Cyprian Roderigo von Krystal nie mógł jeszcze narzekać na ból gardła, wiedział jednak że niedługo się zacznie. Już coś go lekko drapało a minęły zaledwie cztery godziny. Von Krystal popijał sobie co chwilę sok truskawkowy ze złotego kubka tym razem nie wyławiając zanurzonych na dnie ćwiartek truskawek bo nie było na to czasu. Sok miał miód w środku i to pomagało na gardło. Pomimo wieloletniego doświadczenia w tej pracy nadal nie udało mu się uniknąć przykrego drapania i zaczerwienień na uroczystościach tak dużej skali. Von Krystal wprawnym ruchem odstawił kubek na przykryty bardzo grubym obrusem mały stolik. Musiał ukradkiem popatrzeć na listę gości jednocześnie uważając żeby wycelować dnem kubka dokładnie pomiędzy wazon z kwiatami a usztywnioną podstawkę do której przymocowano listę.

- Jej Wysokość Księżniczka Kochab, władczyni gwiazdy Beta Ursae Minoris! – zagrzmiał postępując pół kroku wprzód. Drobna, dostojna kobieta w wieku około lat tysiąca pięciuset zbliżyła się, przeszła obok nawet na niego nie patrząc i powolnym krokiem zaczęła schodzić w dół po schodach wyściełanych złotym, mięciutkim materiałem. Kiedy schodziła, jej suknia jeszcze długo ciągnęła się za nią.

W tym momencie von Krystal wziął głębszy oddech.

- Jego Wysokość Książę Keid, władca gwiazdy Beta Ursae Minoris, Hrabina Księżyca Jonnata, Hrabina Księżyca Tien Kuan, Hrabia Księżyca Leo von Gollen, Księżna Tyl Epsilon Draconis wraz z córką Księżniczką Anną oraz synem Henrykiem. Najwyższy Dowódca Gwardii Honorowej Beta Ursae Minoris Johann von Gollen, Generał Wojsk Koronnych Beta Ursae Minoris Nair Al Saif. – Cyprian Roderigo Von Krystal wypowiedział wszystkie te imiona idealnie według listy, spojrzawszy na nią przecież jedynie przelotnie.

Goście dokładnie w wymienionej kolejności zeszli dostojnie w dół, do głównej Sali Bankietowej. Na razie korytarz z którego nadeszli pozostawał pusty, więc von Krystal sięgnął znów po złoty kubek.

- Jak tam, Cyprianie? - odezwał się głos tuż przy nim – Wszystko idzie w porządku?

Von Krystal od razu odłożył na wpół podniesione naczynie, wyprostował się i pochylił wprzód z szacunkiem.

- Tak jest, Wasza Wysokość, wszystko przebiega jak najlepiej. Pozwolę sobie zauważyć, że formalności dotyczące przybywania gości zostają przeprowadzone z podziwu godnym taktem i wyczuciem czasu, zupełnie nikt nie musiał oczekiwać przed zaanonsowaniem.

- Wspaniale – powiedziała Królowa Serenity z zadowoleniem. Zawsze pilnowała osobiście organizacji wydarzeń tak ważnych jak przyjęcie z okazji osiągnięcia pełnoletniości przez jej córkę Sophie. Wystawny bankiet miał przede wszystkim wzmocnić więzy pokojowe łączące poszczególne królestwa w całej Galaktyce. Królowa Anastazja Serenity, władczyni Srebrnego Księżyca przedkładała utrzymanie i pielęgnowanie dobrych relacji między sąsiadami ponad wszystko inne. Von Krystal był ogromnie dumny z tego, że należy do jej bliższej świty do tego stopnia, że Królowa przychodzi z nim porozmawiać. I to nie raz. Był profesjonalistą w swoim fachu, ale najważniejsze było to, że Jej Wysokość traktowała go z zaufaniem. Czuł, że wzięłaby jego zdanie pod uwagę, a to znaczyło bardzo dużo.

Królowa Serenity wyglądała dziś wspaniale w białej, prostej sukni i z rozpuszczonymi długimi falującymi włosami. W oczach von Krystala urodą ustępować mogła jedynie swojej córce, Księżniczce Sophie o przydomku Serenity, jaki na Srebrnym Księżycu nosiły wszystkie panujące kobiety, a także bezpośrednie dziedziczki tronu. Księżniczka Sophie dzisiaj właśnie obchodziła swoje pięćsetne urodziny, więc była już gotowa do oficjalnego wkroczenia do międzynarodowych kręgów towarzyskich. Od tej pory będzie zapraszana na wszystkie ważniejsze uroczystości oraz uzyska prawo głosu na radach galaktycznych i międzygalaktycznych. Ani von Krystal ani nikt inny jednak nie mógł jeszcze uwierzyć w to, że ta niewinna i ufna dziewczyna rzeczywiście oficjalnie osiągnęła pełnoletniość. Każdy stwierdziłby, że to jeszcze zaledwie czterystuletnia istotka, jeszcze zbyt delikatna i ufna żeby mierzyć się z rolą przyszłej władczyni jednego z najpotężniejszych królestw. Księżniczka przemykała się zwiewnie i lekko pośród zaproszonych gości, przyjmując kwiaty i witając nowo przybyłych. Wyglądała prześlicznie ze związanymi w długie pasma złotymi włosami i swoimi jaśniejącymi niebieskimi oczyma, które lśniły jak dwie gwiazdy nawet na odległość z jaką stał Marszałek von Krystal. Księżniczka Sophie ubrana była w białą suknię podszytą różowym materiałem. Zwyczajowo oficjalne suknie królewskie na Srebrnym Księżycu były proste i białe, lub czasami jasnoniebieskie lub jasnofioletowe. Nie posiadały zbyt wielu zdobień czy wzorów. Jednakże, kiedy księżniczka przechodziła obok von Krystala wchodząc do Sali Bankietowej na samym początku wieczoru Marszałek Dworu zauważył, że biały materiał sukienki Sophie miał odciśnięte w sobie drobne kwiatuszki z zawiniętymi ozdobnie płatkami i postrzępionymi listeczkami. Na ramiona miała narzucone ażurowe wdzianko wyplecione także w kwiaty. Księżniczka rzadko nosiła biżuterię, jednak tego wieczoru miała na sobie cieniutki srebrny naszyjnik z malutkimi diamentami, takąż bransoletkę i błyszczące jak jej oczy kolczyki w kształcie kuleczek. Dzisiejszy dzień był wyjątkowy, Królowa porzucając konwenanse pozwoliła więc córce wystroić się według własnego uznania i efekt zapierał dech w piersiach.

Rozmowę Królowej i Marszałka przerwało nadejście kolejnych gości. Serenity skinęła głową odpowiadając na ich powitanie i odeszła bocznym korytarzem aby powrócić do głównej Sali.