Lacetra, dziękuję za komentarz. Mogę ci zagwarantować, że Harry uznawany za niewinne dziecko, z pewnością narozrabia.

Rozdział 7

Ludzie lubią komplikować

sobie życie, jakby już samo

w sobie nie było wystarczająco

skomplikowane.

Carlos Ruíz Zafón

x x x x

Wodził wzrokiem po obecnych w pomieszczeniu osobach, mając nadzieję, że któraś z nich zaraz się roześmieje i powie, że to żart. Niestety kolejne sekundy mijały, a w sali wciąż panowała cisza.

Czy ja na pewno dobrze usłyszałem? Jakby mało było tego, że mam udawać dzieciaka, to jeszcze chcą oddać mnie pod opiekę Snape'a?!

Mam robić to co mi każe? Iść tam, gdzie on sobie ubzdura?

Jeszcze czego!

W życiu się na to nie zgodzę! Nie zdam się na łaskę osoby, która przez cztery ostatnie lata za priorytet uznawała uprzykrzanie mojego życia!

Nigdy się na to nie zgodzę!

- Nie ma mowy. Nie zostanę synem cholernego Snape'a! - krzyknął wreszcie, uderzając pięścią w stół. W tym momencie zupełnie nie obchodziło go to, że wyraża się o nim bez szacunku. Nie miało dla niego znaczenia czy dostanie za to szlaban. Po prostu nie mógł zaakceptować tego, co zaproponował Dumbledore.

- Wiem, że ciężko ci to zaakceptować, ale musisz zrozumieć, że w obecnej sytuacji, to jest dla ciebie najlepsze rozwiązanie, Harry. W ten sposób... - Słysząc spokojny głos dyrektora, wściekły odwrócił się w jego stronę i przerwał mu, dając tym samym upust nagromadzonym w sobie emocjom:

- Nie! Nie zgadam się na to! On przecież mnie nienawidzi! Ja jego również! Za nic nie będę robił tego, co sobie akurat zażyczy! Samo udawanie dwulatka jest dla mnie dziwaczne, ale rozumiem, że nie mam innego wyjścia! Jednak dlaczego miałbym być uznawany za syna Snape'a?! Jestem pewien, że mogę stać się dzieckiem kogoś innego! Dlaczego więc... - urwał, by zaczerpnąć tchu i w tym momencie do rozmowy wtrącił się szkolny Mistrz Eliksirów.

- Mnie też tego rodzaju rozwiązanie nie zachwyca, Potter. Niestety żaden z nas nie ma obecnie wyboru. Powinieneś wiedzieć, że nie jest to nieprzemyślana decyzja. Zastanawialiśmy się nad różnymi alternatywami i tylko tego rodzaju wyjście, wydaje się logiczne.

- Ale... - zaczął, jednak tym razem przerwał mu dyrektor.

- Harry, Severus mówi prawdę. W trójkę sprawdziliśmy wszystkie dostępne możliwości, jednakże tylko jako syn profesora Snape'a, nie będziesz wzbudzał jakichkolwiek podejrzeń.

- Ale co mi to da? Dlaczego akurat jako jego syn mam nie wzbudzać podejrzeń?! Czy to by coś zmieniło jakbym został dzieckiem innego nauczyciela?! Przecież to byłaby taka sama sytuacja!

- Nie do końca, mój chłopcze. Obecnie tak naprawdę niewielu osobom możemy zaufać. Nigdy nie wiadomo kto stoi po naszej stronie, a kto przynależy do śmierciożerców. Severus jest jednym z ludzi którym ufam bezgranicznie i powierzyłbym mu własne życie. Chcę żeby to on został twoim opiekunem. Jego umiejętności walki są w stanie zapewnić ci ochronę. W dodatku jest on znany z tego, że nigdy się nie zwierza, więc nikomu nie wyda się podejrzany fakt, iż ukrywał istnienie syna.

Opierając głowę o dłonie, westchnął, zaczynając rozumieć tok myślenia dyrektora. Perspektywa zamieszkania ze Snape'm wcale mu się nagle nie spodobała, ale po tym co usłyszał, przekonał się, że profesorowie mają rację.

Rzeczywiście tego rodzaju wyjście pozwoli uniknąć pewnych domysłów, tylko... świadomość tego, wcale nie czyni mnie szczęśliwszym.

- Wygląda na to, że naprawdę nie mam innego wyjścia. - wyszeptał w końcu, przymykając oczy.

- To tylko rozwiązanie na pewien czas, Harry. Wierzę, że wkrótce uda nam się coś poradzić na twój stan. Wciąż pracujemy nad znalezieniem remedium.

- Rozumiem.

- Cieszy mnie to, Harry. Chciałbym abyś jeszcze dziś przeniósł się do kwater Severusa i zażył przygotowany przez niego eliksir. Ponadto jeszcze dzisiaj powinieneś pomyśleć nad nowym imieniem dla siebie. Nie możemy zwracać się do ciebie "Harry". Zastanów się więc nad nim do wieczora.

Podniósł wzrok na dyrektora i przytaknął na znak, że rozumie, po czym zadał jeszcze jedno pytanie, nagle coś sobie uświadamiając:

- A co z moimi przyjaciółmi? Czy oni mogą poznać prawdę? Nie chcę przed nimi udawać. To byłoby zupełnie, jakbym... - urwał, nie mogąc nawet myśleć o tego typu rozwiązaniu.

Jeżeli oni nie dowiedzą się o tym, co mi się przytrafiło, to zostanę z tym wszystkim zupełnie sam... Poza tym, znamy się już od dawna i...

Nie chcę ich okłamywać.

- Oczywiście Harry. Uważam, że zarówno panna Granger, jak i pan Weasley, będą w stanie dotrzymać tajemnicy. Zresztą posiadanie kilku wtajemniczonych osób, może niejednokrotnie pomóc w kłopotliwej sytuacji.

Przyjmując to z ulgą, wyprostował si wiele większym zapałem niż do tej pory, powrócił do jedzenia. Pewność, że przynajmniej Ron i Hermiona będą po jego stronie sprawiała, że ta cała sytuacja, stała się nieco łatwiejsza do zniesienia.

- Panie Potter, chciałabym, aby po jedzeniu, przyszedł pan do mojego gabinetu. - Słysząc niespodziewane polecenie od opiekunki gryfindoru, odwrócił się do niej, odpowiadając:

- Dobrze, profesor Mcgonagall.

x x x x

Kilkanaście minut później, podążając w stronę gabinetu znajdującego się tuż obok sali od transmutacji, zastanawiał się, o czym Mcgonagall tak właściwie chce z nim porozmawiać:

Może zamierza mi wlepić szlaban za to jak odezwałem się do Snape'a? Cóż, to aż dziwne, że on sam nie uziemił mnie. Chociaż i tak mam zamieszkać w jego kwaterach, więc będzie miał dostatecznie wiele okazji na to, by uprzykrzyć mi życie...

Gdy zatrzymali się wreszcie przed drzwiami gabinetu, Mcgonagall otworzyła je i przepuszczając go przodem, rzuciła chłodno:

- Proszę wejść, panie Potter.

Przekraczając próg, przelotnie rozejrzał się po dobrze znanym gabinecie, po czym wgramolił się na wskazany przez opiekunkę fotel.

- Dlaczego mnie pani wezwała, profesor Mcgonagall? - zapytał, gdy tylko zajęła miejsce po przeciwnej stronie biurka. Miał już dość domysłów.

- Mam dla ciebie pewną propozycję, panie Potter.

- Propozycję?

- Jak już sam pewnie zauważyłeś, w twoim obecnym stanie wiele rzeczy sprawia ci problem. Sądzę, że powinieneś nauczyć się kilku zaklęć, które wykraczają poza program nauczania, jednakże mogą nie tylko ułatwić ci poruszanie się po zamku, lecz także chociażby korzystanie z łazienki. Chcę zaoferować ci kilka tego rodzaju lekcji. Zaczynając od jutra, możesz przychodzić do mnie codziennie po śniadaniu. Czy zgadzasz się na takie rozwiązanie, panie Potter?

Czy naprawdę istnieją czary które mogą mi pomóc? Może coś w rodzaju tego, co zastosował dzisiaj Dumbledore?

Jeśli naprawdę będę mógł stać się bardziej samodzielny, to z chęcią się ich nauczę... Nie ważne jak skomplikowane by były. - Pewien swojej decyzji uśmiechnął się do opiekunki i powiedział:

- Oczywiście profesor Mcgonagall. Dziękuję za to, że chce mi pani pomóc.

- Dobrze. W takim razie możesz już iść. Widzimy się jutrzejszego poranka.

- Do widzenia, pani profesor.

Opuszczając gabinet, wciąż się uśmiechał, wdzięczny za otrzymaną propozycję. Był pewien, że zaklęcia których chce go nauczyć Mcgonagall z pewnością będą w stanie wiele mu ułatwić.

x x x x

Koniec rozdziału 7