Jak to wszystko nie powinno się skończyć

Inspiracja ostatnią ze scen.

- Nie, nie żegnaj się ze mną – wyszeptał zrozpaczony Merlin, głosem który był przepełniony bólem.

Wpatrywał się w błękitne niczym bezchmurne niebo oczy Artura, zasnute teraz delikatna mgiełką. Był niesamowicie blady, jego alabastrowa skóra kontrastowała z głębokim szkarłatem stroju rycerza Camelotu. Kosmyki lekko brudnych włosów opadały mu na spocone czoło, by po chwili odgarniał je młody czarodziej. Nienawidził swojej bezradności. Każda chwila, która przybliżała króla do śmierci kosztowała Merlina niewyobrażalną dawkę bólu. Każde uderzenie jego serca pompowało wraz z krwią rozlewającą się po całym ciele gorycz.

- Po prostu mnie przytrzymaj… proszę – wychrypiał cicho blondyn, poruszając spierzchniętymi wargami. – Jest coś, co chciałbym ci powiedzieć…coś, czego jeszcze nigdy nie powiedziałem – mówił urwanymi zdaniami, ponieważ artykułowanie jakichkolwiek wyrazów w tym stanie musiało być niewyobrażalnie trudne.

Głęboko odetchnął, jakby zbierał się w sobie, a jego ciepły oddech owinął szyję Merlina, sprawiając, że tamten zadrżał. Kolejna łza spłynęła po jego policzku.

- Tak naprawdę wcześniej myślałem, że coś ukrywasz… coś jak magia – Każde słowo mogło być jego ostatnim, więc próbował jak najbardziej skrócić swoją wypowiedź. – Nie przeszkadza mi to, wręcz jestem dumny… i dziękuję. Za to, co zrobiłeś dla Camelotu….

- Beze mnie też byś sobie poradził.

- Być może – Na ustach króla pojawił się delikatny uśmiech. – Dziękuję za to, co… zrobiłeś dla mnie. Ja.. kocham cię, Merlinie.

Brunet nie zrozumiał tych słów. Zwyczajnie do niego nie dotarły. Być może rozpacz przysłoniła mu logiczne myślenie. Jednak ta szczerość i determinacja w błękitnych oczach wszystko mówiły. Poczuł delikatny uścisk ręki na karku, ktoś wplątał palce w jego włosy i przyciągnął go do pocałunku.

- Ja ciebie też – wyszeptał prosto do ust Artura, zanim ich wargi się spotkały.