Od tłumacza: Podziękowania dla Shaunee Altmann, która jak zwykle szybko i sprawnie przejrzała ten rozdział.

Tym razem przerwa między rozdziałami była trochę dłuższa ze względu na sprawy zawodowe. Niestety nie mogę Wam obiecać, że kolejne będą szybciej. Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, dodajcie sobie mnie lub tę historię do ulubionych i alertów e-mailowych, co można zrobić na dole i na górze każdego rozdziału. Dziękuję bardzo wszystkim, którzy polubili tę historię i/lub zostawili komentarze. Komentarzy jest już setka :)

Zapraszam też serdecznie na mojego bloga "Z pierwszej półki", do którego link znajdziecie w moim profilu autora.


Rozdział 17 – Elektryzujące ćwiczenia

Ginny schowała piłki do quiddictha do szkolnej szopy po zakończeniu pierwszego treningu w nowym sezonie i popędziła do zamku w ulewnym deszczu. Harry czekał na nią oparty swobodnie o ścianę tuż za drzwiami, a jego czarne włosy ociekały wodą.

- Dzięki za pomoc – powiedziała, patrząc na niego spode łba. – Faktycznie, samej poszło mi dużo szybciej.

Harry uśmiechnął się od ucha do ucha.

- Furio, przegrałaś zakład całkowicie uczciwie. To nie moja wina, że nie potrafisz znaleźć znicza nawet gdyby trafił cię w ucho.

Ginny burknęła coś niezrozumiałego, ale szła tuż obok niego. Zaraz wpadła jednak na lepszy pomysł. Przeszła za niego i położyła mu obie ręce na ramionach, żeby go zatrzymać. Kiedy stanął, wskoczyła mu na plecy, oplatając go nogami w pasie, a rękami obejmując za szyję.

- Możesz mi to wynagrodzić odnosząc mnie do pokoju wspólnego – powiedziała z zadowoleniem.

Harry parsknął, ale złapał jej uda i podsunął ją nieco ku górze.

- Aż do pokoju wspólnego? Nie wiem czy mam tyle siły.

Ginny wyciągnęła rękę i z całej siły wykręciła mu sutek. Krzyknął zaskoczony, sięgnął ręką do tyłu i uszczypnął ją w pośladek.

- Dobra, dobra! – pisnęła. – Rozejm.

Harry roześmiał się i ruszył ku Wieży Gryffindora. Ginny przywarła do niego mocniej.

- Czuję się, jakbyśmy nie widzieli się ani razu od początku roku szkolnego – powiedziała z ustami przy jego uchu. – O co tu chodzi?

Harry wzruszył ramionami.

- Chodzisz teraz z Deanem. Nie sądzę, żeby on chciał mnie w pobliżu.

Ginny zesztywniała.

- A co to niby znaczy?

Harry westchnął.

- Ginny, musisz przyznać, że żaden twój chłopak nie będzie w stanie zaakceptować tego… czym jesteśmy.

Ginny chciała odruchowo zaprotestować, ale w głębi ducha zgadzała się z oceną Harry'ego. Wiedziała, że chodzenie z Deanem stworzy barierę między nią i Harrym. Może właśnie dlatego to zrobiła. Ostatnia ich rozmowa na temat relacji między nimi przestraszyła ją bardziej niż była gotowa przyznać.

Przekręciła się trochę, kiedy Harry zaczął się wspinać po schodach.

- Mam zejść? – zażartowała.

- Nie – odpowiedział krótko. – Lubię kiedy przy mnie jesteś.

Serce Ginny zamarło.

- Och, Harry – wyszeptała. Ukryła twarz w jego karku i wzięła głęboki oddech. Co ona narobiła? Kiedy doszli do szczytu schodów poprosiła: - Zatrzymaj się na chwilę.

Harry stanął, a ona ześliznęła się z jego pleców. Kiedy obrócił się do niej, popatrzyła na niego, przygryzając dolną wargę.

- Przepraszam – powiedziała.

Harry zmarszczył brwi.

- Za co?

- Za chodzenie z Deanem?

Harry uśmiechnął się i położył jej dłonie na ramionach.

- Ginny, przecież możesz mieć chłopaka. Wiadomo było, że tak się stanie prędzej czy później.

- Tak, ale to nas zmieniło. Nie chciałam, żeby tak się stało. Zwłaszcza po tym całym moim marudzeniu, kiedy chodziłeś z Cho.

Podszedł do niej bliżej, a jego ręce ześliznęły się z jej ramion i po kręgosłupie przewędrowały na krzyż. Ginny usiłowała powstrzymać dreszcz i odepchnąć od siebie myśl, że ręce Deana nigdy nie wywołały u niej takiej reakcji.

- Jak ci się wydaje, jak długo to mogło trwać? – spytał cicho. – Byliśmy w miłym, małym kokonie, ale to ty zgodziłaś się z nim chodzić. On by sobie nie poradził z tym co jest między nami. Nie spodobałoby mu się to.

- Mówisz jakby nasza przyjaźń była czymś złym – zaoponowała.

- Oj, Furio – westchnął. Zacisnęła ręce na jego koszulce do quidditcha, a Harry przyciągnął ją do siebie bliżej. Ginny usiłowała zignorować poczucie bezpieczeństwa, jakie daje jej jego uścisk i przycisnęła czoło do jego piersi. – Nie jest niczym złym – zapewnił ją. – Jest po prostu inna. Wiesz to przecież. Starałem się trzymać z daleka, bo nie chcę się wtrącać, ani dawać Deanowi powodów do zazdrości.

Ginny powoli pokiwała głową.

- W porządku. Ale to, że z kimś chodzę, nie znaczy, że nie możemy spędzać ze sobą czasu.

Nie zamierzała go błagać, ale czuła lekkie przerażenie na myśl, że Harry'ego nie będzie w pobliżu niej.

- W porządku – uśmiechnął się. – Popracujemy nad tym razem.

Uniosła podbródek.

- Pocałuj mnie – poprosiła. Ginny wiedziała, że nie powinna, ale potrzebowała kontaktu z nim, mimo że większy dystans między nimi był jej pomysłem

Harry nachylił się, ale zatrzymał o włos od jej ust.

- Deanowi się to nie spodoba – wyszeptał.

- Chrzanić go – odpowiedziała szeptem i zmniejszyła dystans między nimi. Pocałunek był zupełnie inny niż przyjacielskie buziaki, które dzielili w przeszłości. Ginny zawsze starała się nie analizować tych całusów, zaakceptowała je takimi, jakie były. Ale ten pocałunek był czymś zupełnie innym.

Harry przycisnął się do niej z jękiem i poruszył ustami na jej wargach, jakby desperacko pragnął poczuć jej smak. Zacisnęła dłonie w jego włosach i oddała pocałunek. Całowanie Deana było przyjemne, czasem nawet świetne, ale całowanie Harry'ego w taki sposób zaginało czasoprzestrzeń.

Jej usta otwarły się i jego język wystrzelił w przód. Gdy tylko go posmakowała, Ginny wiedziała, że straciła głowę. Uzależniał. Jej pierwszym odruchem było przerwanie pocałunku i ucieczka gdzie pieprz rośnie. Ale gorąca głowa przeważyła. Zapiszczała lekko i przechyliła głowę, żeby pogłębić pocałunek. Żaden wcześniejszy pocałunek w jej życiu nie umywał się do tego. Czuła się senna, a jednocześnie dziwnie napięta, jakby wychodziła z siebie.

Język Harry'ego zagłębił się mocniej w jej usta, przesuwając się zmysłowo po jej języku, aż w końcu oderwał się od niej i przycisnął czoło do jej czoła.

- Ginny – wydyszał. – Nie możemy.

Ginny skinęła głową, nie odrywając się od niego.

- Przepraszam – powiedziała, oddychając ciężko. – Chyba mnie trochę poniosło. Po prostu… - puściła jego włosy i ujęła jego twarz w obie dłonie. – Czuję się, jakbyś się zemną żegnał.

- Nie żegnam się – odparł stanowczo. – Ale ty to wybrałaś.

- A co innego miałam niby wybrać? – spytała cicho. – Nie chcę wybierać między nim i tobą. On jest moim chłopakiem, a ty moim przyjacielem. Chcę mieć obu. Potrzebuję was obu.

Harry potrząsnął głową z żalem, jakby wiedział coś, z czego ona nie zdawała sobie sprawy.

- Oczywiście, że możesz mieć nas obu. Ale nie możesz mnie tak całować, jeśli oczekujesz, że Dean dalej będzie twoim chłopakiem.

Ginny spłonęła rumieńcem i uderzyła go w ramię.

- Dupek. Nic nie poradzę na to, że całuję tak dobrze, że tracisz nad sobą kontrolę.

Harry udał oburzenie.

- Przepraszam bardzo, to chyba ty jęczałaś.

Ginny znów próbowała go uderzyć, ale tym razem złapał ją za rękę i ucałował dłoń.

- Chodź, wracamy do pokoju wspólnego. Wskakuj – polecił, wskazując kciukiem do tyłu.

Ginny uśmiechnęła się szeroko i wspięła na jego plecy. Harry zaniósł ją aż do Wieży Gryffindora. Przez cała drogę radośnie gadała, ale czuła, jakby coś ją rozrywało od środka.

Później tego samego wieczoru Ginny siedziała z Deanem przed kominkiem. Wszyscy inni poszli już do łóżek. Dan otoczył ręką jej ramiona i przytulił do siebie. Nie zauważył, że Ginny delikatnie przesuwa opuszkami palców po swoich wargach. Miałą nadzieję, że jeśli to zobaczy, to pomyśli, że wspomina jego pocałunki, a nie Harry'ego.


- Chce pan, żebyśmy co?

Harry i Ginny wpatrywali się w szoku w profesora Dumbledore. Harry nie był pewien, czy aby na pewno dobrze usłyszał dyrektora.

Kiedy stary nauczyciel poprosił ich, żeby przyszli do niego w sobotę na popołudniową herbatę, Harry uznał, że chce omówić to, co stało się w czerwcu w Ministerstwie Magii. Nigdy nie wpadłoby mu do głowy, że Dumbledore chce ich prosić o kontynuowanie GD.

- Ale proszę pana – zaczęła z powątpiewaniem Ginny – stworzyliśmy GD, bo ta ropucha Umbridge nie uczyła nas w ogóle praktycznej obrony. Teraz odzyskaliśmy profesora Lupina, więc nie ma takiej potrzeby.

- Zawsze jest potrzeba, żeby uczyć się więcej Obrony Przed Czarną Magią – odparł spokojnie Dumbledore. – Zwłaszcza w świetle tego, że Voldemort gromadzi po swojej stronie rozmaite mroczne stworzenia. Chciałbym ponownie otworzyć GD z profesorem Lupinem jako oficjalnym patronem klubu i wami dwojgiem jako prowadzącymi.

- Jest… jest pan pewien?

- Całkowicie. Może tylko zmieńmy nazwę, dobrze? Sytuacja Korneliusza Knota w Ministerstwie Magii i tak jest niepewna, nie ma potrzeby dręczyć go kolejną sprawą.

- Chyba możemy nazwać to Grupą Defensywy – odpowiedział z namysłem Harry. – Ale… czemu my? Na pewno są jacyś uczniowie z siódmego roku lepiej przygotowani do…

- Uważasz, że ktoś poza tobą i Ginny może nauczyć tych młodych ludzi czegoś więcej o bronieniu się przed Voldemortem i jego Śmierciożercami? – Dumbledore uniósł brwi i odstawił filiżankę z herbatą. Popatrzył na nich ponad okularami. – Uważam, że argumenty panny Granger za umieszczeniem was na czele klubu były znakomicie przemyślane. Kto nauczy lepiej, niż ktoś, kto zna to z własnego doświadczenia?

- Panie profesorze, a pan nie może tego prowadzić? – spytała Ginny. – Czy to nie byłoby lepsze?

- Chciałbym, żeby to była uczniowska organizacja – przypomniał jej. – Oczywiście oznacza to, że będziecie musieli otworzyć swój klub dla wszystkich, łącznie ze Ślizgonami. Powiedzmy, trzeci rok i starsi?

- To dużo ludzi do uczenia – zauważył Harry.

- Jestem pewny, że sobie poradzicie – uśmiechnął się Dumbledore. – Oczywiście nie będziecie mieli nad wszystkim takiej osobistej kontroli, niemniej jednak będziecie potrafili zrobić to efektywnie. Oczekuję, że poruszycie kwestie, których profesor Lupin nie ma czasu przerabiać na lekcjach.

Harry zerknął na Ginny, która skinęła głową. Zwrócił się z powrotem do Dumbledore'a:

- W porządku, zrobimy to. Dziękujemy, że nam pan to zaproponował.

Dumbledore lekko skinął głową.

- To ja powinienem wam dziękować – wziął kolejny łyk herbaty i delikatnie odstawił ją na biurko. – Mam jeszcze jedną prośbę.

Ginny zesztywniała, ale w oczach Dumbledore'a zatańczyły ogniki.

- Uważam, że nadszedł czas, bym zaangażował się w waszą edukację… bardziej osobiście. Chciałbym zacząć prywatne lekcje pojedynków z waszą dwójką.

Ten komunikat był niczym grom z jasnego nieba, ale Harry poczuł, że na jego twarz wpływa szeroki uśmiech. Prywatne lekcje… z Dumbledorem? To jak spełnienie marzeń. Może w końcu poczuje się gotowy, żeby mierzyć się z Voldemortem. Jak do tej pory uciekał tylko dzięki czystemu fartowi…

- Dlaczego? – pytanie Ginny było podszyte podejrzliwością i Harry spojrzał na nią z zaskoczeniem.

Dumbledore również na nią popatrzył, ale on nie wydawał się być zaskoczony.

- Voldemort czyha na was oboje – odpowiedział nie owijając w bawełnę. – Po tym co zobaczyłem w czerwcu, zrozumiałem, że nie doceniłem zawziętości, z jaką będzie ścigał was oboje. Co prawda uważam, że tamtego wieczoru udało wam się go zranić, to jednak on powróci dysząc rządzą zemsty. I na to chciałbym was przygotować.

Wzruszył ramionami.

- Być może zabrzmi to arogancko, ale nie ufam nikomu innemu tak jak sobie przy realizacji tego zadania. Oczywiście będziecie mogli przekazać GD pewne podstawowe elementy naszych lekcji, ale większość technik, które się tam nauczycie będzie musiała pozostać między nami.

Ponownie Harry i Ginny popatrzyli po sobie, porozumiewając się spojrzeniem. Według Harry'ego powinni się zgodzić, nie miał co do tego cienia wątpliwości. Ginny nie była przekonana i Harry przypomniał sobie, że miała lekką paranoją na punkcie tej mocy, którą pozostawił w niej Tom Riddle. Nawet podczas przyjacielskich pojedynków w zeszłym roku ciężko pracowała, żeby utrzymać ją pod pełną kontrolą.

- Nie martw się – syknął do niej w mowie węży. – Nikogo nie skrzywdzisz. Ufam ci.

Ginny westchnęła i spojrzała na Dumbledore'a.

- Zgoda – powiedziała po prostu.

I w ten sposób Harry i Ginny zostali uczniami Albusa Dumbledore.


Dwa miesiące później

Harry chodził powoli po Sali GD, obserwując z uwagą rozgrywające się wszędzie naokoło pojedynki. Skinął z aprobatą Neville'owi, który ostro walczył z Luną i właśnie wystrzelił znakomity ogłuszacz, przed którym Krukonka z trudem się uchyliła. Neville naprawdę się poprawił.

Jego wzrok przeniósł się na Ginny, która pracowała z kilkorgiem Ślizgonów, którzy dołączyli w tym roku do grupy. Pracowali nad Patronusami i Harry z radością obserwował lwa Ginny, biegającego w kółko wokół obłoków mgły i bezkształtnych zwierząt, które produkowali pozostali. Ginny podniosła głowę, a kiedy ujrzała, że ją obserwuje, uśmiechnęła się domyślnie. Odpowiedział uśmiechem.

Między nimi wszystko układało się pomyślnie. Od ich pocałunku w korytarzu po pierwszym treningu quidditcha minęły już dwa miesiące i zdołali odnaleźć jakąś równowagę. Ginny wydawała się naprawdę szczęśliwa z Deanem, choć oglądanie jej z innym facetem było dla Harry'ego bardzo dziwne. Mówił jej to kilka razy, a ona za każdym razem się z nim zgadzała.

Czasami nawiedzało go wspomnienie tego pocałunku i miał wówczas wrażenie, że jego usta płoną. Zastanawiał się, czy Ginny kiedykolwiek przyzna się do pociągu, który nawzajem do siebie czują. Gdyby nie rozumiał jej tak dobrze, byłby zraniony, zmieszany i zły z powodu jej zachowania. Jednak rozumiał aż za dobrze.

Środowe lekcje z Dumbledorem okazały się, jak określała to Ginny „zajekurwabiste". Harry zaśmiał się zszokowany, kiedy Ginny pierwszy raz użyła tego określenia, ale musiał się zgodzić. Oboje uczyli się znacznie więcej niż uważali za możliwe.

Jedyną wadą, a Harry nie był do końca pewien czy uznać to za wadę, było to, że pojedynkowanie się z Ginny okazało się, mówiąc wprost, cholernie podniecające. Niejednokrotnie przekonywał się ze wstydem, że po skończonej walce miał ochotę odrzucić różdżkę i rzucić się na swoją przyjaciółkę. Podobała mu się zawsze, ale z reguły to uczucie krążyło gdzieś pod powierzchnią. Jednak w czasie walki adrenalina potęgowała je, póki wnętrze Harry'ego nie wypełniało się w całości gorącym pożądaniem. Z reguły rozwiązywał to po prostu idąc polatać, ale często żałował, że nie ma dziewczyny.

Byłby jeszcze bardziej zażenowany, gdyby nie to, że podejrzewał, ze ich pojedynki robią to samo z Ginny. Wielokrotnie widział w jej oczach ten sam błysk.

- Śnisz na jawie, profesorze Potter?

Potrząsnął głową i obrócił się z uśmiechem ku szczerzącej się wesoło Ginny. Zaczęła tak ostatnio do niego mówić, ze względu na autorytet, jaki wyrobił sobie wśród członków GD. Zrobił kilka kroków w jej stronę i przeciągnął dłonią po jej jedwabistych włosach, ciągnąc żartobliwie za końce.

- Gin, wyglądasz na zmęczoną. Jak ci się ostatnio sypia?

Miała ciemne kręgi pod oczami i ostatnio była trochę marudna. Po trzech latach przyjaźni Harry świetnie wyczuwał jej nastroje. Tym razem to ona potrząsnęła głową.

- Nie najlepiej – powiedziała z żalem. – Koszmary. A że nie mogę przyjść i spać z tobą… - urwała bezsilnie i wzruszyła ramionami. Harry sięgnął po jej rękę.

- Przykro mi, Furio.

Zgodzili się, że spanie Ginny u Harry'ego w łóżku, skoro w tym samym pokoju jest Dean, będzie po prostu okrutne. Ale oboje cierpieli z powodu tego szlachetnego postanowienia. Dokładnie tak, jak Ginny potrzebowała Harry'ego, by odpędzał koszmary, tak i on potrzebował jej. W zeszłym roku spędzali razem przynajmniej jedną noc w tygodniu. W tym roku nie spędzili żadnej.

- Mi też – odpowiedziała niechętnie. – Ale czuję się nie w porządku, że o tym mówię. Czy to sprawia, że jestem złą dziewczyną?

- Nie. Po prostu… skonfliktowaną wewnętrznie. Nie ma nic złego w potrzebie porządnego snu w nocy. Poza tym za kilka tygodni Boże Narodzenie – dodał Harry, gdy oboje odwrócili się do pokoju, obserwując poczynania członków GD. – Dean jedzie do domu, prawda? Możesz wtedy spać ze mną, jeśli potrzebujesz.

Jej twarz rozjaśniła się.

- Racja! Dzięki Merlinowi!

Ginny nie uważała tego za zdradę. Ona i Harry sypiali już w jednym łóżku i z reguły ta prosta czynność wystarczała, żeby utrzymać koszmary na wodzy. I nie zamierzała spędzić Bożego Narodzenia walcząc z Tomem Riddle i wszystkimi przerażającymi wizjami, jakie postanowi na nią zesłać. A jeśli Dean się dowie i nie zrozumie, to go rzuci. Kiedy zaczęli ze sobą chodzić z zadowoleniem przyjęła jego szacunek dla jej niezależności. Jednak ostatnio wyglądało na to, że próbuje ją raczej… zwalczyć.


Wkrótce nadeszły ferie bożonarodzeniowe. Harry, Hermiona i Weasleyowie jako jedyni zostali w Wieży. Harry nie mógł się doczekać odpoczynku w ferie i zapomniał zupełnie, że Ginny będzie mogła spać w jego łóżku, aż nadeszła noc po tym, jak wszyscy pojechali do domu. Ginny obudziła go około drugiej w nocy i pomimo, że była blada i spocona, Harry usiadł na łóżku i gapił się na nią tępo.

Uśmiechnęła się do niego słabo, a on złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie na materac. Przetoczył się na nią i przygniótł ją, z radością zanurzając twarz w czerwieni jej włosów rozrzuconych na poduszce.

- Harry…

- Ciiii – uciszył ją pocałunkiem w ustach, którego starał się nie przeciągać. – Idź spać.

Odepchnęła go słabo.

- Harry, złaź ze mnie. Nie mogę spać, jak na mnie leżysz.

Sapnął obrażony, ale przesunął się trochę na bok. Wciąż leżał na niej, ale nie opierał na Ginny całej swojej wagi.

- Pozwól mi cię tulić – poprosił sennym głosem. – Tak długo nie mogłem… - urwał i Ginny westchnęła niezadowolona, słysząc jego głęboki oddech, oznaczający, że zasnął. Usiłowała się spod niego wysunąć, ale on tylko przyciągnął ją bliżej i schował twarz na jej szyi.

- Przestań się wiercić – wymamrotał i znowu zasnął.

Ginny westchnęła ciężko, zdziwiona, że udało jej się tak głęboko odetchnąć pod jego ciężarem i pogodziła się, że będzie musiała spędzić całą noc w tej pozycji. Wkrótce ogarnęła ją senność i nagle Harry przyciskający ją do materaca przestał być taki niewygodny. Miała tylko nadzieję, że nie zaślini jej szyi przez sen.

Harry obudził się, kiedy słońce przebiło się przez baldachim otaczający jego łóżko. Uniósł głowę ze swojej rudej poduszki i ku swojemu zaskoczeniu odkrył, że Ginny wciąż śpi pod nim. Jak przez mgłę pamiętał, że przyszła do jego łóżka poprzedniej nocy i był z tego powodu tak szczęśliwy, że przygniótł ją do łóżka, bojąc się, że zaraz zniknie.

Harry oparł się na łokciach po obu stronach jej ciała i spojrzał na nią w dół. Wyglądała na taką spokojną i zadowoloną leżąc w jego łóżku, jej wspaniałe włosy pokrywały jego poduszkę. Poczuł, że jego ciało reaguje na jej ciepłe ciało leżące pod nim i zdusił jęk. Musiał się przesunąć. Z reguły miał z tym problem, gdy budził się koło niej, ale zwykle udawało mu się to przed nią ukryć.

Zwalczył instynkt, by pchnąć biodrami w jej stronę, ale kiedy przesunęła się w jego kierunku i wyszeptała jego imię przez sen nie mógł się powstrzymać. Opuścił głowę i przyłożył otwarte usta do jej mostka. Językiem spróbował jej smaku, a jego usta drgnęły, choć nie chciał pozwolić im zawędrować nigdzie dalej. Nie powinien robić czegoś takiego czarodziejce innego gościa.

Wymruczał przekleństwo, oderwał się od niej i stoczył z Ginny po raz pierwszy od wielu godzin. Natychmiast poczuł zimno. Przysiadł na brzegu łóżka plecami do niej.

- Harry? – Ginny uniosła głowę z poduszki i popatrzyła na niego zaspana.

- Idź spać, Gin – powiedział, patrząc przez ramię. – Idę pod prysznic.

- Mhm – przeciągnęła się jak kot i obróciła na bok, wtulając w jego poduszkę i kuląc pod jego kocem. W nocy nie potrzebowała koca, bo on leżał na niej.

Szybko wziął prysznic i ubrał się tak cicho jak to możliwe. Skoro ostatnio nie spała dobrze, nie chciał jej budzić. Zamknął za sobą delikatnie drzwi i zszedł na dół na śniadanie.

Ginny przespała śniadanie, a kiedy przyszedł po nią, żeby wziąć ją na obiad, już jej nie było. Harry ciągle czuł się dziwnie z powodu tego, co stało się w nocy i rano, więc nie szukał jej specjalnie, póki nie okazało się, że nie pojawiła się też na kolacji. Wtedy westchnął zniecierpliwiony, złożył dwie kanapki i ruszył do Pokoju Życzeń.

Harry wszedł do Pokoju i od razu zobaczył Ginny w jej tradycyjnym czarnym dresie i sportowym biustonoszu ćwiczyła z workiem treningowym. Najwyraźniej trwało to już od dłuższego czasu, bo rozciągliwy materiał przesiąknął potem, a strużki wilgoci spływały jej po plecach i piersiach. Poprosił Pokój o stół i położył jedną kanapkę na talerzu, a drugą zjadł, nie przestając jej obserwować.

Coś ją dręczyło. Widział to po sposobie, w jaki uderzała worek. Nie dała po sobie poznać, że go zauważyła, ale nie sądził, żeby przegapiła jego wejście. Po kilku minutach wymierzyła ostatni cios, tym razem już bez takiego zaangażowania i worek zniknął. Nie spojrzała na niego od razu. Najpierw rozwiązała rękawice zębami, zmniejszyła je zaklęciem i schowała do leżącego opodal worka. Dopiero wtedy odwróciła się w jego stronę, wciąż ocierając twarz ręcznikiem.

- Dzięki – powiedziała, sięgając po leżącą na stole kanapkę.

Pozwolił jej przełknąć kilka kęsów w ciszy, a potem zapytał:

- Chcesz mi powiedzieć o co chodzi?

- Niespecjalnie – wzruszyła ramionami.

- Chcesz mi powiedzieć czemu zniknęłaś na cały dzień?

- Nie – odparła natychmiast.

- W porządku. Co chcesz porobić?

Skończyła kanapkę i otrzepała ręce z okruchów.

- Co powiesz na kolejny pojedynek?

Spojrzał na nią z namysłem.

- Nie jesteś zmęczona?

- Nie.

Wstała energicznie z krzesła i podeszła do swojej torby przy ścianie. Gdy wyciągała różdżkę, Pokój powiększył się, aż wyglądał jak sala spotkań GD. Harry poddał się. Wstał, zdjął sweter i ściągnął koszulę, zostając tylko w koszulce i dżinsach. Wyciągnął różdżkę i stanął jakieś dziesięć kroków od niej.

- Nie powiesz mi co jest grane, póki tego nie zrobimy, prawda?

Potrząsnęła głową.

- Może nawet wtedy nie.

- Aż tak źle?

Rzucił w nią słabym ogłuszaczem, tak na początek. Odpowiedziała zaklęciem łaskoczącym, którego z łatwością uniknął.

- Kolejny koszmar.

- Bardzo zły?

Spróbował zaklęcia rozbrajającego, ale nie włożył w nie wystarczająco mocy i zdołała utrzymać różdżkę w ręku.

- Ten sam co od kilku tygodni. W uproszczeniu: Voldemort zabija wszystkich.

Odpaliła serię zaklęć, które przyciągnęły jego uwagę i przyjacielski pojedynek nagle przekształcił się w ostrą walkę z użyciem dużej mocy magicznej, która wymagała maksymalnego skupienia.

Ginny wyraźnie się ożywiła, robiąc uniki i wypalając rzucając własne zaklęcia. Harry czuł, jak rośnie jego poziom adrenaliny, aż napięcie między nimi stało się niemal materialne. Niewypowiedziane uczucia i pragnienia trzaskały w powietrzu niczym elektryczność. Ten pojedynek zapewne nie był najlepszym pomysłem. Z reguły walczyli przed profesorem Dumbledore, dzięki któremu sytuacja nie wymykała się spod kontroli.

To dziewczyna Deana. To twoja najlepsza przyjaciółka, powtarzał Harry raz po raz w myślach, rzucając kolejne zaklęcia. W końcu trafił czarem potykającym i straciła równowagę. Zanim zdołał je zdjąć, wpadła na niego i oboje zwalili się na maty.

Ginny wylądowała na nim, dysząc ciężko. Przy każdym jej oddechu jej piersi ocierały się o jego ciało i niemal jęknął z rozkoszy. Oddychała ciężko nie schodząc z niego, a jej błyszczące oczy wbijały się w jego źrenice.

Harry nie potrafił oderwać wzroku, nie mógł się powstrzymać przed chwyceniem jej mocno za biodra i uniesieniem głowy. Ginny trzęsła się z wysiłku, usiłując się opanować, ale czuł, że dziewczyna przegrywa tę walkę. Nie był głupi i wiedział co znaczy ta jej mina, widział ją już wcześniej. Wypuściła z dłoni różdżkę, która z cichym dźwiękiem potoczyła się po podłodze, a jej palce wśliznęły się w jego włosy.

Niepewnie, jakby nie mogła się zdecydować, ale nie była w stanie powstrzymać, Ginny opuściła swoje wargi na jego. Ich otwarte usta spotkały się. Wargi dotknęły i zamarły. Odetchnęli, a Harry nie mógł powstrzymać swojego języka przed wysunięciem się odrobinę, tuż za próg swoich warg, by napotkać jej język. Leżała na nim z otwartymi ustami na jego ustach. Dotykali się czubkami języków. Leżeli tak w zawieszeniu na tym początkowym etapie pocałunku. Harry wiedział, że jeśli ona się poruszy, choć odrobinę, to rzuci ją na plecy i zacznie z całej siły ocierać się o nią biodrami, by pokazać jej, co ona z nim zrobiła.

Z bolesnym westchnieniem, które przypominało raczej szloch, Ginny przeciągnęła wargami po jego ustach i przesunęła się na jego szczękę. Jej zęby delikatnie podgryzały jego skórę. Zatrzymała się, nie ufając sobie na tyle, by ruszyć się bardziej.

Harry czuł jej usta na swojej szczęce. Każdy drobny ząb odczuwał jak pulsujący punkt na skórze. Czekał wstrzymując oddech, aż ona podejmie decyzję. Nie chciał być tym, który ruszy dalej. Pożądanie między nimi narastało od kilku lat. Wciąż wokół nich krążyło, przyciągając ich do siebie.

W końcu Ginny jęknęła i stoczyła się z Harry'ego. Upadła na plecy na matę i mruknęła pod nosem:

- Kurwa mać.

Właśnie, pomyślał Harry. Nie spojrzał na nią. Po prostu usiadł, oparł przedramiona na zgiętych kolanach i ukrył twarz w dłoniach. Nie rozmawiali.

W końcu Ginny odchrząknęła i powiedziała:

- Może nie powinniśmy już więcej pojedynkować się na osobności?

Harry potaknął, nie podnosząc głowy.

- Zgoda.

- Harry? Co ty…

- Daj mi chwilę – przerwał jej ochrypłym głosem. Usiłował zmusić swoje ciało, żeby wróciło do normalnego stanu. Z wysiłkiem opanował adrenalinę i zaczął znowu powtarzać swoją mantrę. Usiłował zapomnieć o czystym pożądaniu na twarzy Ginny, a zamiast tego wyobrazić sobie uśmiechniętego Deana Thomasa.

W końcu wstał i poprosił Pokój o szklankę wody, którą przełknął jednym haustem. Podszedł do miejsca, w które rzucił koszulę i sweter i poświęcił pełną uwagę ubraniu się. Zesztywniał, czując drobną dłoń na ramieniu.

- Niech cię, Ginny – powiedział, przeczesując dłonią włosy. – Masz pojęcie co ty czasem ze mną robisz? Jaką wywierasz presję?

Urażona zdjęła dłoń z jego ramienia.

- A co z presją, którą ty wywierasz na mnie? – spytała ostro. – Co to niby było dzisiaj rano? Myślałeś, że tego nie czułam?

Harry obrócił się z miną winowajcy.

- Przepraszam – powiedział zażenowany. – Myślałem, że śpisz.

- Bo spałam – odparła. – Póki nie poczułam jak liżesz… - urwała i przeciągnęła dłonią po twarzy. – Słuchaj, po prostu powiem to, o czym oboje myślimy i po prostu oszczędzę nam czasu – głęboki oddech. – Pociągasz mnie. Zawsze mnie pociągałeś. A chociaż jesteśmy tylko przyjaciółmi, to kiedy walczymy… no wiesz… to wszystko wypływa na wierzch. Pojedynkowanie się z tobą… - znowu urwała i potrząsnęła głową.

- Jest cholernie podniecające – dokończył za nią Harry.

- Właśnie – uśmiechnęła się z ulgą.

Postąpił krok w jej kierunku.

- Ginny, ty też mnie pociągasz. Nie sądzę, żeby robił z tego tajemnicę. Ale niech mnie szlag, jeśli wiem co z tym zrobić.

- Zrobić? – spojrzała na niego czujnie. – Dlaczego mielibyśmy coś z tym zrobić.

Harry zamarł.

- Nie myślisz, ze powinniśmy coś z tym zrobić? – spytał, gestykulując między nimi.

- Nie – odparła stanowczo.

- Nie?

- Nie.

- No, to jest najgłupsza rzecz, jaką w życiu słyszałem! – powiedział ze złością. – Nie można czegoś takiego zamieść po prostu pod dywan i udawać, że nie istnieje!

- Możemy – zaoponowała uparcie. – Musimy.

- Robimy to od trzech lat! –wrzasnął. – Ginny, to nie działa! To ciągle wraca! I będzie wracało, póki się z tym nie uporamy!

- I co mam ci na to odpowiedzieć? Jestem z Deanem i zależy mi na nim – skrzyżowała ręce na piersiach. – Przecież nie możemy się po prostu przelizać i liczyć, że pozbędziemy się tego napięcia.

Harry patrzył na nią, ale tak naprawdę nie wiedział co powiedzieć. Czy był gotowy poprosić ją, żeby rzuciła Deana i zaryzykowała, bo między nimi może być coś więcej niż przyjaźń? A co jeśli to nie wypali? Wtedy straci Ginny.

Harry walczył sam ze sobą. Jakaś jego część chciała o nią walczyć, walczyć o to, co, jak podejrzewał, mogło między nimi być. Było coś czającego się w głębi jego głowy, czego nie umiał zidentyfikować, a co, był tego pewien, jest tego wszystkiego przyczyną. Jednak inna część rozumiała, że Ginny i tak daje mu z siebie więcej niż komukolwiek innemu. Był z tym szczęśliwy, wiedząc, że Dean nigdy nie posiądzie jej całej.

- Masz rację – westchnął. – Nie chcę narażać naszej przyjaźni. Jesteś dla mnie wszystkim.

- Och, Harry, ja też – przełknęła ciężko ślinę. – Co jest z nami nie tak? Czemu ciągle to robimy?

Harry przezornie się nie odzywał. Wiedział, że między nimi jest coś więcej, ale był zbyt wielkim tchórzem, by przyznać to bez gwarancji, że ona odwzajemnia te uczucia.

Pomimo intensywności ich pojedynku i niemal-pocałunku po walce, Harry i Ginny szybko wrócili do starej rutyny. W głębi duszy Harry lamentował nad tym przez kilka dni, ale w końcu zrozumiał, że jeśli chce, by wszystko między nimi pozostało niezmienione, musi o tym zapomnieć i cieszyć się ze status quo.

Gdyby tylko wiedział jakie właściwie było to status quo. Byli przyjaciółmi? Tak. Kimś więcej? Może. Pociągali się wzajemnie? Tak. Zamierzali coś z tym zrobić? Nie.

To co mieli, było wystarczające. Prawda?

Ta cała sprawa była cholernie ciężka i Harry nie po raz pierwszy żałował, że nie ma przy nim Syriusza, z którym mógłby rozebrać to wszystko na czynniki pierwsze. Chętnie pogadałby o tym z Ronem, ale przecież to był jej brat. Niemal poszedł z tym do Hermiony, ale uznał, że to nie byłoby w porządku wobec Ginny.

Dwa tygodnie nocy bez koszmarów minęły jak z bicza strzelił. Pierwszej nocy po powrocie reszty uczniów Harry wszedł do zimnego i pustego łóżka. Tęsknił za Ginny Tęsknił za jej ciepłem, jej zapachem, uczuciem jej drobnego ciała tuż koło niego.

Ze złością usiadł i uderzył w poduszkę. Naprawdę musiał coś zmienić w swoim życiu… znaleźć dziewczynę… coś.


Ginny sprawdziła karty na ręce i starannie ukryła złośliwy uśmiech. Naprawdę, czasami to było zbyt łatwe. Zupełnie jak zabieranie dziecku czekoladowej żaby.

- Podbijam do dwóch – Ron wrzucił do puli na środku stołu dwa sykle i spojrzał pytająco na Seamusa.

- Widzę twoje dwa i podnoszę do – policzył coś szybko po cichu – pięciu.

Dean jęknął i rzucił karty na stół.

- Pas.

Lavender postukała w blat swoim idealnie polakierowanym paznokciem. Była niezłą pokerzystką, ale szybko się nudziła i z reguły kończyła bardzo wcześnie. Nuda sprawiała, że ryzykowała i albo wygrywała wielkie pule, albo widowiskowo odpadała.

Lavender również spasowała delikatnym westchnieniem i przyszła kolej Colina.

- Nie podoba mi się jej mina – powiedział, wskazując na Ginny.

- Moja? – spytała niewinnie Ginny. – Jaka znowu mina?

- Właśnie żadna – odparł. – I na tym polega problem. Wyglądasz zdecydowanie zbyt niewinnie. Pas.

Rzucił karty na stół i rozparł się na krześle.

Ginny wzruszyła ramionami i wszyscy spojrzeli na Harry'ego. Zorientował się, że to jego tura, więc przestał bawić się swoimi kartami i uniósł wzrok. Ginny poczuła znajome motyle w brzuchu, widząc błysk współzawodnictwa w jego oczach.

- To ja może powiem siedem? – rzucił łagodnie. Jego oczy na moment uciekły w stronę Ginny i luzacko rzucił siedem sykli. – I dorzucę jeszcze dziesięć – dodał, przesuwając kolejne monety na środek stołu.

Ron sapnął, spojrzał na swoje karty i z cierpiętniczym westchnieniem spasował. Seamus podążył w jego ślady, więc w grze pozostali tylko Harry i Ginny.

Wszyscy gracze jęknęli.

- Znowu? – poskarżyła się Lavender. – Dlaczego wszystko zawsze sprowadza się do tej dwójki? – spytała, wskazując na Harry'ego i Ginny.

- Tak już działa ten świat – wyjaśnił jej Seamus. – Wszystko kończy się na Harrym i Ginny… zwłaszcza poker.

- Będziemy tu siedzieli całą noc – burknął Ron. – Będą tak walczyli przez kilka godzin, a Ginny znowu skończy stawiając dom moich rodziców i wszystkie ciuchy na moim grzbiecie.

- Oj, proszę cię, Ron – żachnęła się Ginny. – Miałam wtedy sześć lat. A poza tym chyba pamiętasz, ze wygrałam tamtą rękę?

Harry przekręcił się na siedzeniu, by siąść z nią twarzą w twarz.

- Twoja kolej, Furio.

Starannie utrzymując na twarzy wyraz obojętności, Ginny odliczyła ze swojego stosika dziesięć sykli i wyrównała zakład Harry'ego. Przyjrzała mu się uważnie. Był już prawie tak dobry jak ona, ale wciąż mogła go rozgryźć po kilku zachowaniach. Jeśli blefował, z reguł co chwilę brał łyk Piwa Kremowego. Jeśli miał naprawdę mocną rękę, patrzył beznamiętnie na osobę po prawej.

Czekała, aż wreszcie weźmie łyk, albo zerknie na Colina. Jednak nie robił ani jednego ani drugiego. Nie miała pojęcia, co on może mieć na ręce. W myślach wzruszyła ramionami i wrzuciła do puli dwa galeony.

- Usiłujesz mi tu blefować, Furio? – Harry wyrównał jej zakład i dorzucił kolejne pięć galeonów. Uniosła brew, widząc ostre podbicie stawki, ale poza tym nie dała po sobie poznać emocji.

- Może – odparła.

- To może zacznijmy coś ciekawego?

Ginny dorzuciła do puli kolejne osiem galeonów.

- Czy to dla ciebie wystarczająco ciekawe?

Harry wyrównał jej zakład. Nadszedł czas na pokazanie kart, ale chciał wnieść jeszcze jeden zakład.

- Jeśli wygram, musisz nauczyć mnie tego zaklęcia, które poznałaś od Freda i George'a tego lata i które trzymasz w takiej tajemnicy.

Fred i George byli bardzo zagadkowi w tej sprawie, a odkąd Harry dowiedział się, że kazali Ginny zaprzysiąc tajemnicę, bardzo chciał się dowiedzieć co to za czar. Spojrzała na niego przebiegle, nie opuszczając wzroku na swoje karty.

- W porządku – zgodziła się. – Ale jeśli ja wygram, będziesz musiał chodzić na lekcje w damskim mundurku przez cały następny tydzień.

Chłopaki krzyknęli z aprobatą, a Lavender zachichotała.

- Harry, mam świetną wstążkę do włosów, która będzie ci znakomicie pasować pod kolor oczu.

Zignorował ją i spojrzał ponuro na Ginny.

- Nie możemy się o to założyć. Dostanę szlaban.

Wzruszyła ramionami.

- Skoro się boisz…

Zmrużył oczy.

- Wiem co próbujesz zrobić. To nie zadziała.

- Więc nie zgadzasz się na taki zakład?

- Nie – odpowiedział uparcie. – Wybierz coś innego.

- Dobra – uśmiechnęła się złowrogo. – W porządku, jeśli przegrasz, będę mogła obciąć ci włosy.

- Chcesz mi obciąć włosy? – spojrzał na nią z powątpiewaniem, choć Ginny dojrzałą, że czaiła się tam również odrobina podejrzliwości.

Skinęła głową.

- Wiem, że to pewnie jakaś sztuczka… ale zgoda.

Położył na stole karty i Seamus gwizdnął przeciągle.

- Rany, kolor.*

Ginny wyprostowała się na krześle i zrobiła zbolałą minę.

- Świetna ręka, Harry – na jej twarz powoli wpłynął szeroki, złośliwy uśmiech. – Słowo daję, to boli mnie bardziej niż zaboli ciebie.

Ginny wyłożyła swoje karty na stół jedna po drugiej. Kiedy skończyła, na blacie leżał poker królewski.*

Harry wyrzucił z siebie imponującą wiązankę przekleństw, a Ginny wstała i ukłoniła się kilka razy wiwatującym Gryfonom.

- Hermiono! – zawołała. – Skocz po nożyczki!

Następnego ranka wchodzącego do Wielkiej Sali Harry'ego powitały żarty i wiwaty kolegów i koleżanek. Ginny zrobiła coś więcej niż tylko obcięcie włosów. Ogoliła go na jeża, ufarbowała na blond, a potem magicznie wycięła swoje imię na potylicy.

Ginny machała mu wesoło, podczas gdy wielbiciele podziwiali nową fryzurę Harry'ego. Usiadła przy stole obok nachmurzonego Pottera i z przyjaznym uśmiechem pogłaskała go po krótkich włosach.

- Przestań – syknął, odsuwając się od niej. – Zemszczę się za to, Furio.

- Oj, daj spokój – powiedziała, sięgając po jajka. – Przegrałeś, a ja wygrałam, wszystko uczciwie. Poza tym chciałam tam napisać „Ginny Weasley jest najlepszą pokerzystką", ale masz na to za małą głowę. To ja powinnam być niezadowolona.

- Farbowanie i wycinanie swojego imienia na mojej głowie nie było częścią zakładu – rzucił przez zaciśnięte zęby.

- Licencja poetycka – odparła z godnością. – Masz, poczęstuj się jajkami.

Zgarnęła trochę na jego talerz i dołożyła bekon.

Harry jadł ponuro jajka i bekon, ignorując chichot Rona. Nie nawykł do tak gołej głowy i było mu trochę zimno. Poskarżyłby się też i na to, ale wolał nie wiedzieć co wtedy Ginny by wymyśliła.

Triumf Ginny nad Harrym nie trwał długo. Jego włosy odrosły praktycznie w jedną noc, pozostawiając jedynie jasne końcówki na końcach rozczochranej czarnej grzywy. Zastanawiał się nad zemstą, ale uznał, że pokaże, że umie przegrywać i zostawił sprawę w spokoju.


- Potrzebuję dziewczyny – oznajmił Harry pewnego wieczoru. Razem z Ginny pracowali nad lekcjami GD na najbliższy miesiąc. Musieli przekazywać je Dumbledore'owi ze sporym wyprzedzeniem.

- Że co? – spytała Ginny, odrywając się od rysowanego przez nią wykresu.

- Potrzebuję kogoś do całowania, a ty jesteś niedostępna – wyjaśnił bezpośrednio. – Potrzebuję kogoś, z kim mógłbym chodzić. Jak na razie jestem żałosny.

- Wiem – odpowiedziała, a w kącikach jej ust pojawił się cień uśmiechu. – Ale chyba powinieneś z kimś chodzić, bo ją lubisz, a nie dlatego, że potrzeba ci kogoś do całowania? Chociaż z drugiej strony – dodała po chwili namysłu – jeśli chodzi ci tylko o całowanie to znalazłoby się sporo dziewczyn, które chętnie…

- Nie – przerwał jej szybko. – Nie chcę takiej dziewczyny. Chcę czegoś bardziej poważnego.

- W porządku – powiedziała krótko. – Jakiej chcesz dziewczyny?

Takiej jak ty, pomyślał. Na głos jednak powiedział:

- Kurczę, Ginny, sam nie wiem. Chcę kogoś, z kim będę mógł porozmawiać, kogoś kto będzie ze mną dla mnie, a nie tego całego gówna z Chłopcem, Który Przeżył.

Ginny zastanowiła się.

- Więc pewnie Gryfonka… - urwała.

Szczerze mówiąc nie chciała o tym rozmawiać z Harrym. Nie miała prawa tak się czuć, w końcu była z Deanem i czuła się jak kompletna sucz, że w ogóle tak myślała. Harry był jej najlepszym przyjacielem i nie chciała tego wystawiać na szwank, ale jednak myśl o Harrym chodzącym z inną dziewczyną sprawiała, że dziwnie ściskało ją w dołku.

Westchnęła w myślach i przyznała się sama przed sobą do czegoś, co podświadomie już od dawna wiedziała: było między nimi coś więcej niż tylko przyjaźń. Nie miała pojęcia jak daleko mogłoby to zajść, ani ochoty, żeby to wyznawać. Ale zawsze gdzieś tam było, czając się w cieniu. Gdyby Tom nie odwiedzał tak często jej snów, żeby pokazać jej co może zrobić z Harrym, byłaby nawet skłonna zbadać tę kwestię nieco dokładniej.

Tak naprawdę Harry był dla niej kimś więcej niż przyjacielem już od dawna. Ginny nie była głupia, nawet jeśli udawała naiwną w tych sprawach. Wiedziała, że miedzy nimi jest coś głębszego od tego lata po śmierci Syriusza. Ale trzymała to w tajemnicy i nigdy nie dała żadnego znaku, że zdaje sobie z tego sprawę. Ta wiedza spłynęła na nią niespodziewanie w pewnej chwili słodkiego olśnienia, tego samego ranka, gdy jej matka przyłapała ich razem w łóżku. Była na boisku quidditcha, wyrywając za karę trawę wokół bramek. Ale ten moment olśnienia natychmiast zrujnowało nagłe przebudzenie Toma w jej wnętrzu. Chwycił jej umysł i duszę z taką mocą, że krzyknęła przerażona i padła na ziemię. Leżała tak z rozrzuconymi rękami i szeroko otwartymi oczami wbitymi w niebo i dyszała ciężko, podczas gdy Tom syczał do niej. Groził Harry'emu, jej przyjaciołom i rodzinie, wszystkim, których kiedykolwiek kochała, ale przede wszystkim Harry'emu. Ból płynący z tego wspomnienia zalał ją teraz świeżą falą i obiecała sobie, że będzie chronić Harry'ego przed wszystkim… a zwłaszcza przed nią.

Harry upuścił pióro na podłogę, a gdy się po nie schylił, Ginny wykorzystała kilka bezcennych sekund, by przymknąć oczy w geście rozpaczy. Kiedy wyprostował się, na jej twarzy widniał uśmiech. Miała nadzieję, że nie zdoła jej przejrzeć.


Ginny usiłowała nie krzywić się, gdy jej chłopak złapał ją za rękę. Nie żeby miała coś przeciwko trzymaniu się za ręce, to raczej sposób, w jaki ją trzymał irytował dziewczynę. Złapał jej drobną dłoń i zamknął w swojej wielkiej ręce, a Ginny nie mogła się powstrzymać przed porównaniem tego ze sposobem, w jaki Harry brał ją za rękę. Kiedy jej najlepszy przyjaciel to robił, trzymał ją spokojnie i pewnie, zawsze splatając jej palce ze swoimi, aby dzielić równo intymność. Dean trzymał ją, jakby lada moment miała od niego uciec. Czuła się przy tym jak w pułapce.

Ostatnio Ginny coraz częściej porównywała Deana z Harrym. To jak głaskał ją po włosach, ale bez tego szacunku, który demonstrował Harry. Błysk w jego oku, kiedy był zły lub podniecony nigdy nie był tak seksowny jak u Harry'ego. Nigdy się z nią nie kłócił i ustępował jej, nawet kiedy zachowywała się jak osioł. Kiedy ją całował było miło, ale jego usta nigdy nie sprawiały, że uginały jej się nogi ani nie wywoływały walenia serca tak jak w zeszłym roku, gdy szaleńczo rzucili się na siebie z Harrym na Grimmauld Place.

Ginny wiedziała, ze ma problem. Za każdym razem, gdy Dean ją całował, przed oczami stawała jej ta chwila w święta, kiedy niemal pocałowała Harry'ego po ich pojedynku w Pokoju Życzeń. Co gorsza, ostatnio regularnie walczyli jako zespół przeciwko Dumbledore'owi. Ginny wydawało się, że to jak poruszają się razem przeciwko wspólnemu przeciwnikowi, jest zapowiedzią tego, jaki byłby seks między nimi. Przewidywali swoje ruchy i płynnie się uzupełniali, aż wreszcie Ginny dyszała ciężko, ale nie z powodu wysiłku fizycznego podczas pojedynku. Wiele razy po zakończeniu walki Harry pospiesznie wychodził z Pokoju, zostawiając za sobą ciężko dyszącą Ginny, która patrzyła z zażenowaniem na dyrektora. Ich mentor nigdy nie uczynił żadnej uwagi na temat ewidentnego napięcia w pomieszczeniu, ale jego oczy błyskały wesoło.

Pewnego razu Harry stracił odrobinę kontroli. Dumbledore wyszedł natychmiast po skończonej walce, a Ginny ocierała ręcznikiem pot z twarzy, kiedy Harry z wściekłym warknięciem cisnął swoim ręcznikiem o podłogę. Podszedł do niej gwałtownie, złapał ją w talii i z ni to jękiem ni to warknięciem przywarł ustami do jej szyi. Zassał między zęby delikatną skórę na tyle mocno, by został ślad, a kiedy Ginny poczuła, że jej zdradzieckie kolana znowu się pod nią uginają, odepchnął ją ze złością i pospiesznie wyszedł z Pokoju.

Ginny musiała zakryć zrobioną przez niego malinkę zaklęciem maskującym. Nie rozmawiali o tym co się stało, ale następnego dnia po przebudzeniu Ginny znalazła na swojej poduszce pojedynczą białą różę. To były jego przeprosiny, a ona przyjęła je bez wahania. Wiedziała, że powinna się na niego zezłościć, ale że jej samej tak bardzo podobała się ta chwila, ukarała się, wybaczając mu szybko.

Oczywiście rozumiała co się z nią dzieje. Musiała, żeby walczyć z narastającym w niej pożądaniem do swojego najlepszego przyjaciela. Poza oczywistymi kwestiami jej koszmary o Tomie dały jej jasno do zrozumienia, że Riddle nie aprobuje takich uczuć.

Kiedy nie pojedynkowali się, Ginny mogła się cieszyć ich przyjaźnią. Znacznie łatwiej uciekać od swoich uczuć, niż walczyć z narastającym napięciem seksualnym, które jedynie zaciemniało obraz.

Harry, który wciąż z determinacją szukał dziewczyny, zdążył już porozmawiać z każdą dziewczyną w Hogwarcie od piątego roku wzwyż. Szukał, jak sam twierdził, kobiety idealnej. Nie miał w tym jednak szczęścia i zniechęciło go to na tyle, że na ich ostatni wypad do Hogsmeade w tym roku zaprosił Parvati Patil. Ginny wzdrygnęła się, gdy jej o tym powiedział. Co prawda przykleiła sobie na usta szeroki uśmiech, ale była pewna, że ją przejrzał.

W miarę upływu czasu jej koszmary zmieniły się. Śniła coraz więcej o Komnacie Tajemnic i powoli zaczęło w niej narastać pragnienie, by zobaczyć miejsce, gdzie straciła tak wiele. To żenujące, że wciąż miała koszmary na temat czegoś, co stało się cztery lata wcześniej i choć wiedziała, że zawsze będzie śniła o opętującym ją Tomie Riddle, miła nadzieję, że wizyta w Komnacie Tajemnic może ukoić część jej innych koszmarów.

- Myślałeś kiedyś, żeby wrócić do Komnaty Tajemnic? – spytała Harry'ego pewnego późnego wieczoru, gdy siedzieli razem w pokoju wspólnym. Oboje nie mogli spać i zeszli na dół w tym samym czasie.

Harry delikatnie pogładził ją po głowie. Zwinęła się w kłębek na kanapie przy jego boku, wsuwając nogi pod siebie. Był wobec niej znacznie bardziej czuły, gdy Deana nie było w pobliżu. Zresztą nie tylko on, ona zachowywała się podobnie. Starała się czuć, że robi coś niewłaściwego, ale to było niemożliwe, bo oboje z Harrym tak bardzo do siebie przywykli.

- Nie – odpowiedział w końcu. – Nie myślałem. Mam o tym koszmary, ale nigdy nie myślałem, żeby tam wrócić.

Przez dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu i Ginny poczuła, że opadają jej powieki. Ciepło twardej piersi Harry'ego pod policzkiem i poczucie bezpieczeństwa, jakie dawało jej owinięte wokół niej jego ramię usypiały ją.

- Chwila moment, a ty o tym myślisz? – spytał Harry, nagle bardziej rozbudzony niż kilka chwil wcześniej.

Ziewnęła.

- Jasne. Zastanawiałam się, czy zobaczenie jej jeszcze raz nie odpędzi części koszmarów.

Objął ją mocniej.

- Ginny, obiecaj mi, że tam nie zejdziesz. Tam jest… niebezpiecznie i przerażająco i jestem prawie pewny, że tylko pogorszy koszmary.

Roześmiała się.

- Nie obiecam ci tego, Harry. Co ty myślisz? Że jesteś moją matką?

Harry złapał ją za przedramiona i uniósł z pozycji półleżącej, żeby popatrzeć jej w oczy.

- Jestem kimś, komu bardzo na tobie zależy – powiedział z naciskiem. – I nie chcę, żebyś zrobiła sobie krzywdę schodząc tam. Nie warto. Nic tam dla ciebie nie ma.

- Widzę to przeklęte miejsce w moich snach dwa albo trzy razy w tygodniu – wyjaśniła cicho. – Jeśli zobaczenie go jeszcze raz pozwoli mi się pozbyć tych wspomnień…

- Nie pozwoli – przerwał jej stanowczo Harry. – Nie może.

- Skąd wiesz.

- Po prostu wiem – odpowiedział bezradnie. – Ginny, proszę.

Potrząsnęła głową i wstała.

- Nie mogę ci nic obiecać. Nie planuję zrobić tego teraz, a może nigdy tego nie zrobię. Ale dla pozbycia się tych koszmarów jestem w stanie zrobić prawie wszystko.

- Więc zabierz mnie ze sobą – zażądał, nie wstając z kanapy.

Ginny zrobiła krok w tył.

- Uważam, że to coś, co powinnam zrobić sama – powiedziała ostrożnie.

- Ginny – rzekł ostro. – Nie możesz sama zejść na dół!

Westchnęła i odwróciła wzrok, zbierając myśli.

- Dobrze – powiedziała w końcu, patrząc na niego. – Powiem ci zanim tam pójdę. Słowo.

Harry wydawał się uspokojony tym zapewnieniem. Ucałowała go delikatnie w policzek i poszła do łóżka.


Czy to dlatego, ze nie chciał tego zaakceptować czy też faktycznie zapomniał całą rozmowę, pomysł Ginny na odwiedzenie Komnaty Tajemnic w końcu wyleciał Harry'emu z głowy. Nadchodziła jego randka z Parvati i nie wiedział co myśleć o tym, że czuł się bardziej zaniepokojony niż podekscytowany. Czy faceci nie powinni cieszyć się z randek?

- Dlaczego ją zaprosiłeś, skoro nie chcesz iść? – spytał rozsądnie Ron.

Harry jedynie wzruszył ramionami.

- Nie chichocze za dużo i jest w miarę inteligentna.

- I nie wygląda najgorzej – dodał Ron.

- Tak – przyznał ponuro Harry. – Ma w sobie egzotyczną urodę. Tylko…

- Tylko co? – spytał chytrze Ron. Usiadł na swoim łóżku twarzą do Harry'ego.

- Nie do końca jest w moim typie – powiedział Harry.

- Wolisz rudowłose, co? – Ron uniósł brew, a Harry spojrzał na niego spode łba.

- Co to niby miało znaczyć?

Tym razem Ron wzruszył ramionami.

- Wydawało mi się, że to dość oczywiste.

Wstał i pstryknął Harry'ego w ucho, nim wyszedł z pokoju.

Harry został na łóżku, żałując, że Ron gada zagadkami. Wyglądało na to, że rzucał jakąś aluzję do Ginny, ale jeśli chciał zasugerować, że jego siostra powinna zacząć chodzić z Harrym, mógłby powiedzieć to wprost, a nie owijać w bawełnę.

Harry westchnął, wstał z łóżka i ruszył po schodach. Czas zabrać Parvati do Hogsmeade.


Okazało się, że randka nie była taka zła. Parvati strasznie się stresowała i Harry'emu ciężko było z niej wyciągnąć co właściwie chciałaby robić w wiosce, ale jako że nie skończyło się na oskarżeniach o zdradzanie jej z Hermioną, Harry uznał randkę za sukces. Pożegnali się niezręcznie w Hallu Wejściowym i Parvati poszła do biblioteki, gdzie umówiła się z przyjaciółmi.

Kiedy Harry wrócił do Wieży Gryffindora, ku swemu zdumieniu ujrzał Ginny i Deana, którzy kłócili się głośno w pokoju wspólnym.

- Wcale nie! – mówiła zapalczywie Ginny. – Nie miałam tego na myśli w ten sposób.

- To w takim razie co to znaczyło? – spytał ostro Dean.

Ginny zacisnęła zęby.

- Nie twój interes.

- Rozumiem – odpowiedział ponuro. – To kiedy postanowisz mi powiedzieć, czemu moja dziewczyna mówi przez sen imię innego gościa, daj mi znać.

Odwrócił się i ze złością wszedł po schodach.

- Ginny? – Harry popatrzył na nią wstrząśnięty. – o czym on mówi? Czyje imię powiedziałaś?

Ginny uniosła ręce i wybuchła:

- Nie pochlebiaj sobie, Potter!

Popędziła na górę i nie schodziła cały wieczór.

Następnego dnia, kiedy zmiotła go na treningu z Dumbledorem, Harry wiedział, że wciąż jest zła z powodu kłótni z Deanem. Nie siedziała przy swoim chłopaku na śniadaniu, a choć Harry siedział przy niej, udawała, że wszystko jest w porządku.

Jednak zdradzała ją złość i moc, którą wkładała w pojedynek. Kiedy było po wszystkim wypadła z sali zanim Harry zdążył zapytać co ją gnębi. Obrócił się do dyrektora i rzucił przepraszająco:

- Chyba miała kiepski tydzień.

- Naprawdę? – Dumbledore uniósł pytająco brwi.

- Eee… pokłóciła się z Deanem – Harry nie był pewien czy powinien o tym mówić nauczycielowi. – Ale nie wiem o co.

Dumbledore skinął głową i podszedł do Harry'ego, wyczarowując po drodze ręcznik. Wręczył go chłopakowi, który przyjął go z wdzięcznością i wytarł pot z karku i twarzy.

- Harry – odezwał się nagle Dumbledore. – Dam ci radę. Normalnie nigdy nie ośmieliłbym się wtrącać w ten sposób w czyjeś życie, ale ty i Ginny wydajecie się tak ślepi na prawdę, że nie mogę dłużej siedzieć cicho z czystym sumieniem.

Stanął przed Harrym i ojcowskim gestem położył mu rękę na ramieniu.

- Proszę, wysłuchaj co mam do powiedzenia. Dobre czy złe, straszne lub nie, trudne czy łatwe, to, co jest między tobą i Ginny zdarza się tylko raz w życiu… a czasem wcale. Jeśli nie zbierzesz się w sobie, by zrobić coś tymi uczuciami, z którymi się zmagasz, będziesz tego żałował przez resztę życia.

- O czym pan mówi? – spytał zaskoczony Harry.

- Mówię, że jeśli jest w życiu coś, dla czego warto ryzykować, to jest to miłość. Harry, podejmij ten wysiłek. Już czas.

Poklepał chłopaka po ramieniu i wyszedł. Harry gapił się za nim z rozdziawionymi ustami.

Harry nie miał czasu na zastanawianie się nad słowami Dumbledore'a, choć nie umknęło jego uwagi, że Ron i Dumbledore czynili tylko mgliste aluzje, a żaden z nich nie był skłonny powiedzieć o tym wprost. Było to co najmniej wkurzające. Harry odsunął to jednak na później.

Egzaminy zbliżały się błyskawicznie i Hermiona przygotowała bardzo wyczerpujący plan powtórek dla siebie, Harry'ego i Rona. Po sześciu latach Harry wiedział, że wbrew pozorom jej plany pomagały.

W pewnym momencie Harry'emu przyszło do głowy, że mieli już maj, a Voldemorta ani widu ani słychu. Dumbledore uważał, że to dlatego, że Harry i Ginny zadali mu ciężkie obrażenia, gdy wyrzucili go ze swoich umysłów. Ale przecież miało to miejsce prawie rok temu i na pewno Voldemort doszedł już do siebie? W miarę jak zbliżał się koniec roku szkolnego, Harry czuł coraz większy niepokój. Nienawidził tak po prostu czekać na Voldemorta. Nauczył się nie lekceważyć mrocznego czarodzieja. Wiedział, że ten zawsze ma jakiś plan.

Ginny i Dean dalej nie rozmawiali ze sobą. W końcu pewnego wieczoru ostra szeptana rozmowa w rogu pokoju wspólnego rozstrzygnęła sprawę.

Dean najwyraźniej miał dosyć. Przez godzinę ignorował Ginny, powtarzając do egzaminów, ale w końcu odrzucił zniecierpliwiony swoje książki, pomaszerował do miejsca w którym siedziała Ginny i usiadł obok niej.

Ron zesztywniał, gdy Dean zbliżył się do Ginny i syknął:

- Niech nawet nie próbuje znowu na nią wrzeszczeć.

- A co się w ogóle wtedy stało? – spytał Harry.

Ron spojrzał na niego dziwnie.

- Co ty, nie wiesz? Ginny ci nie powiedziała?

- Nie, nie powiedziała – odparł niecierpliwie Harry. – Co się między nimi stało.

Hermiona wyglądała na zaniepokojoną.

- Chyba nie powinniśmy…

- Powiedziała przez sen twoje imię – przerwał jej Ron. Hermiona spojrzała na niego z przyganą, ale on kontynuował: - Drzemała na kanapie i zaczęła mamrotać twoje imię.

Harry był zdumiony, ale nie wiedział czy to dlatego, że Ginny mamrotała jego imię czy dlatego, że Ron wiedział o Ginny coś, czego nie wiedział Harry.

- Powiedziała ci to?

- Jasne, że nie – machnął ręką Ron. – Powiedziała Hermionie.

- A ja powiedziałam ci w zaufaniu – szepnęła rozzłoszczona Hermiona. – Miałeś nikomu nie mówić!

- ŚNI MI SIĘ ŚMIERĆ, DOBRA? – Ginny zerwała się z kanapy i wrzeszczała na Deana. – To właśnie chciałeś usłyszeć?! To nie są sny, to jebane koszmary! I Harry ginie w każdym z nich! Dlatego powiedziałam jego imię. To nie było romantyczne. Błagałam Voldemorta, żeby go nie zabijał!

Dean gapił się na nią w szoku. Harry, Ron i Hermiona patrzyli, jak na jego twarz wpływa wyraz zrozumienia, który wkrótce zastąpił żal. Usiłował wyjąkać przeprosiny:

- Ginny… tak strasznie… proszę…

Ginny wyprostowała się i popatrzyła na niego z niechęcią.

- Koniec z nami. Nie mogę być z kimś, kto mi nie ufa.

Odwróciła się na pięcie i weszła na schody do dormitoriów dziewcząt.

- Ginny! – Dean wydał z siebie desperacki okrzyk. Nie odwróciła się, więc opadł z frustracją na poduszki.

Harry, tak jak reszta Wieży Gryffindora, patrzył za odchodzącą dziewczyną i zastanawiał się czy Dean wie co właściwie od niego odeszło.


Słowniczek:

Kolor – układ kart w pokerze, w którym wszystkie pięć kart jest tego samego koloru (mówimy o kierach, karach, pikach i treflach, nie o czarnym i czerwonym), ale nie tworzą jednego ciągu. Jest to czwarty najwyższy układ w pokerze po, kolejno, pokerze, karecie (zwanej też czwórką) i fullu. W klasycznym pięciokartowym pokerze (a w takiego zdaje się grają) prawdopodobieństwo takiego układu wynosi niecałe 0,2%, czyli występuje niespełna dwa razy na tysiąc rozdań. Prawdopodobieństwo, że jakiś inny układ będzie wyższy wynosi ok. 0,17% (dokładna wartość zależy od tego, co dokładnie Harry miał na ręku).

Poker królewski – najwyższy układ kart w pokerze. Poker to pięć kart tego samego koloru ułożonych w kolejności (np. 2-3-4-5-6 albo 8-9-10-walet-dama). Poker królewski to odmiana pokera, w której występują 10-walet-dama-król-as. Jest to absolutnie najwyższy możliwy układ. Są tylko takie cztery na 2 598 960 możliwych kombinacji. Prawdopodobieństwo takiego układu to 0,00015% czyli wystąpi on 15 razy na dziesięć milionów rozdań albo niespełna dwa razy na milion. Prawdopodobieństwo wystąpienia w jednym rozdaniu koloru i pokera królewskiego jest tak absurdalnie małe, że nawet nie chce mi się liczyć ;)


W następnym rozdziale:

- Harry i Hermiona rozmawiają o miłości
- Ginny schodzi do Komnaty Tajemnic