cwaniaka stojącego koło mnie.

-Nie zadawaj głupich pytani, tylko skup się na przeżyciu.- Zmierzył nie wzrokiem.- Interesujące włosy.- Złapał koniec mojego warkocza.

Momentalnie trzasnęłam go po łapach.

-Zrób tak jeszcze raz, a stracisz rękę.- Powiedziałam ze wściekłością.- Nikt nie ma prawa dotykać moich włosów.

-Wybacz, po prostu nigdy nie widziałem tak długich włosów.- Zmierzył mnie jeszcze raz wzrokiem.- Nazywam się Ram.- Przedstawił się.

-Sam.- Odpowiedziałam.

-To nietypowe imię dla programu.

-Milczeć!- Warknął jeden ze strażników, czym zakończył naszą rozmowę.

Lecieliśmy jeszcze chwile aż na horyzoncie pojawił się jakiś ogromny stadion.

-To koloseum-Odezwał się cichy głos w mojej głowie niebywale podobny do głosu mojego chrzestnego. To był głos Trona.

Przełknęłam głośno ślinkę gdy pojazd wylądował. Platforma zaczęła się opuszczać Gdy była już na dole w naszym kierunku zaczęły iść trzy zamaskowane programy. Jeden z nich podszedł do nas i zaczął nas dokładnie oglądać. Przestał po kilku minutach i zaczął po kolei do nas pochodzić i za każdym razem wypowiadał tylko jedno słowo "Przeprogramowanie". Gdy zatrzymał się przymnie złapał mój warkocz i zaczął go uważnie oglądać. Nawet mimo tego że nie widziałam jego twarzy czułam że jego uśmiech nie jest taki jak być powinien, a we mnie zawrzała wściekłość.

Obiema dłońmi trzasnęłam mężczyznę w miejsce uszu, doskonale wiedząc że nawet po mimo ochrony jaką dawał mu kask zaboli go to, a następnie otwartą dłonią zadałam mu cios w mostek. Program z głośnym łupnięciem upadł na tyłek, a ja nie mogłam powstrzymać chichotu. Niestety moja radość nie trwała długo. Program podniósł się z ziemi, podszedł do mnie i mocno uderzył mnie w twarz, po czym wysyczał: Igrzyska.

Momentalnie dwa pozostałe programy chwyciły mnie za ramiona i pociągnęły na inną platformę która gdy tylko postawiłam na niej stopy zaczęła zjeżdżać na dół. W ostatniej chwili udało mi się obejrzeć i zobaczyć smutny uśmiech Rama.

Platforma zaczęła sunąć przez tunel, a jedynym źródłem światła były obwody na moim kombinezonie.

-Skup się Sam. Tylko spokój może cię uratować.- Powiedziałam do siebie i zaczęłam analizować swoją obecną sytuacje.

Tunel niewątpliwie prowadził do koloseum, a program któremu przywaliłam wysłał mnie na igrzyska. Z tego co wiedziałam igrzyska składały się z wielu gier. Tunel mógł mnie wieść do jakiekolwiek z nich.

Nagle platforma zmieniła kierunek. Po chwili znalazłam się w małej, szklanej komórce. Podeszłam do jednej ze ścianek i zobaczyłam kilka innych komórek Sekundę po moim spostrzeżeniu rozległa się głośna elektroniczna muzyka, a komórki zaczęły unosić się ku górze. Gdy komórki ustawiły się naprzeciwko siebie dostrzegłam tłumy programów siedzących na widowni.

-Zawodnicy,- Zaczął neutralny kobiecy głos dobiegający zewsząd.- Przygotujcie się na Wojnę na Dyski.

Tłum momentalnie oszalał i zaczął krzyczeć:

-Wojna na Dyski! Wojna na Dyski!

Wystraszyłam się krzyku programów. Krzyku pragnącego naszej śmierci.

-Co tu się stało...- Wyszeptałam do siebie, ale nie miałam dużo czasu na myślenie, bo moja komórka otworzyła się i jakaś siła wypchnęła mnie z niej na platformę na której był już jeden program.

-Zawodnicy numer 3 i 11 Wojna na Dyski.- Rozległ się głos.

Program na przeciwko mnie zdjął swój dysk z pleców, zrobił zamach i żółcił nim we mnie. Udało mi się go uniknąć, ale przy okazji upadłam. Wstając zobaczyłam jak na sąsiedniej platformie dysk uderza w program, a ten z krzykiem rozpada się na miliony niebieskich kostek.

To nie było gra, to było życie.

Poniosłam się momentalnie i wyciągnęłam swój dysk. Postanowiłam posłuchać rady Rama i przeżyć.

Rzuciłam dysk w wrogi program. Zrobił unik i korzystając z tego że byłam bezbronna zaszarżował na mnie. W ostatniej chwili odskoczyłam, złapałam wracający do mnie dysk i uderzyłam ostrzem w płytkę podłogi na której stał mój rywal. Zgodnie z planem płytka rozpadła się, a mój przeciwnik spadł i po chwili rozbił się na kosteczki.

Tłum zawył radośnie z powodu zaspokojenia rządy śmierci. Już myślałam że to koniec, gdy platforma zaczęła się zmieniać i po chwili na drugim końcu płaszczyzny stał kolejny przeciwnik.

Gdy program mnie dostrzegł natychmiast cisnął we mnie dyskiem. Instynktownie pobiegłam w jego kierunku, zrobiłam ślizg i odbiłam lecący na mnie dysk swoim, a ten poleciał rykoszetem w program derezując go na miejscu.

Programy z którymi walczyłam nie były wojownikami. Były złapane na ulicy i wysłane do walki bez najmniejszego przygotowania. To nie były igrzyska, to była rzeź.

-Przygotowania do rundy finałowej. Zawodnik numer 3 kontra Rinzler.

Tłum po raz kolejny oszalał i zaczął skandować jego imię.

Do platformy podleciała szklana komórka z której wyszedł zamaskowany program. Jego nieliczne układy znajdujące się jedynie na kostkach, nadgarstkach, kciuku, palcu wskazującym i serdecznym świeciły złowrogo pomarańczowym blaskiem. Spojrzał na mnie i z jego gardła wydobył się drapieżny pomruk. To był wojownik, a ja ze swoimi umiejętnościami karate nie miałam przy nim szans. Program wyjął swój dysk, po czym rozdzielił go na dwa. Natychmiast spróbowałam zrobić to samo, ale bez skutku. Skoro Rinzler miał 2 dyski, to ja byłam martwa.

Program zaatakował. Poruszał się jak ninja i tancerz w jednym. Był szybki i bezlitosny. Jedyne co mogłam robić to odbijać jego ciosy i nie pozwolić podejść mu zbyt blisko, choć wiedziałam że to bez celowe. Program miał mnie tam gdzie chciał i bawił się mną jak kot złapaną myszą dając złudną nadzieje na ucieczkę Nagle mój przeciwnik zaczął wbiegać na ścianę. Zdziwiłam się, a sekundę później rozległ się dziwię przypominający dzwonek windy, a kobiecy głos ogłosił spokojnie:

-Zmiana grawitacji.

Zaczęłam spadać. Wylądowałam boleśnie na plecach, a Rinzler już robił salto by spaść na mnie niczym orzeł na ofiarę. Podniosłam się błyskawicznie i uderzyłam dyskiem w płytkę na której przed chwilą leżałam, modląc się w duchu by ta sama sztuczka udała się po raz drugi. Niestety w locie Rinzler rozłożył nogi i przy lądowaniu oparł stopy o krawędzie dziury. Podniósł się natychmiast i zaczął zemną walczyć w zwarciu. Wyglądało to jak taniec. On atakował ja robiłam uniki, blokowałam jego dyski i próbowałam atakować, na co on uchylał się i błyskawicznie uchylał się i wracał go pierwotnej pozycji. Było by to piękne gdyby nie to że ten taniec miał się skończyć moją śmiercią.

Moje zmęczenie rosło, a śmiertelny taniec trwał nieustannie, gdy nagle znów rozległ się ten piekielny dzwonek, a ja znów wylądowałam na plecach. Podniosłam się nie tak szybko jakbym chciała i rozejrzałam się dookoła, ale nigdzie nie dostrzegłam Rinzlera. Wtem usłyszałam jego złowrogi warkot. Odwróciłam się i spojrzałam w górę. Program już na mnie leciał. Nie było czasu na reakcje. Gdy jego stopy uderzył w moją klatkę piersiową całe powietrze uleciało z moich płuc. Poje ciało boleśnie gruchnęło o podłogę po czym zostało przygniecione przez ciężar ciała wrogiego programu. Trzymał nie tak przyciśniętą do podłogi i obserwował mnie uważnie, a tłum wykrzykiwał niczym pieśń jedno słowo. "Derezacja". Poczułam że po moim policzku płynie coś ciepłego i że to właśnie temu przygląda się mój oprawca. Mężczyzna dotknął tego ciepłego czegoś płynącego mi po policzku, po czym przybliżył dłoń do swojej twarzy by zbadać obcą, czerwoną substancję. To była moja krew

-Użytkownik.- Powiedział chrapliwym głosem i ku zawiedzeniu publiczności odłożył swoje dyski na miejsce.

Wstał pociągając mnie za sobą i odwracając w stronę świecącą na pomarańczowo loży.

-Programie przedstaw się!- Rozległ się męski głos.

-Nie jestem programem!- Krzyknęłam na co widownia zaczęła buczeć.

-Przedstaw się!- Głos rozległ się po raz kolejny.

Ktokolwiek był w tej loży rządził Siecią. Jeśli był to mój ojciec gdy się przedstawię wezwie mnie do siebie, jeżeli to nie jest mój ojciec może skończyć się to moją śmiercią. W każdym bądź razie jeśli tata żyje zwróci to jego uwagę gdziekolwiek jest.

-Nazywam się Sam Flynn!- Zawołałam.

I nagle zrobiło się zupełnie cicho, a dłoń Rinzera zacisnęła się mocno na moim ramieniu.

Przeżyłam arenę, ale czułam że właśnie wpakowałam się w jeszcze większe kłopoty.


Prowadzono mnie do loży w mało delikatny sposób Lecz na razie mnie to nie obchodziło. Tam mógł być tata, a przynajmniej jakaś wskazówka o miejscu jego pobytu. Gdy dotarliśmy na miejsce postawa Rinzlera zmieniła się natychmiastowo. Prowadzą mnie do loży szedł dumnie, był wyprostowany i budził strach w innych strażnikach, ale od razu po wejściu do loży zgarbił się, spuścił głowę, jego kroki stały się niepewne, a jego place wręcz rozpaczliwie wbijały się w moje ramię. Bał się.

W loży znajdowali się dwaj mężczyźni. Jeden z nich był łysy, obwody świeciły na pomarańczowo, o oczy spoglądały na mój warkocz. Drugi miał na sobie kask i obfitą, czarną pelerynę. Jego obwody świeciły złowrogą żółcią

-Kim jesteś, i dlaczego wszyscy gapią się na moje włosy?- Zapytałam ze wściekłością.

Mężczyzna w pelerynie podszedł do mnie bez słowa. Jego kask zniknął, a ja zamarłam. Wyglądał jak tato w dniu kiedy po raz ostatni go widziałam. Ale to nie mógł być tata. Tata nie urządził by takich igrzysk.

-CLU...- Słowa same przyszły mi na usta.

-Zmieniłaś się, wyrosłaś od czasu kiedy ostatni raz cię widziałem.- Uśmiechnął się program.

-Gdzie jest mój tata?- Zapytałam chłodno.

-Na twoim miejscu zaczął bym się martwić o siebie, użytkowniczko.- Ponownie się uśmiechnął.

-Co z nim zrobiłeś?!- Wrzasnęłam.

-To samo co zrobię z tobą.- Spojrzał na swojego egzekutora.- Zabierz ją na platformę Rinzrel.

Program posłusznie kiwnął głową i pociągnął mnie do wyjścia.

Jechaliśmy windą sami w ciszy. Zastanawiałam się do jakiej gry wysyłam mnie CLU. Nie wiedziałam co mnie czeka, ale najbardziej bałam się że mój tata nie żyje. Winda zaczynała powoli zwalniać gdy egzekutor puścił moje ramie i starł zaschniętą krew z mojego policzka. Wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam na niego pytająco. Nie spodziewałam się jakiekolwiek troski z jego strony.

-Musisz pobiec. Uważaj na wstęgi światła.- Wychrypiał, a przez jego ciało przebiegł dreszcz, jakby mówienie sprawiało mu ból.

-Dziękuje.- Powiedziałam cicho choć nie wiedziałam czy jest za co.

Winda się zatrzymała, a ja wyszłam z niej powoli. Moim oczom ukazała się ogromna wielopoziomowa platforma. Płyta na której stałam zaczęła mknąć do środka platformy. Równocześnie zemną pojawiły się tam cztery programy o białych obwodach, cztery o pomarańczowych i ku mojemu przerażeniu sam CLU.

Wszyscy zostaliśmy ustawieni w dwóch rzędach na przeciw siebie, a dwie ubrane na biało kobiety zaczęły rozdawać nam czarne pałeczki.

-To światłocykle.- Pomyślałam uradowana. Co jak co, ale na potrafiłam jeździć na motocyklu.

-Rozpocząć walkę światło cykli.- Ogłosił ten sam neutralny, kobiecy głos.

Wtedy zrobiłam to co poradził mi Rinzler. Pobiegłam. Sekundę później zmaterializował się pode mną światłocykł. Uśmiechnęłam się i ruszyłam przed siebie. Byłam w swoim żywiole. Włączyłam wstęgę światła i ruszyłam za jednym z pomarańczowych. Gdy byłam już blisko niego z drugiej strony pojawił się drugi. Byłam otoczona. Moi przeciwnicy byli coraz bliżej mnie, ale nie martwiło mnie to. Miałam małą przewagę Oni trzymali się nawierzchni, a ja nie. Gwałtownie poderwałam pojazd do góry, przeskoczyłam jednego cyklistę i zajechałam mu drogę wstęgą światła wypływającą z mojego pojazdu. Wróg uderzył w ściane białego światła i rozpadł się na kawałeczki. Publiczność zaczęła bić mi brawo, ale nie miałam z tego powodu żadnej radości. To było okrutne, a na dodatek z mojej drużyny zostałam tylko ja i jeden program. Namierzyłam go i podjechałam do niego.

-Musimy współpracować, to jedyna szansa!- Krzyknęłam

Program spojrzał na mnie uważnie, po czym kiwnął twierdząco głową.

Uśmiechnęłam się i wskazałam jednego z pomarańczowych.

-Ja go rozproszę, a ty zajedź mu drogę!- Powiedziałem i ruszyłam na nasz cel.

Tak jak się spodziewałam zaczął mnie gonić. Robił to co chciałam i nawet nie zauważył jak wpadł na wiązkę światła mojego sprzymierzeńca.

-I tak się to robi!- Zawołałam radośnie.

Program zaśmiał się, po czym spytał:

-To prawda że jesteś użytkowniczką?

Uśmiechnęłam się do niego i twierdząco kiwnęłam głową.

-I jesteś córką Flynna?

-Tak, wiesz co się z nim stało?

-Przykro mi, ale nie.

-Dobra, dosyć gadania. Czeka następny klient.

Program kiwną głową i ruszyliśmy do ataku.

Zajechaliśmy go z dwóch stron i zaczęliśmy zbliżać się do siebie. Nasze wstęgi światła zmiażdżyły jego pojazd. Niestety program przed derezacją strącił mojego sprzymierzeńca ze światłocyklu, który znów stał się pałeczką.

-Trzymaj się!- Krzyknęłam i wyłączyłam swoją wstęgę światła.

Jednym płynnym ruchem zgarnęłam pałeczkę z ziemi i zaczęłam jechać w stronę przyjaznego programu. Już miał swoją pałeczkę w dłoni gdy nagle pojawił się CLU i przejechał przez mojego przyjaciela. Krzyknęłam i spojrzałam na pałeczkę na której nadal była ręka przyjaznego programu. Strząsnęłam ją i wsadziłam pałeczkę do kabury na nodze. Obejrzałam się. CLU jechał za mną.

Przyspieszyłam, gdy nagle usłyszałam świst powietrza i głośny zgrzyt, a mój światłocykl zaczął się rozpadać na miliony kostek. Po raz kolejny rąbnęłam boleśnie o ziemi. Wstałam chwiejnie. Ujrzałam jak twór mojego ojca zatacza wokół mnie szerokie koła, jak jego dysk lśni złowrogo w jego ręce i wtedy coś zrozumiałam.

Jeśli chciałby mnie zabić zrobił by to od razu, a nie bawił się ze mną w tą grę. On chciał zwrócić czyjąś uwagę. Byłam jego przynętą, pionkiem. Miał mnie tam gdzie chciał. Niewiele myśląc wyciągnęłam swój dysk i stanęłam w pozycji ataku. Miałam drugi światłocykl, mogłam dalej uciekać i tego właśnie chciał CLU, a ja tego mu dać nie chciałam.

Demon o twarzy ojca był coraz bliżej Już podnosił rękę do ciosu gdy biała wstęga światła zagrodziłam mu drogę Jego pojazd rozbił się, a on wyleciał w powietrze, daleko ode mnie.

Błysk eksplozji oślepił mnie na moment. Gdy ostrość widzenia zaczęła mi wracać zobaczyłam jakiś męski program na światłocyklu.

Spojrzałam na mojego wybawce uważnie i oniemiałam.

-Rinzler?- Wyszeptałam i zauważyłam że jego obwody zmieniły kolor na biały.

-Wsiadaj...- Wychrypiał.

Kiwnęłam posłusznie głową, usiadłam za nim na jego światłocyklu i złapałam go mocno w pasie. Ruszyliśmy. Jego pojazd był szybszy od tego przydzielonego mi w czasie gry. Wiatr rozwiewał mi włosy, a w oddali było słychać wrzaski wściekłego CLU.

-Trzymaj się mocno.- Powiedział mój wybawca i wyciągnął ze swojej kabury przy nodze jakiś dziwny przedmiot i rzucił nim w ścianę areny. Sekundę później nastąpił wybuch. Gdy pył opadł zobaczyłam wyrwę ukazującą widok na miasto. Rinzler przejechał przez nią. Przez krótki moment lecieliśmy, by uderzyć twardo w ulice miasta. Obróciłam się niepewnie i odkryłam że ściga nas jakiś 6 światłocykli.

-Mamy towarzystwo.- Powiedziałam.

W odpowiedzi program przyspieszył. Mknęliśmy przez puste ulice tak szybko jak się dało, unikając przy tym ataków strażników CLU. Nagle grunt się zmienił. Droga nie była już płatka, a goniące nas programy zatrzymały się. Był to definitywny znak że znaleźliśmy się na rubieżach.

-Jakim cudem twój pojazd... a zresztą nie ważne, jedź.- Powiedziałam i przycisnęłam twarz do pleców programu. Byłam taka zmęczona.

Zatrzymaliśmy się dopiero gdy światła miasta stały się niewidoczne. Zwinnie zsiadłam z pojazdu i spojrzałam niepewnie na swojego wybawce. Może i mnie uratował, ale nie wiedziałam jakie są jego zamiary. Mogła być to kolejna zabawa CLU.

Mężczyzna podszedł do mnie, wyciągnął rękę i drżącą dłonią dotknął mojej rany na policzku, a z jego gardła wydobył się złowrogi warkot.

-Derezacja?- Zapytał chrapliwie. W jego głosie wyczułam troskę.

-Nie, zagoi się samo, nic mi nie będzie.- Odpowiedziałam trzęsącym się głosem. Całe zmęczenie i stres ostatnich zdarzeń.

Program zaczął umarznie mnie oglądać jakby szukał potwierdzenia moich słów.

-Dziękuje Rinzler.- Powiedziałam.

Program wzdrygnął się na dźwięk swojego imienia. Z jego gardła wydobył się przerażający ryk. Cofnęłam się o krok. Moje plecy napotkały na litą skałę. Rinzler nie poruszał się, stał i wył rozpaczliwie, a jego nieliczne białe obwody zaczęły migotać. Po chwili zachwiał się i upadł na kolana. Jego zawodzenie przybrało na sile. Był to krzyk cierpienia ale i jednocześnie ulgi. Bóg jeden wie jak długo ten demon o twarzy mojego ojca go więził i co mu robił.

Niepewnie przybliżyłam się i ukucnęłam przednim.

-Będzie dobrze... CLU tutaj nie ma...

Na wzmiankę o CLU były egzekutor objął mnie mocno i przycisnął do siebie. Kołysał się lekko i tulił mnie do piersi jakby przyniosło mu to ulgę i jednocześnie chciał dać mi do zrozumienia że chce mnie chronić.

Moje dłonie powędrowały na jego plecy i zaczęły głaskać go delikatnie.

-Już dobrze, teraz już jest dobrze.- Powtarzałam spokojnie.

Po chwili program uspokoił się zupełnie, ale nadal mocno mnie trzymał.

-Czy wiesz co się stało z moim ojcem i Tronem?- Zapytałam cicho.

W odpowiedzi Rinzrel przytulił mnie jeszcze mocniej, a jego ciało zaczęło drżeć jakby powstrzymywał płacz.

-Już w porządku, rozumiem.- Po raz pierwszy oddałam uścisk, po czym zrobiłam coś czego nie robiłam od bardzo dawna.

Rozpłakałam się.


Drodzy czytelnicy, mam do was pytanie. Kiedy Sam ma się dowiedzieć kim jest Rinzler?

Pozdrawiam SamFlynn93.